California king bed ♂+♀=❤

I Miss You Justin ♥

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Wpisy obserwowanych

Obudziło mnie denerwujące pikanie obok mojej głowy. Otworzyłam oczy, lecz natychmiastowo oślepiła mnie biel pomieszczenia, zanim cokolwiek mogłam zobaczyć, musiałam kilka razy mrugnąć. Czułam, że mam coś przyczepionego do palca, lecz byłam za słaba, aby podnieść rękę. Przekręcając głowę na bok zobaczyłam, że jestem podpięta do kroplówki. Chwilę zastanawiałam się co się stało, że znalazłam się w szpitalu, lecz moja pamięć nic mi nie mówiła. Czułam się strasznie, jakby ktoś mnie połamał mi kości, jednak najgorszy był ból głowy. Ktoś wszedł do sali, jednak nie widziałam kto to.
- Księżniczka raczyła się obudzić- powiedział brązowowłosy chłopak, nie bardzo rozumiałam sensu jego wypowiedzi, nie rozumiałam co tu się dzieje.
- Co ja tu robię i kim jesteś ?- chłopak zmarszczył brwi, a ja patrzyłam na niego niecierpliwiąc się bo długo się zastanawiał zanim odpowiedział.
- Jestem Michael, twój opiekun, twoi rodzice wyjechali i zostawili cię pod moją opieką- czułam się niekomfortowo , nie wiedziałam co powiedzieć, jak się zachować. Było mi przykro, że nie było ich przy mnie w szpitalu i zostawili mnie pod opieką jakiegoś obcego chłopaka.
- Jak to wyjechali ? Na jak długo ?
- Przykro mi, ale chyba wyjechali na zawsze- zdziwiłam się, przecież moi rodzice nie są tacy, jednak chłopak cały czas miał poważna minę. Z każdą chwilą nasiąkałam gorzkim żalem i poczuciem winy, że wyjechali przez mnie. Bałam się myśleć o tym co teraz mnie czeka bez nich. Kochałam ich, jak oni mogli mnie zostawić.
- Wyjdź ! Chcę zostać sama !!- chłopak jednak nie słuchał mnie tylko dalej siedział na swoim miejscu- Nie rozumiesz, ty cholerny idioto, zostaw mnie samą ! Chce być sama, Wyjdź !- rozpłakałam się na dobre, nie rozumiałam już niczego w swoim życiu, najpierw Justin mnie zostawia teraz rodzice. Moje życie było popieprzone od samego początku, lecz teraz całe się sypie. Boże, Boże czemu nie mogłeś mi załatwić innego życia, ? Lepszego życia, gdzie bym miała rodziców którzy by mnie kochali i chłopaka. Nawet nie wiem, ile spałam w tej durnej śpiączce, kiedy wyjechali, czemu się nie pożegnali, mogli chociaż zostawić kartkę. Dręczyły mną wyrzuty sumienia, lecz to oni są winni, zostawili mnie na pastwę losu.
Po pewnym czasie do sali, wszedł lekarz i zbadał mnie, powiedział, że wszystko już ze mną w porządku, lecz kiedy dopytywałam jak tu się znalazłam nie chciał odpowiadać na pytania. W sumie to zachowywał się dziwnie. Kiedy lekarz wyszedł, wszedł chłopak o imieniu Michael.
- Pakuj się mała, jedziesz ze mną do mojego domu. – nie bardzo wiedziałam co się dzieje, myślałam, że pacjentów po przebudzeniu zostawia się na obserwacje, a nie od razu wypisuje.
- Mam tu znajomości- dopiero teraz zauważyłam, że chłopak mi się przygląda. Próbowałam wstać z łóżka, lecz mi to nie wychodziło, byłam zbyt słaba.
- Pomogę ci- chłopak wziął mnie na ręce i zaniósł do łazienki. Tam się trochę ogarnęłam, Michael dostarczył mi świeży zestaw ciuchów i wyszłam ze szpitala oparta na ramieniu Michaela, prawie zwijając się z bólu, ale nie chciałam, aby mnie niósł przez cały szpital.
-Poznaj to jest Chris mój kolega, mam nadzieję, że się dogadacie.- uśmiechnęłam się wysokiego napakowanego chłopaka i powoli z pomocą Michaela wsiadałam do auta. Kiedy jechaliśmy czułam strasznie zawroty głowy i mdłości. Ból głowy znów dawał o sobie znać, czułam się okropnie.
- Hej… dziewczyno wszystko z tobą w porządku ? Wyglądasz jak duch- odezwał się Chris.
- Nie….. nie bardzo- odpowiedziałam szeptem, moje ciało przechodziły dreszcze, a plecy oblał zimny pot. Czułam jakbym miała gorączkę .
- Za szybko zabrałeś ją z tego szpitala ! Nie jest tobą ! C o ty myślałeś, że za kilka dni się wykuruje z spotkania z Zackem. – nie bardzo rozumiałam ich słowa, skupiałam się na tym zbyt nie zwymiotować, zawroty stawały się nie do zniesienia.
- Przestań wygląda, całkiem dobrze… o matko ! Zatrzymaj się ! zatrzymaj !- auto zatrzymało się na pisaka, a Michael wyskoczył z auta i po chwili wyciągał mnie na zewnątrz- Przewietrz się, może ci coś to pomorze, może chcesz się napić ?- zachłannie wdychałam powietrze, zawroty powoli ustępowały, jednak głowa bolała mnie niemiłosiernie.
- Nie, dziękuję… wszystko w porządku- czułam jakby moja głowa nie była na swoim miejscu, tylko jakby gdzieś szybowała ponad mną.
- Dobrze choć, musimy ruszać dalej- z powrotem wsiedliśmy do auta, tym razem Michael usiadł z tyłu ze mną. Oparłam się o ramię chłopaka i usnęłam
Obudziłam się w jakimś nieznanym mi pokoju, dopiero po chwili przypomniałam sobie, że musi to być dom Michaela. Podniosłam się do pozycji siedzącej i rozglądnełam po pomieszczeniu, był to przestronny przytulny pokój z balkonem. Wygramoliłam się z miękkiego dwuosobowego łóżka i podeszłam do okna. Rozsunęłam rolety i zobaczyłam piękny widok, dokładnie to zachodzące słońce nad jakimś jeziorem. Patrzyłam na ten obraz jak zahipnotyzowana, gdy nagle usłyszałam głośną muzykę. Podążając za dźwiękiem, zeszłam po schodach na dół i przeszłam, przez kilka innych pomieszczeń aż dotarłam do ohydnego obrazu, a mianowicie Chrisa, Michaela i kilku innych chłopaków siedzących, a przed nimi tańczyły striptizerki w bardzo skromnych strojach.
Pierwszy zobaczył mnie Chris
- O nasze słoneczko się obudziło, jak tam samo poczucie ??- nie bardzo wiedziałam co odpowiedzieć, czułam się strasznie skrępowana.
- Już dużo lepiej, ale widzę, że przyszłam nie w porę- powiedziałam i zaczęłam się cofać, lecz w coś zahaczyłam nogą i usłyszałam tylko trzask szkła, kiedy się odwróciłam zauważałam, ze stukałam jakąś wazę.
- Przepraszam nie chciałam, przepraszam !
- Widzisz co zrobiłaś głupia suko, zbiłaś wazę, o którą Michael tak cenił!
- Przerwałaś nam pracę suko.
- To ta dziwka o której wam mówiłam- zaczęłam zbierać szkło, moje oczy napełniły się łzami od słuchanych epitetów lecących w moją stronę z ust tych dziewczyn, po chwili podszedł do mnie Michael i oderwał się mnie od czynności którą wykonywałam.
- Zostaw ja to posprzątam, stukałam to posprzątam- chciałam wyrwać mu swoją rękę, lecz na próżno.
- Evo, spójrz mi w oczy- nie mogłam spojrzeć mu w oczy, nie chciałam pokazywać swojej słabości- spójrz mi w oczy !
- To jest przykład nie po radnej głupiej dziewczynki
- Zamknij się Lena, nic cię do kurwy nędzy nie pytał o zdanie- Michael się odwrócił, a mnie nagle dopadł silny ból głowy, zgięłam się w pół, ból przeszywał całe moje ciało, aż trudno było mi oddychać.
- Eva co ci jest ?- zalał mnie zimny pot, lecz ból powoli ustępował, jednak wciąż moje ciało było sparaliżowane, nie mogłam się wyprostować. – Masz napij się wody, to powinno pomóc, a i jeszcze tabletki przeciw bólowe- Michael podał mi butelkę wody i jakieś białe tabletki, szybko je połknęłam i popiłam wodą.
- Ja wrócę do siebie-kiedy odwracałam się napotkałam na nienawistne spojrzenie, jednej z dziewczyn, to chyba ona miała na imię Lena, nie ma pojęcia, ale kojarzę to imię.

<><><><><><><><><><><><><>
Wiem, wiem rozdział krótki i nudny.
Mam kilka rozdziałów w przód, a to jest wstęp do pewnej akcji, tak więc proszę nie narzekać :P
Teraz przez pewien czas Justin się nie pojawi, wybaczycie ??
A jeśli miałybyście jakiekolwiek pytania to link to mojego ask.fm ;)

Tagi: Rozdział 23
19.01.2013 o godz. 00:47
Isabel (Iss) Carter (17l.)






Dziewczyna o dwóch obliczach. Dla rodziców jest idealną córką, natomiast wśród znajomych potrafi pokazać rogi. Jest jedną z najpopularniejszych dziewczyn w szkole. Pochodzi z bogatej, ale dość zaborczej rodziny. Uwielbia rządzić, choć w domu się nie wychyla. Szanuje swoich rodziców, choć może trochę dlatego, że boi się ojca. Nie to żeby ją bił czy krzyczał, po prostu. Bywa uparta i nie ufa nowym ludziom. Nie znosi, gdy ktoś ma raje, a ona nie.
Nienawidzi Tess, choć kiedyś były przyjaciółkami. Jej pasją jest taniec.
Przyjaźni się z Suz, Jane i 1D


Justin Bieber (18l.)






Rozpuszczony, bogaty chłopak. Mieszka z ojcem, jego matka nie żyje. Uwielbia imprezować i rozkochiwać w sobie dziewczyny. Jest chamski, uparty i uwielbia żartować sobie z innych. Ojciec wystawia go na pewną próbę. Czy da radę?


Suzanne Barnes (17l.)




Najlepsza przyjaciółka Iss. Przyjaźnią się od dziecka. Uwielbiają przebywać w swoim towarzystwie. Publicznie jest raczej nieśmiała, ale kiedy ktoś ją wkurzy potrafi dokopać.


Jane Williams (17l.)




Przyjaciółka Iss i Suz. Miła, miła, uwielbia spędzać czas z przyjaciółmi. Jej chłopakiem jest Louis.


Tess Walker (17l.)




Diwa szkolna. Uczestniczy we wszystkich imprezach i chodziła już z większością chłopaków w liceum. Jej celem jest być najpopularniejszą dziewczyną w szkole. Niestety uniemożliwia jej to Iss, która jest na pierwszym miejscu. Nienawidzi Iss i jej paczki, z wzajemnością.


One Direction

Liam Payne (17l.)
Harry Styles (18l.)
Louis Tomlinson (18.)
Zayn Malik (18l.)
Niall Horan (17l.)




Przyjaźnią się od lat i uwielbiają spędzać ze sobą czas. Mają mały zespół, ale jak na razie mało sławny. Uwielbiają dowcipy i prowadzą raczej szalony tryb życia. Przyjaźnią się z Iss, Jane i Suz.

Pozostali:


Raul Carter (47l.) – ojciec Iss. Jest dość zaborczy. Pochodzi z Indii, wychował się w LA, a mimo to nadal wyznaje resztki zaborczej kultury hinduskiej.

Rachel Carter (43l.) – matka Iss. Miła, koleżeńska. Pochodzi z LA, nie pochwala kultury męża, ale również się nie sprzeciwia. Pragnie szczęścia swoich córek. Zdanie męża jest dla niej święte.

Agnes Carter (12l.) – młodsza siostra Iss. Jest najukochańszą córeczką tatusia. Umie go poprosić o wszystko i zawsze to dostaje.

Rupert Bieber (46l.) – ojciec Justina. Ma raczej luzackie podejście do życia. Bardzo kocha swojego syna i pozwala mu na wszystko. Ale w końcu zauważy swoje błędy wychowawcze i postanowi coś z tym zrobić...
_______________________________________
No i mamy bohaterów. Mówcie co myślicie?
Pierwszy rozdział powinien się pojawić jeszcze w tym tygodniu.
PS: Dzięki za komentarze, pomimo tego że większość z was chce mnie udusić to nadal Was uwielbiam ;D

Do nn ;*
Tagi: bohaterowie
18.01.2013 o godz. 18:41
Moja słodka córeczka siedziała na moich kolanach i płakała.Nie mogłam jej uspokoić więc zaparzydłam jej herbatke na uspokojenie dla dzieci i mocno trzymała w swoich ramionach.Zastanawiałam się gdzie Justin może być i czy nic mu nie jest,dzieczynka jedynie szepneła Tatuś i nie powiedziałą nic więcej.
-Kochanie co się stało ??-zapytałam i lekko wypuściłam ja z ramion - Gdzie jest tatuś ?
-...-milczała,cisze jedynie przeszywał jej szloch i mój nierówny oddech.
-A niołku powiedz coś
-... tatuś on...-malutka wadłą w jeszcze większy płacz.
-Jaz uspokój się i powiedz mi wszytsko-powiedziałam i pocałowałąm ją w czółko.
Mała zaczeła mi wszytsko opowiadać ,łzy zaczeły spływać mi po policzkach...
-(...) i wtidy ucekłam-wyjśniła
-Zaprowadz mnie tam-odrzekłąm a małą złapała mnie za raczke i poszłysmy w strone parku.
(...)
-Przepraszam co się tu stało?zapytałam męszczyzny który był 1 z niewilu którzy stali obok zakrwawionego chodnika.
-Niecałe 5 minut temu odjechała karetka z chłopakiem,pobili go i uciekli-wyznał- co się dzieje z tym światem
-A nie wie pan przypadkiem kim on był lub gdzie go zaprali-dopytywałąm
-Kim jest nie wiem a zabrali go do szpitala na Grady Memorial Hospital (nazwa prawdziwa).
-Dziękuje panu-powiedziałam i razem z córeczką ruszyłysmy na postój taksówek.
-Proszę do szpitala Grady Memorial Hospital- rozkazałąm i już o chwili jechaliśmy w wyznaczone miejsce.Gdy podróż się zakończyła,zapąciłąm należna sume i ruszyłyśmy do srodka.
-Przepraszam gdzie leży osoba przewieziona z parku?
-A kim pani jest ??
-Dziewczyna potem narzeczoną i jeszcze potem żoną a to k*** jego córka!-powoli zaczełam się denerwować.
-Spokojnie piętro 3 sala 130.
-Dziękuje
Poszłyśmy w wyznaczony cel akurat traf chciał że trofiłąm na lekarza wychodzącego z jego sali.
-Przepraszam co z nim ??-No więc ma złamane 2 żebra,cały jest poobijany i ma rozcięty kawełek głowy z tyłu-oznajmił lekarz\
-To dobrze-czaczełam ale zostało mi to [rzerwane.
-Jest też zła wiadomość....
-Czyli???-zapytałam trzymając dzieczynke mocnej za dłoń.
-Chłopak jest nieprzytomny i możliwe ,że wpadł w śpiączke.
-Ale...jak ? ile to będzie trwac??-pytałąm zszokowanaze łzami w oczach.
Nie wiadomomoże trwać od 2 do 14 dni ale tagże kilka miesięcy-odparł siwy facet.
-Dziekuje a można do niego wejśc ?
-Tak proszę-odpowiedział i odszedł notując cos w papierach.
Po woli przekroczyłam próg sali zmała na ramionach.Ta notomiast szybko zeszłaz moich rąk i pobiegła do chłopaka (1 zdjecie) Powolnym ruchem podeszłam go łózka.Pogłaakałm go po policzku i pocałowałam delikatnie jego usta ,które nie były już takie malinowe można powiedzieć,że wyblakły a jego czekoladowe oczy,schowane pod powiekami.Spojrzałam na malutką kóra trzymał dłoń Justina,przynajmniej próbowała ją złapać całą w swoje malutkie rączkido tego je spojrzenie cały czas skierowane było na jego twarz jakby miała taka samą nadzije że zaraz otworzy swoje oczy.
Czy Bóh robi sobie z nas żarty,tyle przeszliśmy,ale czy keidyś będziemy szczęsliwi...a może coś nas jeszcze spotka....

Od Aut : I Co podoba się bo według mnie do dupy ale pisze :D Ciesze sie że ktoś to wogóle czyta :D Pytajcie mnie o co chcecie :D <3 Skoro tacy chętni jesteście to może tak

10Komentarzy=37 Rozdział

# Osia
Tagi: 36.
18.01.2013 o godz. 15:25

http://ask.fm/justinhope - jest moc znalazłam hasło :D
Rozdział będzie jutro a tym czasem PYTAJCIE
Tagi: haslo
17.01.2013 o godz. 20:51
[...] to był Harry Styles za nim z auto wyszła jakaś dzieczyna .Niestety nigdzie nie dostrzegłem tego szkraba.
-Co się tak rozglądasz?-zapytał z obrzydliwym uśmiechem.
-No wiesz co szukam swojej córeczki-odpowiedziałem z ironią.
-Aaa no tak małą,słodka Jazmyn muszę przyznać że jest strasznie podobna do was z wyglądu do ciebie i minimalnie do dziewczyny a z charakteru do Hope-zasmiał się wrednie.Dzieczyna obok niego tylko uśmiechałą się "zalotnie" do mnie.
-Och widzisz,dziękuje... a teraz oddawaj mi ją-zacząłem się powoli denerować.
-No weż nie tak nerwowo kochanie-zapiła dzieczyna.
-Zamknij się-podniosłem głos,powoli moje myśli kierowały się w strone ,że może być to pułapka.
-Przypominam ci że mamy waszą córeczke..
-... CZego chcesz ?-zapytałem po chwili milczenia.
-mmm pomyślmy...-powiedział i spojzał na swoją towarzyszke-a własnie przedstawiam ci moją przyjaciółke Victorie.
-Spoko ale czego odemni a tym bardziej od nas chcecie?
-Szczerze żebyście cierpieli tak samo jak ja kiedy Hope mnie wyśmiała gdy wyznałem jej miłość,żebyście męczyli się do końca życia z myślą,że wasza córeczka nigdy nie pokarze się w waszym domu-oznajmił z taką nienawiścią.
-Najwyraźniej MOJA DZIEWCZYNA ma dobry gust -specjalnie podkeśliłem moja dzieczyna przy okazji podziwiałem jak robi się czerwony.Harry wskazał gestem dłoni na auto z którego po chwili wyszedł mój kwiatuszek a zaraz przy nim pojawiła się ta cała Victoria i złapałą Jazmyn żeby nie uciekła
-Ziositaw-powiedziała mała kiedy tamta za mocna złapała za jej ręke i zaczeła ciągnąć w naszą strone.Kiesy ujżała mnie na jej słodkiej buźce pojawił się wielki uśmiech-Tatuś.
Próbowałą do mnie podbiec ale uniemożliwiła jej to blondynka,ja sam naewt nie próbowałem podejść.
-Cześć Córeczko-powiedziałem z uśmiechem i wysłałem jej buziaka który ona rozpromieniona przyjeła.Kątem oka dostrzegłem wsciekłe spojrzenie Styles'a.
-Dość,BRAĆ GO !!!-krzynął a kołomnie pojawiło się około 5 GORYLI ubranych na czarno.Dwaj z nich mieli metalowe pręty albo rury.Byli bardzo mustkralni,długo nie musiałem czekac ąż poczułem pierwsze uderzenie a za nim mase kolejnych.Widziałem przerażoną a zarazem zalaną łzami dzieczynke.Po kiku minutach nie miałem już siły sie bronić i zadawać ciosów.Więc powoli upadłem i zacząłem mdleć ostatnie co widziałem to uciekającą Jazmyn a potem zamknąłem oczy możiwe że na zawsze.
Oczami Hope
Nie wiem która jest godzina ale za oknem panują egipskie ciemności.Proszki działąją idealnie nie odczuwam bólu,cierpienia jakbym uzywała żyletki..Nie pokoiło mnie że miejsce obok mnie jest puste.Zeszłam na dół aby napić się wody przy okazji upewnić się ,że Justin'a nie ma w domu.Kiedy miałam już wchodzić na góre usłysząłam dzwonek do drzwi.Najpierw sprawdziłąm kto to może byc prez Judasza le nikogo nie było więc wróciłam ponownie ruszyłąm do sypialni.Kolejny raz zabrzamiał dzwonek.Lekko zirytowana otworzyłam je i dostrzegłam całą zapłakaną i przerażoną córeczke.Szybko chwyciłam ją w swoje objęcia,tak strasznie byłam szczęśliwa.
-Kochanie co się stało?-zapytałąm małą.
-Tatuś-szepnełą i zaniosła się jeszcze większym płączem....

Od Aut: Now ięc jak się podoba rozdział ??? Od razu dziękuje za pomoc piosenka Make you Belive jest już w moim folderze "Love Music".
No to tak chciałąbym polecić ten blog : http://pysiabelieve.bloblo.pl/ http://justinowaconda.bloblo.pl/
http://promises-scry.bloblo.pl/
.....
<3 Chce was trochę przymobilizować więc :

8 Komenatrzy=36 Rozdział
Tagi: 35
17.01.2013 o godz. 18:10
Hejka kochani nie wiecie skąd można ściągnąć piosenke Justin'a Make you Belive ??? Próbowałam już z YT ale nie znalazałam takiej wersji którą można ściągnac (wiecie o co chodzi ) Od razu mówie kolejny rozdział napisany ale czekam na te upragnione 4 komentarze :D Z góry dzięki za pomoc ....
Tagi: help
16.01.2013 o godz. 19:26
6 miesięcy później

Dziś mieszkam wraz z Justinem i Bellą w San Francisco. Mamy mały domek na obrzeżach miasta. Nie przelewa nam się, ale jesteśmy szczęśliwi, a to się liczy.
- Kochanie, ja idę do pracy. Odbierz małą z przedszkola o 15:30 – powiedziałam całując Justina w policzek.
Pracuję w firmie marketingowej. Jestem asystentką szefowej. Nie zarabiam dużo, ale to zawsze coś. Dziś był naprawdę piękny, słoneczny dzień. Po chwili byłam już na miejscu.
Dzień minął przyjemnie i szybko. Zawsze jest tyle pracy, że nie ma się kiedy nudzić.
- Samanta, zamkniesz dzisiaj dobrze? Ja muszę wyjść wcześniej. – powiedziała Merry – moja szefowa.
- Dobrze. – przytaknęłam.
Spojrzałam na zegarek. Wskazywał 19:00. Wzięłam do ręki telefon i wykręciłam numer na domowy telefon.
- Halo? – usłyszałam głos Justina
- Cześ skarbie. Dzwonie powiedzieć, że będę za jakieś pół godziny. Możecie robić kolację.
- Ok. Wracaj bo tęsknię – marudził jak małe dziecko
- Będę za pół godziny. Tyle to chyba wytrzymasz?
- No nie wiem.
- Musisz. Ucałuj małą. – rozłączyłam się.
Chwyciłam klucze z biurka, po czym zeszłam na dół budynku. Upewniając się że wszyscy wyszli zamknęłam drzwi i ruszyłam przed siebie. Zaczynało się już robić ciemno i było chłodno. Rozejrzałam się dokładnie upewniając, że nie widać żadnego samochodu, po czym weszłam na jezdnię. Po chwili jednak oślepiły mnie światła. Poczułam ogromny ból, a później nastała ciemność. Usłyszałam jeszcze tylko paskudny śmiech i słowa:
- Mówiłem że jeszcze tego pożałujesz!


Co się stało dalej? Samanta nigdy już nie dotarła do swojego ukochanego i córeczki. Odeszła. Trafiła gdzieś, skąd będzie ich obserwować i dbać o ich szczęście.
James – morderca Sam został schwytany. Policja miała świadka, który widział go na miejscu wypadku. W końcu sam James przyznał się do zaplanowanej zbrodni. Nie mógł przeżyć upokorzenia jakiego doznał ze strony Samanty. Popełnił samobójstwo.
Co z Justinem i Bellą? Oboje bardzo przeżyli śmierć najdroższej im osoby, ale dają sobie radę. Mieszkają gdzieś w świecie. Być może spotkasz ich kiedyś na ulicy i nie rozpoznasz w nich Justina i Belli, ale zwykłych, szarych ludzi.
Dlaczego tak się to skończyło? Być może musiało. Nie każda miłość kończy się szczęśliwie. Ale pomimo straty trzeba żyć dalej. Trzeba przetrwać. Być może tak musiało być.

_____________________________________________________
Wiem! Wiem! Zabijecie mnie! Ale pomyślałam że jak tak się wszystko kończy happy endem to jest nudno. Ogólnie nie podoba mi się ten ostatni rozdział, ale nie miałam pomysłu na nic lepszego. Być może ta historia miała się tak skończyć od początku...
W każdym razie to koniec tego opowiadania, ale nie mojego bloga! Bohaterów nowego opowiadania dodam, jak będzie minimum 6 komentarzy pod tym rozdziałem.

Chciałam serdecznie podziękować tym, którzy czytali i komentowali to opowiadanie ♥ Kocham Was ;*
Najbardziej chcę podziękować briliant smile ♥, która jest ze mną od początku. Ubóstwiam Cię x♥x

Dziękuję również tym Wspaniałym Dziewczynom:
justin-drew-bieber-hope ♥
beautiful-chick ♥
CarmenBlue ♥
ola9917 ♥
Jelenaa ♥
You-Are-My-Destiny ♥
jelena6 ♥
believe-inyourself ♥
my-drema-by-JB ♥
JusBieber ♥
Choise ♥
oraz wszystkim, którzy czytali moje opowiadanie ♥♥♥

Uwielbiam was wszystkie x♥x



Ps: Przepraszam justin-drew-bieber-hope ♥ Wybacz ;cc

Do nn ;
16.01.2013 o godz. 17:40

34

-I co jak tam Hope-powiedział głos po drugiej stronie słuchawki a imie dziewczyny wypowiedział z taką nienawiścią.
-A co cię to interesuje?-zapytałem zdezorientowany.
-Mnie nie ale córeczka się stęskniła-zaśmiał się wrednie i w tym momencie usłyszałem płącz Jazmyn.Byłem juz na prawde strasznie wściekły a za razem bezsilny jak z resztą zawsze.
-Gdzie ona jest?!-wrzasnąłem na prawde wkurzony.
-Oj tak się proszę nie denerwować-zakpił głos
-Zamknij się,jak coś jej się stanie zamorduje cię-powiedziałem już trochę spokojniej choć we mnie nadal się gotowało.
-Radze nie grozić mi,ja mam twojego aniołka a ty nic-kolejny raz w czasie rozmowy zaśmiał się wrednie.Zaczął mnie po woli przerażać.
-Dobrze co mam zrobić?-zapytałem cicho ze łzami w oczach.
-Na razie nic czekaj na instrukcje-odezwał się i po chwili mogłem już wsłuchiwać się melodi w słuchawce która świadczyłą że się rozłoczył najgorsze było że dzwonił z zastrzeżonego.
Poszedłem do kuchni i opadłem bezwładnie na krzesło.Nie mam pojęcia ile tak siedziałem ale kiedy się ocknąłem an dworzu robiło sie ciemniej,powoi wstałem i zrobiłem dwie ciepłe herbaty.Poszedłem do sypialni małej ,ale brunetki w niej nie było.Zdziwiłem się i zacząłem jej szukać.Po kilku minutach poszukiwań znalazłem ją na huśtawce w ogrodzie.Normalny człowiek by odszedł aby pobyła słaba ale po 1.Nie jestem normalny a po 2.Chyba nikt na moim miejscu by miłości swojegożycia nie zostawił w takim stanie.
-Trzymaj-delikatnie podałem jej kubek a ona bezsłowa chwyciła w soje dłonie i umoczyła wargi ciepłej cieczy.
-Dobrze się czujesz?Coś czy podać,przyniesć ?
-A dasz rade znaleść i zproadzić Jaz jak tak to chetnie-powiedziała cicho ale i tak usłyszałem nutke sarkazmu i zpojrzał mi w oczy.Patrzydła które świeciły iskierkami radości i miłości wyblakły.
Serce mi się łamało kiedy na nią patzryłem.I co mam zrobić poszukiwnia na własną ręke nic ie przyniosły a poicja nic nie ma ,jedyna nadzieją na odnalezienie jej jest ten telefon.Właśnie telefon spojrzałem na wyświetlacz swojego IPhona i dostrzegłem jedną nieodebraną wiadomość poczułęm nadzieje.
-Choć do srodka bo zmarzniesz-położyłem swoją ręke na jej ramieniu.
-Okey-szepneła i weszliśmy do domu.Zaprowadziłęm dzieczyne do sypialni i podałem leki na uspokojenie.Kiedy usnełą zeszłem ponownie na dół,usiadłem na sofie i zamierzałem otworzyć sms kiedy podbiegł do mnie Moose.
-Co tam piesku?-pogłaskałem go po łebku.Niestety kiedy ponownie próbowałem otworzyć wiadomość rozległ sie dzwięk mojej komórki nie patrząc odebrałęm a osoba po rugiej osobie okazał sie być ....
-Jak tam Hope?-zapytał Chris na początku rozmowy.
-A jak ma być,nadal się prawie nie odzywa,proszki działają więc jest spokojna i cały czas prawie spi jednym słowe nic od wczoraj się nie zmieniło-odpowiedziałem głosem który mówił sam za siebie.
-Może podjechac do was? Pomóc jakoś?
-Nie lepiej nie-powiedziałem i spojrzałem na zegarek na którym widniałą godzina 22:30.
-Ale na pewno?-dopytywał się co mnie lekko wyrowadziło z równowagi.Dziękuje mu za to,że nas wspiera ale..sam nie wiem.
-Tak Chris na pewno nie przyjeżdzaj,słuchaj muszę kończyć Pa.
-Pa-chłopak wypowiedział swoje a ja się rozłączyłem.Położyłem się na meblu.
-Moose chcesz jesć?-zapytałem pieska który na wzmianke o jedzeniu zaczął szczęśliwy merdać ogonem.pOdszełem do miski i wlałem mu mleko zaś w drugą wsypałem karme suchą dla szczeniąt.Po wykonaniu czynnościsprawdziłem wiadomość ,niestety była to tylko oferta nowego pakietu na telefon.
Tydzień Póżniej

-Zrozum to ja jestem winna,nasz aniołek zniknął przezemnie-dzieczyna zaczeła po raz kolejny obarczać siebie winą
-Hope kochanie zrozum to nie jest niczyja winna ,nikt nie mógł tego przewidzieć-zacząłem jej tłumaczć na nowo.
-Nie !!! To moja winna mogłam ją wziąść do nas-krzykneła a ja próbując ją uspokoić przytuliłęm ją mocno do siebie.
-Kochanie udpokój się-zaczałem delikatnie ale dziewczyna miała gdzieś co chce jej przekazać i zaczeła się szarpać
-Nie odtykaj mnie!!-wrzasneła i zaczeła sie mocniej szarpać.Poczułem straszny ból który rzeszywał moje ciało,ból który próbowałem ukryć ale miłośc mojego zycia
wyrywa się odemnie i patzry na mnie z nienawiścią i obrzydzeniem.Kiedy wreście się odemnie uwolniła pobiegłem po strzykawe z lekiem na uspokojenie.
-Hope!!-krzyknąłem i zaczałem jej szukac wreście usłyszałem wysypywanie się proszków więc wpadłem so naszej sypialni i wyrwałem proszki z jej rąk za nim je jeszcze połkneła i szybko ale delikatnie żeby jej nie zabolało wstrzyknałem jej lek.Dzieczyna jż spokojna spojrzała na mnie ze zami w oczach.Wziałem ją na ręce i połozyłem na łózku.Długo nie czekałem aż zapadła w głęboki sen a ja zasnąłem rzem znią.
Rano

Obudziłem się i zszedłem na doł.Przygotowałem śniadanie a kiedy chciałem wyjść na gonek przeszkodził mi w tym list leżacy na wycieraczce w którym znajdowały się instrukcje o którym mówił ten głos kilka dni temu.
Wynikało z nich że o 1 w nocy mam stawić się w oddalonej części parku
Noc

Dzień przebiegł spokojnie włśnie siedze w samochodzie i jade we wskazane miejsce ,miałem nikomu nic nie mówić i tak też zrobiłem.Gdy wysiadłem z pojazdu poczekałem chwile aż pojawił się samochód a gdy zobazyłem twarz tej osoby oniemiałem ponieważ był to ....

Od Aut: Sorki że tak zjebałam rozdział ale czasu nie miałąm przepraszam


6 kom=35 rozdział
Tagi: 34
15.01.2013 o godz. 17:04

Sad

Wiecie co siedze teraz i becze :'( i wyglądam pewnie strasznie a to wszystko przez jedno opowiadnie http://thatbeeasy.bloblo.pl/ zaczełam je czytać ponownie ale zapomniałam jak się kończy :( Dlatego ja nigdy nie zakończe opowiadanie bez Happy End'u dla mnie wszytsko musi mieć szczęśliwy koniec ... wiem uważacie że nic nie wiem bo nic nie ma Happy End'u ale sorki jak ja nawet płacze kiedy widze zwiastun Titanica albo kiedy czytam że kogoś zabili .... I teraz k**** będe beczeć za kazdym razem kiedy sobie przypomne jak się zakończyłą ta historia.... No bo hallo jak można nie płąkać przy tym :


* * * Oczami Justina * * *


- Tracimy go ! – usłyszałem krzyk lekarza i poczułem się tam nieziemsko dobrze. Unosiłem się w powietrzu, nie czułem bólu, żalu ani niczego innego. Jedyne uczucie, które mnie przepełniało to tęsknota za dziewczyną, której już nigdy nie przytulę. Odszedłem od niej, tak bardzo szybko. Zostawiłem ją samą sobie i nie mogę nic z tym zrobić. Nagle znalazłem się w ciemnym korytarzu. Miał dwa wyjścia – jasne światło ,które raziło i ciemnie. Chciałem wracać tam gdzie ciemno, wrócić na Ziemię, ale jakaś nieznana mi moc ciągnęła mnie w przeciwną stronę – do jasności.
Poszedłem w tamtą stronę i zobaczyłem sylwetkę dziewczyny. Była to Megan. Wyglądała całkiem inaczej. Miała zaróżowiałe policzki i uśmiechała się lekko.
- Megan ?- zapytałem niedowierzając.
- Jednak to ona przeżyła … - zaczęła smutno dziewczyna. - A więc trafiłeś do nieba Justinie ... Muszę Ci coś pokazać, chodź ze mną. – powiedziała miłym tonem głosu i wyciągnęła swoją chudą rączkę w moim kierunku. Dotknąłem jej i nagle zobaczyłem siebie łażącego na szpitalnym łóżku. Do mojego ciała było podłączonych mnóstwo urządzeń. Lekarze próbowali mnie ratować. A więc umarłem. Pozostawiłem ją na pastwę losu, małą bezbronną. Obróciłem się w stronę drzwi i ujrzałem za szybą moich rodziców.
- Czy oni ? – zapytałem Megan.
- Nie, nie widzą Cię. – odpowiedział. Wyszedłem na korytarz. Widziałem po raz pierwszy jak mój tata tuli mamę do siebie. Obje płakali. Ja także utuliłem ich ciała po raz ostatni. Za nimi stał Scooter z Kennym oni również płakali. Przytuliłem ich.
- Żegnajcie. – powiedziałem wychodząc ze Sali.
Wyszedłem z pomieszczenia ostatni raz na nich zerkając. Widziałem jak patrzą na moje martwe ciało i płaczą, wiedząc, że nie wrócę.
Znalazłem się na długim korytarzu. Po prawej stronie na plastikowych krzesłach siedziała ciocia Eleny a także chłopacy z One Direction. Podszedłem do nich i każdego z nim przytuliłem do siebie. Stojąc naprzeciwko chłopaków z oczu zleciała mi łza. Obiła się o podłogę, a za nią kolejna.
- Proszę, dbajcie o nią. – powiedziałem z żalem i smutkiem, że właśnie ja ją zostawiam. Mnie potrzebowała najbardziej. Poszedłem dalej. Napotkałem salę, w której leżała Elena. Była blada, obok mnie przemknął lekarz ,a za nim jej tata.
- Pewnie zastanawiasz się jakie masz obrażenia. Parę szwów na głowie, złamane żebro i już nigdy nie staniesz na nogi. – powiedział mężczyzna przeglądając wyniki badań. Serce biło mi jak oszalałe. Moja mała Elena już nigdy nie stanie na nogi, już nigdy nie pobiega. Poczułem jak znów po moich policzkach spływają łzy, choć byłem tylko duszą Justina.
- Ale z dzieckiem wszystko dobrze. – dodał po chwili lekarz a ja wystawiłem oczy.
- Jakim dzieckiem ? – zapytała mama Eleny.
- Pani córka jest w ciąży, to trzeci miesiąc. Dziecko jest zdrowe. – odpowiedział lekarz. Ukryłem swoją twarz w dłoniach. Nie mogłem jej teraz spojrzeć w oczy nawet jeżeli mnie nie widziała. Zostawiłem ją samą, z dzieckiem. Moim dzieckiem … Nagle usłyszałem jej osłabiony głos.
- A co z Justinem Bieberem ? – zapytała. Lekarz nic nie odpowiedział, zrobiło się strasznie cicho. Wyjął z białego fartucha kartkę, rozwinął ją i podał dziewczynie. Widziałem jak analizuje jej tekst a w jej oczach zbierają się łzy. Zacząłem podchodzić bliżej jej łóżka. W końcu stałem po jego drugiej stronie, naprzeciw jej rodziców.
- Tak bardzo Cię przepraszam Kochanie. Przepraszam, że zostawiam Cię w momencie kiedy najbardziej mnie potrzebujesz. Wiem, że to nie tak miało być. Mieliśmy być szczęśliwi do końca życia, ale zobacz. Nasze życie od początku było zwariowane i niepewne, a my snuliśmy się w przeszłość i wierzyliśmy, że będzie lepsza, ale nie wiedzieliśmy, że są siły wyższe, po prostu w to nie wierzyliśmy. A teraz ? Teraz leżysz tu sama, beze mnie. Przepraszam Cię za każdą krzywdę jaką Ci wyrządziłem, a było ich wiele. Sądziłem, że pożegnamy się, ale nie jest to możliwe. Kocham Cię i zawsze będę kochał. Mam nadzieję, że będziesz pamiętać o Justinie, który kochał Cię jak nikogo innego. Może znajdziesz kogoś, kto będzie Cię kochał tak samo jak ja, życzę Ci tego z całego serca. Nie zapomnij o mnie. – mówiłem wszystko z bólem patrząc na nią jak jest rozczarowana i zawiedziona moim odejściem. Dotknąłem jej dłoni i lekko ją ścisnąłem. Nachyliłem się nad nią i ucałowałem po raz ostatni jej usta po czym delikatnie dotknąłem jej brzucha i jego także pocałowałem. – Kocham Was. – dodałem przed wyjściem z Sali gdzie czekała na mnie Megan. Ostatni raz spojrzałem na Elene, oczy mi się zaszkliły. Nie mogłem z nimi zostać. Podążyłem za Megan i odeszłam na zawsze od mojego nienarodzonego dziecka i wspaniałej kobiety.



Albo tym bardziej przy tym :

Kilka lat później


- Drew, proszę załóż kurteczkę. - powiedziałam do mojego synka z drugiego pokoju. Następnie złapałam za koła mojego wózka i delikatnie zaczęłam je pchać. Znalazłam się w zielonym pokoju. Na samym środku siedział Drew i próbował założyć swoje małe buciki. Podjechałam do niego, chwiciłam go razem z bucikami i posiadziłam na moich kolanach. Złapałam czarne trampki i wsunęłam je na jego małe nóżki. Następnie ucałowałam jego głowę i postawiłam na podłogę zwichrzając jego brązowe włosy - tak bardzo przypominał Justina, prawie w każym calu. Klepnęłam Drew'a lekko w ramię a on pognał po kurteczkę.

Minęły cztery lata od śmierci Justina. W dnia, w którym się dowiedziałam, że jego dusza opuściła ten świat coś we mnie pękło - sądzę, że na zawsze. W tym dniu, w którym dowiedziałam się, że nie będę już chodzić. Tego dnia narodziła się moja nienawiść do tego świata, przeklnęłam go, ale mała istota, którą chowałam pod sercem całe dziewięć miesicy nie pozwala mi go opuścić. Czuję się strasznie myśląc, że moje dziacko będzie doświadczać zła jakie dosięga każdego na tym niesprawiedliwym świecie.
Każdego dnia sięgam pamięcią do dni, w których byliśmy szczęśliwi, nieświadomi tego co niesie ze sobą przyszłość - młodzi, pełni energii i otwarci na zmiany, ale nie aż tak wielkie. Jego nieład na głowie, malinowe usta i brązowe oczy przyprawiające o zawroty głowy i nagłe wstrzymywanie oddechu.
Żadne z nas nie przypuszczało, że po prostu życie się skończy w tak młodym wieku. Snuliśmy plany i marzenia, zapominając, że jest ktoś wyższy od nas i, że przecież śmierć może przyjść w każdym momecie i odebrać nam to co najcenniejsze - drugą osobę

Nagle do pokoju wpadł Drew z niebieską kurteczką i rzucił sie na moje kolana. Oczywiście znów wzięłam go na kolana i wpatrywałam się w jego brązwe oczy pełne iskierek radości, uśmiechnięty, pełny życia, nieśiwiadomy jaki ten świat jest okrutny.
- Chodź, idziemy. - powiedziałam do chłopca ściągając go z moich kolan. Podjechałam do wieszaka i zabrałam z niego czarny płaszcz. Nałożyłam go na siebie i otworzyłam drzwi łapiąc Drew'a za rękę. Opuściliśmy nasz prytulny domek w Nowym Yorku i zjechaliśmy po zejściu dla inwalidów. Chłopic doświadczał przy tym zawsze wiele frajdy siedząc na moich kolanach podczas kiedy wózek zjeżdzał w dół. Widziałam jego rozpromienioną buzię, zaróżowiałe policzki, wiatr w jego włosach, szłyszam jego śmiech i lekkie krzyki.
Zupełnie jak na moich wakacjach z Justinem, kiedy wrzucał mnie do wody mimo moich protestów. Wtedy cieszyliśmy się z takich błahostek, teraz oddałabym za nie wszystko.

Nad Nowym Yorkiem gromadziły się ciemne chmury, przyśpieszyłam popychania kół wózka i mocniej chwyciłam małą ręczkę chłopczyka. Śpieszyliśmy się, aby zdąrzyć przed burzą, na którą się zbierało. Drew cieszył się każdego dnia, że odwiedzi przedszkole - wtedy i mnie było lepiej.

Choć minęły cztery lata to czuję się jakby nic się nie zmieniło - ból wciąż tylko rośnie, koszmary po nocach powracają. Czasami widzę Justina, który zapewnia mnie, że będzie dobrze i muszę być silna, nie dla siebie, czy jego tylko dla Drew'a.
Jest zastępcą Justina w moim życiu, zalewa większą część pustki jaka po nim powstała. Jest tak bardzo podobny do swojego taty, cieszę się, że jest ze mną.

Zaprowadziłam chłopca do przedszkola a sama wróciłam do pustego domu. Odwiesiłam płaszcz i zrobiłam sobie gorącą czekoladę. Podjechałam do okna trzymając w ręki kubek. Wpatrywałam się w odchłań za oknę, widziałam jak świat pożera deszcz, wszyscy mokną. Poczułam się jak kilka lat temu. Osiemnastoletnia Elena siedzi na parapecie i czeka na chłopaka, który ma wrócić do niej prosto z LA. Przesiaduje na parapecie noce i dnie czekając na niego, aż w końcu wraca. Uśmiech pojawia się na jej twarzy.
Dalszą część zostawiłam w spokoju. Nie chciałam powracać do tamtych dni myślą, chciałam zostawić ją za sobą.
Nagle w pokoju usłyszałam nierówny oddech. Obróciłam się i ujrzałam te idealne kształ twarzy, zwichrzone włosy , brązowe oczy i serdeczny uśmiech.
- Justin ? - zapytałam uradowana, ale niedowierzałam też, że stoi przede mną kilka lat po swojej śmierci.
- Jesteś dzielna. - odezwałam się do mnie, jego oczy błyszczały jak kiedyś. Patrzyłam na niego z otwartą buzią.
- Obiecałam. - odpowiedziałam po chwili. Nie byłam pewna czy to zwid czy on naprawdę tu był.
- Posłuchaj mnie, widzę, że sobie radzisz, ale to właśnie Ty dostałaś drugą szansę, aby Twoje życie było lepsze, abyś uszczęśliwiała innych po mimo swoich upadków w życiu. Ja nie mogę nic już zrobić. Zostawiam wszystko Tobie, zostawiłem cztery lata temu, ale poradziłaś sobie po mimo wszystkiego. Pamiętaj, że zawsze jestem obok Ciebie. Możesz do mnie mówić, ja usłyszę. Już nie jesteśmy razem ciałami, ale nie musimy się rozdzielać. Bądź silna. Kocham Cię. - dodał na koniec. Łza spływała mi po polczku, po raz kolejny żeganałam się z nim. Zaczęłam zbliżać się w jego kierunku, ale zamiast Justina została mgła, która wypełniła cały pokój.

Po raz kolejny w życiu zatanawiałam się czy mam czego żałować, ale nie miałam. Moje życie było udane aż do 24 sierpnia - data moich urodzin i śmierci Justina.
Mieliśmy człodny marzec. Wiedziałam, że rocznica jego śmierci zbliża się co raz bardziej. Drew wiele razy pytał o Justina, ale rozumiał, że tata nie wróci, cieszył się mną. Aja wiedziałam, że Justin się nami opiekuje i nie da nas skrzywdzić nikomu. Teraz był moim Aniołem Stróżem.
Sądzę, że te trzy miesiące jakie dane mi było spędzić z Justinem byłby najlepszym okresem mojego życia. Chciałabym, aby wróciły.

- Jesteśmy. - powiedziała moja przyjaciółka wchodząc do domu z małym Drew'em. Chłopiec od razu wbiegł do pokoju i stanął przde mną.
- Mamo, dlaćego płaczesz ? - zapytał swoim dziecięcym głosem.
- Wszystko dobrze. - powiedziałam do chłopca i przytuliłam go do siebie głaszcząc po włosach.
Widziałam jak u progu drzwi staje Carol (przyjaciółka, którą poznałam po przyjeździe do NY) Zaczęła się lekko uśmiechać.
Tuląc do siebie małe ciało chłopca wiedziałam, że muszę przejść resztę życia tak jak przez te cztery lata już mi się udało. Po chwili znów zobaczyłam Justina po środku pokoju. Ręce założył na klatce piersiowej i spoglądał na nas - wiedziałam, że cierpi, iż nie może z nami teraz być.
Spojrzałam na niego i lekko pokiwałam głową uśmiechając się, a on zniknął. W życiu ważne jest, aby się nie poddawać inaczej przegrasz wyśnig przed krzyknięciem 'Start'. Sądzę, że ja swój wyścig z życiem już wygrałam i nie zapomnę lekcji jakie udzieliło mi życie. Wszytko zachowam w sercu. Zupełnie tak jak jego - jego radość, smutki, żale i każdy gest. Jest moją przeszłością i snem teraźniejszości - "Przyszłość jest dla nas niewiadoma i odeległa."


No ja tego nie rozumiem jeszcze jak zżyjesz się z historią nie wiem czy znacie takie opowiadanie o Jasmine i Justin'inie które konczy się że zabijają ją i jeszcze że on się wiąze z jej przyjaciółką i do tego dochodzi jeszcze synek ich :( Po prostu jestem wrażliwia więc z tym samym idzie że nawet jeśli mnie nie hejtują a widze coś takigo mam ochote po prostu płakać :(

To tyle do Nastepnego *
Tagi: sad
14.01.2013 o godz. 21:54
Wstałam a obok mnie leżało moje kochanie pocałowałąm go w czubek nosa i podeszłam do szafy wybierając ciuchy,następnie poszłam wziąć prysznic i ubrana poszłąm do pokoju małej ale jej tam nie było zaczełąm jej nerwowo szukać aż dostrzegłam małą kartke leżacą na łózku.Szybko podbiegłam do mebla i chwyciłam nastęnie pochłaniając się w czytaniu.Przecztałam tekst z 10 razy alby wreście pokładac sobie to wszystko w głowie ... więc tak moja córeczka została porwana a sprawca tego napisał abym czekałą na telefon.Udałąm się do sypialni gdzie słodko spał.
-Justin!!! -krzyknełąm ale to nie podziałało więc zaczełam go potrząsać i szarpać.To też nie przyniosło efektu - Justin Porwali Jazmyn
Chłopak momentalnie postawił się do pionu z zszokiem w oczach.
-Ale jak to?-zapytał i szybko wybiegł z pokoju, moje oczy były już całkowicie załzawione .Nie czekał aż tak długo jak brunet był juz obok mnie a w jego oczach było brak jakich kolwiek uczuć aprócz łez i bólu.Wstałąm z łóżka chwyciłam telefon i zadzwoniłam do każde kto mógłby ją zabrać.Niestety nikt nie wiedział gdzie jest a tym bardziej mówił że jej nie zabierał nigdzie.Myślałam że to jakiś głupi żart.
-Kochanie małą na pewno sie za chwile znajdzie-powiedział nie wypuszczając mnie z uścisku w którym znajdowałam sie po wykonaniu telefonów.
-Skąd ta pewność co ?? Może lepiej jej poszukajmy ma dopiero 3 latka-rzekłąm i oderwałam się od bruneta zeszłam na dól i razem z Bieberem przeszukalismy dom ale nic to nie przyniosło tak samo poszukiwanie w ogrodzie.
(..)
-Nigdzie jej nie ma!!-krzyknełąm kiedy po raz kolejny przeszukiwalismy park a tym bardziej plac zabaw
-Kochanie odpocznij dobrze ja jeszcze raz się przejde i wrócimy do domu-oznjamił trzymając reke na moim policzku.
-Co ?! Chyba żartujesz idziemy na policje-po raz kolejny podniosłam głos z oczami całymi w łzach.
-Dobrze-odpowiedział pokornie i poszdł spełnić swój cel.



*
Dziewczyna siedziała załamana na ławce i zadawała sobie milion pytań na sekunde Gdzie jest? Co się znia dzieje? CZy jej jest dobrze ?? Czy ma poprawną opieke??
A kiedy wyobrażałą sobie jej słodka śmiejącą się buźkie którą jeszcze wczoraj widziała miała ochote rozpłąkac sie i rzucić na ziemie z pięściami waląc aż jej ręce zaczną ją piec i będzie cierpiała.Chłopak natomiast po raz kolejny przechodził obok dobrze już mu znanego ogrodzenia odzielającego plac zabaw od dróżek biegnących przez cały park.Chciał tak bardzą ją znaleść ale wzamian tego łzy powoli spływały po jego policzkach.Bał się że starci coś co kocha ponad zycie tak samo jak brunetke.Cały czas po jego głowie chodziły myśli co się stanie jak nie znajdą ich córeczki przecież Hope się załąmie i co w tedy straci dwie najważniejsze mu osoby.Do tego dochodzi kariera której teraz nie może skończyć nawet jakby bardzo tego pragnął.W głębi duszy dziekował bogu za to że paparazzi nie gonią za nimi i mało sie nim interesują.Niestety to tylko kwestia czasu albo i nie.Postanowił przeszukać jeszcze te dalsze zakamarki ale i tak to nie przyniosło brunetowi zamierzonego efektu.Kiedy dochodził juz do ławki usłyszał szloch miłości swojego życia.



Oczami Justina
Kiedy usłyszałem szloch dziewczyny bez większego namysłu przytuliłem ją trzymając bardzo mocno.Poszlismy na posterunek złozylismy zeznania i zgłosilismy zaginięcie normalnie by kazal czekać 48 godzin ale że to dziecko 3 letnie zaczeli poszukiwania od razu.

Kilka dni pózniej
Od zaginięcia małej mineły już 4 dni.Jestem podłamany le próbuje wspierać Hope która zamkneła się,całe dnie spędza w pokoju Jazmyn a w nocy nie pozwala sie dotknąć,nic nie je cud ze wogóle pije jedym słowe ne funkcjonyje normalnie.Mi samemu ciężko,wspierają nas wszyscy moja mama,Scotter,mama Hope i jej Ojciec,Jasmine,Ethan,Demi i Chris.Mimo że kazdy jest w naszym domu on jest nadal pusty bez tego słodkiego śmiechu,wygłupów,tupotu małych stópek a zapomniałem wspomnieć że Hope bierze duże dawki proszków na uspokojenie.Moje serce cierpi kiedy ja widze w takim stanie.Przmyślenia me przerwał telefon który po chwili odebrałem i byłem otępiony słysząc słowa wypływające z osoby po drugiej stronie słuchawki....

Od Aut: Co się z wami dzieje ??? Co prosze o 10 i nic a mineło już dobre 5 dni ??? A ja mam 4 no normalnie nie mam słów mimo wszytstko dodaje nowy rozdział....
6 Komenatrzy=34 Rozdział
Tagi: 32
14.01.2013 o godz. 15:19
Czułam ścisk w żołądku, serce biło na maksimum swoich możliwości, a ręce zalał pot . Peron był ogromny, a ludzie wsiadali i wysiadali z pociągów, był straszny tłok, nie miałam jak uciec, Michael trzymał mnie kurczowo za nadgarstek i z tego co wyglądało nie miał zamiaru rozluźnić uścisku. Obok nas szła jego obstawa, kilku wysokich, napakowanych kolesi z minami zabójców, szczerze nie chciałabym ich spotkać po zmroku. Byliśmy w Windsor. To jest jakieś 1000 km od domu.
- Chris postój tu z nią chwilę, ja pójdę do Leny, pilnuj jej jak oka w głowie- jeden z kolesi przytakną głową, a reszta poszła za Michaelem . Kiedy Michael puścił moją rękę, mój puls przyśpieszył, wiedziałam, że to jedyna okazja. Wszystko stało się jak w zwolnionym tępię, Michael odwrócił się, Chris podchodził bliżej, abym móc mnie zatrzymać w razie ucieczki, właśnie wtedy wykorzystałam moment i kopnęłam Chrisa w krocze, jedyne co usłyszałam to wycie z bólu przez faceta i łomot jego upadku na ziemie. Odwróciłam i najszybciej jak mogłam przeciskałam się przez ludzi do wyjścia, bałam się jak cholera, wolałam nie myśleć co by zrobili, gdyby mnie złapali. Kiedy wybiegałam na ulice, poczułam jakby kogoś oddech na swojej skórze, zaczęłam biec jeszcze szybciej, lecz mój płytki, przyśpieszony oddech nie pozwalał mi na za wiele. Wtedy mnie coś chwyciło, przewróciłam się i przekoziołkowałam, lecz czułam duży ciężar na swoim ciele.
- Ty mała suko !- Michael wstał i szarpnął mnie za rękę tak abym wstała, kiedy tylko u się to udało wlókł mnie za sobą na peron. Szamotałam się i krzyczałam, lecz ten nic sobie z tego nie robił. Kiedy mijaliśmy jakiegoś młodego chłopaka, który zwrócił mu uwagę, nagle Michael wpadł w szał i rzucił się na niego.
- Przestań ! Rozumiesz przestań zabijesz go !- krzyczałam, lecz to nic nie pomagało. Podeszłam do Michaela i złapałam go za rękę, Czułam jego puls, bałam się, że może zrobić krzywdę i mi. Nigdy chyba nie czułam tak strasznego strachu.
- Proszę przestań ! Nie warto zabijać człowieka przez kogoś takiego jak ja…- mój głos się łamał, a z oczu leciały łzy. Michael wstał i podszedł do mnie, jego wzrok mówił wszystko. Wiedziałam, że teraz nawet na chwilę, nie zostawi mnie samej, chyba, ze w klatce. Wróciliśmy na peron, wnerwiony Chris próbował zrobić mi krzywdę, lecz w ostatniej chwili Michael zasłonił mnie.
- Jeżeli za twoją sprawą spadnie jej choćby włos z głowy będziesz miał nie tylko ze mną do czynienia, lecz również z Campione. On sam zlecił mi porwanie jej.- mina Chrisa, była taka sama jakby zabrać dziecku lizaka. Szczerze nie żałowałam ucieczki, przynajmniej próbowałam, ale to tylko i wyłącznie moja wina, że jednak mi się nie udało. W pewnym momencie mi się przypomniało.
- A co z tym chłopakiem ? Przez ciebie może umrzeć na chłodnym chodniku w nocy !- nie mogłam do siebie dopuścić myśli, że ktoś przez mnie nie będzie żył. To tak jakbym ja mu odebrała życie, a nie Michael, czułam się winna, co powiedzą jego rodzice, dziewczyna, o ile ją ma. Co zezna na policji ?
- Kochana, mnie nie obchodzi jakiś szczyl, który wtrąca się w nie swoja sprawy.- wezbrały się we mnie uczucia, których jeszcze nie znałam, z jeden strony byłam zachwycona znieczulicą społeczną Michaela, a z drugiej strony było mi go żal. A z trzeciej czułam obrzydzenie do niego i całej tej sprawy.
- Jeśli on umrze, pójdziesz do więzienia, przecież byli świadkowie, oni wszystko powiedzą- nagle usłyszałam śmiechy całej 5 mężczyzn. Kolejny raz tego dnia nic nie rozumiałam i wyglądało na to że nie mam rozumieć
- Zabawna jesteś. Ten kolo jest chyba nowy w mieście, bo najwidoczniej nie zna zasad. Nikt nie zezna, wszyscy się tu nas słuchają, boją się nas, nikt nie odważy się zeznawać, na tym polega urok mafii. Witaj w moim świecie, kochana.
- Jesteś chory ! Brzydzę się tobą i tymi twoimi kurewskimi zasadami ! Żyjesz w tak zakłamanym i pojebanym świecie, widać, że od heroiny dokładnie maci się wam w łubach !- miałam dosyć tych ich śmiechów, byli podli i chamscy.
- Czy ktoś ci kiedykolwiek mówił, że prze słodko to brzmi jak przeklinasz ??- zagotowało się we mnie, powoli nie wytrzymywałam i chyba właśnie na tym im zależało, abym wpadła w szał.
- Nie- z naburmuszoną miną odwróciłam się od nich.
- No to idziemy do Leny, chciałem ci oszczędzić tego widoku, ale jeśli nie to nie!- Michael znów mnie ciągnął za sobą, kurczowa trzymając za rękę,.

Weszliśmy do jakiejś starego budynku obok peronu, wszystko wyglądało strasznie, jakby z jakiegoś horroru, przed budynkiem świeciła jedna latarnia, a wszystko ogarniała zbyt ciacha ciemność. Z budynku wyszło kilku mężczyzn z zapalonymi papierosami.
- Ooo… Michael przyprowadziłeś nam nowy towar, niezła ta dziunia- jeden z nich podszedł do nas, staną blisko mnie, aż za blisko
- Ciekawe czy lubisz na ostro, ja zamawiam ją pierwszy. Będziesz moja słodziutka- zaciągnął się znowu ,a dym papierosowy poleciał dokładnie na moją twarz. Nie podobało mi się to jak on na mnie patrzył, w końcu podeszli do niego koledzy. Poczułam się całkiem bezbronna, odruchowo złapałam drugą ręką dłoń Michaela, czułam się przy nim bezpieczniej, wiedząc że on jedyny nie chce mnie tu wykorzystać. Michael spojrzał mi w oczy.
- Zack, dziewczyna nie jest dla ciebie. Przykro mi, może kiedy indziej Campione załatwi wam nową dziunie, ta jest na razie dla was nie dostępna- kiedy wypowiedział słowa „na razie” wzdrygnęłam się , czy to oznaczało, że mogę tu zostać wysłana, że będą kazać zostać mi prostytutką. Wolałam nie myśleć, jakby mnie tu traktowali, co by ze mną robili.
- Gdzie Lena ?
- W środku ma klienta. Czekała na ciebie, ale trochę się wam przedłużyło.- chłopak patrzył na mnie jak na zwierzynę, bałam się tu przebywać, bez Michaela. Mimo, że nie powinnam ufać mojemu porywaczowi, to jednak w tej sytuacji byłam pewna, ze nie mam innego wyjścia. Weszliśmy do budynku, byłam przerażona widokiem, tego wszystkiego, wszędzie unoszący się dym, jęki otaczały mnie z każdej strony, pokoje nie miały drzwi, więc można było widzieć to wszystko. Brzydziłam się wszystkim napalonymi facetami w tym budynku, każdy z nich pocił się jak jakiś pedofil w przedszkolu. Szliśmy prosto wąskim korytarzem, a potem skręciliśmy w lewo, do wielkich drzwi. To pewnie tu, jest królestwo Leny. Michael zapukał, po chwili za drzwiami pojawiła się skąpo ubrana dziewczyna i wychodzący facet.
- Michael kochanie co cię tu sprowadza ? Widzę, że masz nową przyjaciółkę- dziewczyna pierwsze zdanie wypowiedziała bardzo wesoło, zaś drugie zdanie, brzmiało bardziej „co to za suka ?”. Patrząc na to jakim wzrokiem i uśmiechem obdarowywała Lena, Michaela, możne było wywnioskować , że jest w nim zakochana.
- Przysłał mnie Campione, a to jest Eva- jakby spojrzenie mogło zabijać pewnie byłabym już nie żywa.
- Hmm…. W takim razie podzielmy zyski.- Michael odwrócił się w moją stronę.
- Przepraszam będziesz musiała wyjść- moje serce przyśpieszyło sto krotnie.- nie bój się. Nikt ci nie zrobi krzywdy, każdy wie że jesteś tu ze mną.- jego słowa wcale nie zmniejszyły mojego strachu, lecz pokorne wyszłam z pokoju i zamknęłam za sobą drzwi. W myślach, ciągle powtarzałam, że nic mi nie grozi i, że Michael szybko wyjdzie.
- Wiesz, mnie nic nie obchodzi, że jesteś dziunią Michaela, będzie moja tu i teraz. – przed mną stał jeden z tych kolesi, chyba miał na imię Zack. Chciałam krzyczeć, aby Michael usłyszał, lecz Zack zatkał mi usta ręką. Zack trzymał mnie kurczowo i niósł do jakiegoś pomieszczenia. Szamotałam się, lecz nie przynosiło to, żadnych rezultatów. Zostałam rzucona na łóżko, a zarazem przygwożdżona do niego ciężarem Zacka. Adrenalina w moich żyłach buzowała, szarpałam się jeszcze bardziej, mocniej, nawet nie wiem skąd ta siła się brała. Ugryzłam rękę, którą zakrywał mi usta i zaczęłam krzyczeć.
- Ratunku !! Michael !!! Kto ktokolwiek. Pomocy !!- dostałam potężny cios w szczękę, przez chwilę, byłam sparaliżowana bólem.
- Zamknij się i tak cię nikt nie uratuje, myślisz, że Michaelowi zależy na tobie, dla niego jesteś nową zabawką Campione. Ciiii, uspokój się… oddychaj- patrzyłam załzawionymi oczami na Zacka, który znów zatykał mi usta ręką.- Nikt się nie dowie, to będzie nasza mała tajemnica.- wolną ręką Zack przejechał po moich piersiach aż do bioder.
- Jesteś taka rozkoszna, mmmm….- zaciągał się zapachem moich włosów. Znów położył mnie na łóżku. Narastała we mnie panika, czułam, że się duszę. Zack wyciągnął coś z szafki nocnej obok łóżka, poczułam, że coś się wbija w moją prawą rękę.
-To ci pomorze się rozkręcić- kiedy odkładał strzykawkę upadla mu na podłogę, zażenowany sięgnął po nią, ściągając rękę z moich ust. Kopnęłam go tak, że uderzył głową o podłogę i zaczęłam krzyczeć, chciałam biec, lecz Zack złapał mnie w pasie. Wyrywałam się i krzyczałam, tak bardzo chciałam, aby mnie ktoś usłyszał. Poczułam straszny ból, przeszywający całą moją czaszkę, upadłam… Na chwile straciłam świadomość, kiedy ją odzyskałam zobaczyłam Michaela pochylającego się nad mną. Krzyczał coś, lecz nie słyszałam ani słowa, szczerze to ledwo widziałam, jakby wszystko zasłaniała mi mgła. Tylko skąd mgła w pokoju, może ktoś pali papierosy ? Tak na pewno ktoś pali papierosy. Znów poczułam ból tylko w mojej ręce, moje ciało nagle zaczęło drgać, nie mogłam tego opanować, spadałam w ciemność.
Tagi: Rozdział 22
12.01.2013 o godz. 16:51
Siedziałam na zimnej podłodze i rozmyślałam nad swoim życiem. Nagle usłyszałam głos Jamesa.
- Francesca! Wrócę późno, a może nawet dopiero jutro, powiedz Samancie, żeby na mnie nie czekała.
Potem usłyszałam trzask drzwi wejściowych. Wzięłam głęboki wdech i przeczesując włosy dłonią wyszłam ze spiżarni. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić, ale wiedziałam jedno, że nie mogę tu dłużej zostać. Szybko pobiegłam do sypialni i nakluczyłam drzwi. Poprawiłam makijaż, przebrałam się i uczesałam. Wyjęłam spod łóżka małą walizkę podróżną i spakowałam do niej kilka moich ubrań, oraz kosmetyki. Następnie poszłam do pokoju Belli i przyniosłam jej rzeczy. Zamknęłam walizkę i rozejrzałam się dookoła upewniając czy wszystko wzięłam. Wyszłam z pokoju i powędrowałam do salonu, gdzie Bella bawiła się z Francescą.
- Proszę pani, mąż kazał przekazać pani, że... Boże! Co się pani stało? – zauważyła moje podbite oko.
- A to! Nic takiego, uderzyłam się o szafkę... jestem taka niezdarna – przykucnęłam i zaczęłam zbierać zabawki Belli.
- Niech pani to zostawi, ja się tym zajmę. Powinna pani iść do lekarza – poradziła
- Nie. Naprawdę... to nic takiego. – zapewniłam ją – Bella, kochanie! Chodź, pójdziemy na spacer.
Dziewczynka szybko pobiegła na górę po kurtkę.
- Przekaż Jamesowi, że nie wiem kiedy wrócę – powiedziałam do Francesci.
- Ale, pan kazał przekazać pani to samo. Powiedział, że możliwe, ze wróci dopiero jutro.
- Francesca... jesteś bystrą kobietą i wiesz, że w moim małżeństwie nie układa się dobrze, dlatego odchodzę. Ale pamiętaj, gdyby James chciał się czegoś dowiedzieć to wiesz tylko tyle, że wyszłam na spacer. Jasne?
- Oczywiście.
- Dziękuję – wymusiłam słaby uśmiech i ruszyłam do Belli.
Weszłam do jej pokoju. Mała siedziała na dywanie i bawiła się lalkami.
- Maiłaś przynieść kurtkę – przypomniałam jej z uśmiechem.
- Zapomniałam – zaśmiała się.
- Chodź tu – sięgnęłam jej płaszczyk.
Mała szybko do mnie podbiegła i zaczęłam ją ubierać.
- Słuchaj uważnie skarbie – zaczęłam – pójdziemy teraz do wujka Justina. Zamieszkamy u niego na jakiś czas, dlatego weź ze sobą swoją ulubioną lalkę.
- A co z tatą? – zapytała Bella
Westchnęłam głośno, nie wiedziałam co mam jej powiedzieć.
- Szybciutko, weź lalkę i idziemy – ponagliłam ją zmieniając temat (...)

Stałam przed drzwiami małego mieszkania Justina i kurczowo ściskałam Bellę za rękę. Wzięłam głęboki wdech i przyłożyłam rękę do dzwonka, ale coś powstrzymywało mnie przed jego naciśnięciem. Tylko co? Sama nie wiem. Może strach? Wstyd? Zażenowanie? Moje rozmyślania przerwał hałas otwieranego zamka. Momentalnie drzwi się otworzyły, a w nich stanął Justin.
- Samanta?
- Cześć – szepnęłam
- Hej! Co ty tuta robisz?
- Możemy pogadać? – zapytałam
- Pewnie. Wchodź. Akurat wychodziłem do sklepu, ale pójdę później. Wchodźcie! Wchodźcie! – ponaglał. (...)

- Więc? O co chodzi? – zapytał siadając na kanapie, obok mnie
- Mała zasnęła?
- Tak. Co się stało?
- Widzisz... nie wiem od czego zacząć...
- Najlepiej od początku.
- Ok. Pamiętasz jak mnie pytałeś czy Bella jest twoją córką? – chłopak skinął głową – No więc... jest twoim dzieckiem.
- Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś? Miałem prawo wiedzieć!
- Przepraszam – wyszeptałam schylając głowę.
- Samanta – Objął mnie swoim ramieniem – już dobrze... Sam! Popatrz na mnie! – ujął mój podbródek i zmusił, żebym na niego spojrzała – Dobrze że mi o tym powiedziałaś – westchnął. I wtedy zdjął z mojego nosa czarne okulary, pod którymi krył się wielki siniak.
- O Boże! Sam... Co ci się stało? Kto ci to zrobił? James?! Zabije go!
- Nie! Justin! Uspokój się! – rozkazałam
- Powiedz co ci się stało! – zażądał.
- Widzisz... w moim małżeństwie już od jakiegoś czasu nie układało się zbyt dobrze, a ostatnio James... nie wiem jakim cudem, ale zdobył nasze zdjęcia, pewnie kazał mnie śledzić. Nigdy nie miał do mnie zaufania. Kiedy zobaczył nasze zdjęcia wściekł się i...
- Zabije go! – brunet gwałtownie zerwał się z kanapy i zaczął nerwowo krążyć po pokoju.
- Justin... uspokój się! Nie możesz się z nim spotkać. Nie dziś, nie jutro, nigdy! Po prostu nie możesz!
- Dlaczego?
- On ma znajomości, zniszczy mnie, ciebie i naszych bliskich... zrozum.
- Dobrze – przytulił mnie i pocałował w czoło – prześpij się teraz, a później pomyślimy co dalej.
- Ale nie zrobisz niczego głupiego? – zapytałam
- Nie. Naprawdę – powiedział widząc moje nieufne spojżenie – Idź. Prześpij się. (...)

2 dni później


12.2010r.

„Drogi pamiętniczku!
Piszę w nowym zeszycie. Kiedy wyprowadzałam się z domu miałam wrażenie, że czegoś zapomniałam. Teraz już wiem czego. Mojego zeszytu. Moich najskrytszych sekretów i myśli. Chciałam wybrać się po niego jeszcze przedwczoraj, ale Justin wybił mi to z głowy. Twierdzi że James jest nieprzewidywalny i nie wiadomo co mogłoby się stać. Możliwe, że ma racje, ale i tak będę musiała się tam dostać. Boże! Mam nadzieję, że James nie znalazł mojego zeszytu! Nawet nie chce myśleć, że on mógłby teraz czytać moje myśli.
Co dalej z moim życiem? Nie wiem. Na razie mieszkamy wraz z Bellą u Justina i pewnie tak zostanie. Justin ma plan, żeby wyprowadzić się do innego miasta. Dziś ma poprosić Freda o pieniądze na dom. Planujemy stworzyć we troje szczęśliwą rodzinę. Tylko ja, Justin i Bella, na razie, a później może jeszcze dojedzie jakiś szkrab? Kto wie co los przyniesie?
Teraz muszę się dostać do domu Jamesa i odzyskać mój pamiętnik.

Samanta”


Odłożyłam mój pamiętnik na stolik i poszłam zaparzyć sobie więcej kawy. Rozmyślałam nad tym, jak dostać się do domu Jamesa tak, żeby zostać przez niego niezauważona. Wiem! Chwyciłam do ręki telefon i zastrzegając numer wykręciłam numer domowy. Jedyna nadzieja w tym, że odbierze Francesca. Pierwszy sygnał... drugi... trzeci...
- Halo? – usłyszałam delikatny głos Francesci.
- Francesca?
- Przy telefonie. Kto mówi?
- Samanta. Jest James?
- Nie. Wyszedł do pracy. Przekazać coś?
- Nie. Dobrze, że go nie ma. Posłuchaj, muszę zabrać coś z domu, ale tak, żeby James nie zauważył. – powiedziałam
- Dobrze. Może pani przyjść teraz. Nie ma go.
- Będę za pół godziny – powiedziałam rozłączając się (...)

Nacisnęłam dzwonek do drzwi rozglądając się bacznie dookoła. Po chwili otworzyła mi Francesca.
- Dzień dobry. Pana nie ma.
- Świetnie. Tylko wezmę jedną rzecz i już mnie nie ma. – powiedziałam wchodząc do środka.
Szybko pobiegłam do sypialni i odnalazłam zeszyt. Zbiegłam po schodach i zamarłam. W drzwiach wejściowych zobaczyłam Jamesa.
- O proszę... kogo moje oczy widzą – powiedział z przekąsem.
- Już mnie nie ma. Przyszłam tylko po jedną rzecz – powiedziałam dumnie ruszając przed siebie. Nie mogłam wyglądać na wystraszoną.
- Lepiej ci z tym pajacem? – zapytał nadal stojąc w miejscu i obserwując każdy mój ruch.
- Tak. On przynajmniej wie, jak zaspokoić kobietę – prychnęłam wymijając go.
Nagle James złapał mnie za nadgarstek. Zatrzymałam się i spojrzałam na niego. Na twarzy miał wymalowaną wściekłość.
- Jeszcze tego pożałujesz – warknął
- Zobaczymy – uśmiechnęłam się zwycięsko i wyrwałam dłoń z jego uścisku, po czym dumnym krokiem wyszłam z domu.

____________________________________________________
Hej! Hej! To w końcu ja! Sorki za długą nieobecność, ale nie chciało mi się zalogować bloblo. Ten mój komputer to prawdziwy złom! Ale w każdym razie udało mi się! ;)
Dziękuję za cudowne komentarze <333
Next pojawi się może jeszcze w tym tygodniu, o ile komputer zechce xD

Kocham ♥ i do nn ;*
11.01.2013 o godz. 17:03
Po kilku minutach juz byliśmy pod domem wchodząc do niego doznaliśmy szoku ponieważ na ścianach w holu była mąka.Na podłodze walały się zabawki w salonie było pełno papierków po cukierkach i wgl.W kuchni na blacie był jeden wielki syf a na szafkach można było dostrzec jajko ale jak spojrzałąm na sfit nie wiedziałąm czy się śmiać czy płakać.W miejscu gdzie znajdował się mój wzrok było pełno naleśników(od aut:wiecie o co chodzi że przy suficie takie jak się podrzuca) byłam w niezłym szoku.Na schodach było pełno jakiegoś glutowatego czegoś i konfetti.Na samej górze było podobnie jak na dole ,przerażona postanowiłam wejść do pokoju małej oczywiście Justin był ze mną i miał taka samą mine jak ja.W pokoju małej natomist znajdowałą sie ona i Chris oboje mieli pełno bitej śmietany na twarzy co mnie troche rozśmieszyło,było też pełno papierków po cukierkach i różnych śmieciach.
-Chodź stąd jak się obudzą to posprzątają-zaśmiał się chłopak i pociągnął mnie na doł postanowiłąm jednak zrobić trochę miejsca dla nas .Kiedy już siedzieliśmy wtuleni w siebie usłyszeliśmy melodie Gangam Style. Ze strachem spojrzałąm w strone drzwi w których pojawili się oni.A co robili tańczyli kurwa ten pierdolnięty taniec od piosenki.
-Chris!!!!-wrzasnełam aż mała zatkałą rączkami uszy- demoralizujesz mi dziecko.
-Oooo... Hope i Justin nie mieliście byc póżniej?-zapytał zakłopaotany.
-Nie i mam pytanie o której poliście spać wczoraj albo dzisiaj?-zapytałam a Justin objął mnie ramieniem.
-Jak kazałaś po 21-odpowiedział dumnie Chris
-Nie plawda-powiedziała malutka a mój brat spojrzał na nią przerażony-bo o czeczej w nocy.
Mimo wszystko zaśmiałąm się z jej wymowy 3 przychodzi jej z trudem ale mam nadzije że się w końcu nauczy.
-Hallo posprzątaj to-rozkazałam Kryśce a on z oburzenie zaczął sprzątać a małą cały czas się z niego śmiała.
-Tak to nasze dziecko-zasmiał się Bieber przyglądając sie dziewczynce.
-I to bez dwóch zdań-powiedziałąm i pocałowałam go namiętnie.Potem pogrążeniu jakimś filmem niezauwazyliśmy że koło nas zasiedła reszta.
-I ci tiak tudno było pospziątac?-zapytała malutka której zaczał plątac się język.
-Tak-powiedział oburzony brunet-tym bardziej że moja kochana chrześnica mnie poprosiła jeszcze o milkshaker
-Tato...-zaczął nasz aniołek kiedy siedzieliśmy wtuleni w siebie Chris'a już nie było musiał wracać.
-tak skarbie-pocałował główke dziecka.
-pójdzemy do wesolego miastecka?-zapytałą i zrobiła oczka jak kotek ze shreka(serio one są strasznie popularne i słodkie)
-oczywiście hcodzmy sie zbierajmy-odpowiedział i wstał z kanapy biorąc na ręce małą.
-Ja jeszcze pójde się ogarnąć-zaśmiałąm sie i ruszyłam do swojej sypialni.Umalowałam się,przebrałam i umalowałąm w ostaniej chwili kiedy miałąm już wychodzić z pokoju przypomniałąm sobie o torbce więc wrzuciłam do niej telefon,gumy,husteczki,portfel i inne potrzebne przedmioty.
-Już gotowa-oznajmiałam schodząc po schodach i patrząc na rozesmiane twarze.
-No to wdroge-powiedział brunet i ruszyliśmy w kierunku samochodu.Zapieliśmy małą w foteliku a dokładniej zrobił to Justin z TRUDEM ale kazał mi nie podchodzić tak mineło nam 30 minut.Za nim dojechalismy mineto też trochę czasu.W samochodzie śpiewaliśmy i śmialiśmy się w niebogłosy a mała po prostu waliła szczęśliwa rączkami o fotelik.Wreście znaleźliśmy się w kolejce do kasy,Justin miał na sobie okuraly i inaczej ułożył włosy więc go nie poznali tak bardzo bo zakłądam że większość już się skapneła ale dali mu spokój.
-Po proszę 3 bilety w tym jeden ulgowy-powiedział justin kiedy juz staliśmy przy kasie nie słuchałąm co jeszcze mówi bo pryglądałam sie tym wszystkim ludziom nie było ich tu za wiele .
-No to co najpier?-zapytał małej która po chwili odpowiedziała i udalismy się do wybranego celu.



Wieczór


Cały dzień minął nam wspaniale,bawilismy się ,śmialismy ogólnie było cudownie w wesołym miasteczku a Jaz była zaczarowana nim.Potem udaliśmy się jeszcze na obiad i lody jako deser zbytnio nie popieram aby tak małe dziecko już zajadało się śmieciami takimi jak Chris jej dał ale sama coś takiego uwielbiam musze tylko pamiętać o rozsądku.
Obecnie siedzimy wtuleni w siebie a owoc naszej miłości śpi na kolanach chłopaka.ja też po woli usypiam
-Idż się połóż spać-nakazłą mi brunet a ja bez żadnej odpowiedzi pocałowałam go w policzek i poszłam na góre do sypialni długo nie musiałąm czekac aż usnełam


Rano

Wsałam a obok mnie leżało moje kochanie pocałowałąm go w czubek nosa i podeszłam do szafy wybierając ciuchy,następnie poszłam wziąć prysznic i ubrana poszłąm do pokoju małej ale jej tam nie było zaczełąm jej nerwowo szukać aż ....
________________________________________________________

Od Aut : No jak myślicie znajdzie ją czy nie. wiem rozdział zjebałam ale ostanio złapałąm jakiegoś dziwnego doła i wpadąłm w kompleksy .Cały czas mam wrażenie że nikt tego nie czyta i tylko daje komenatzr czypu "super" "fajnie" i te de i te pe :(
10 Komentarzy=33 Rozdział
mam nadzije że dacie raze .... <3
Tagi: 32
09.01.2013 o godz. 21:05
- Jess, naprawdę lepiej będzie, jak nie będziesz wiedziała - szepnął i zaczął bawić się moimi włosami.
- Dobrze - mruknęłam zrezygnowana.
- Kiedy wyjeżdżasz? - Czy chcę wiedzieć? Chcę wiedzieć ile czasu mi zostanie? Chłopak wstrzymał powietrze, jakby się bał odpowiedzieć.
- Jutro w nocy
Od razu na niego spojrzałam. Mamy jeden dzień dla siebie?
- Chciałeś wyjechać nawet wtedy, kiedy...
- Dałaś mi jasno do zrozumienia, że już mnie nie chcesz, więc wróciłem do pracy...i wtedy dowiedzieli się gdzie jestem. Miałem nadzieję, że wyjadę stąd nie zostawiając tu nikogo.
- Mnie zostawiasz - szepnęłam i usiadłam na chłopaka okrakiem.
- Nie wiedziałem, że będziesz chciała jeszcze do mnie wrócić - szepnął patrząc mi w oczy.
- Jak mogłeś tak myśleć? Kocham Cię! - warknęłam.
- Justin, proszę...obiecaj, że do mnie wrócisz - szepnęłam łamiącym się głosem.
- Hej, hej - chłopak szybko złapał w dłonie moją twarz i zbliżył do siebie, składając na moich ustach gorący pocałunek.
- Czy to naprawdę musi trwać kilka miesięcy?
- Shawty, nie wiem ile to potrwa. Będę do Ciebie pisał w każdy możliwy sposób.
Schowałam twarz w jego szyję.
- Ładnie pachniesz - zaśmiałam się
- Ty też - parsknął.
- A co z twoimi rodzicami? Bo w końcu jesteś uważany za...zaginionego.
- Wiedzą, że żyję. Obiecali nie zgłaszać mojego zaginięcia.
Wtuliłam się w niego mocno i zasnęłam. Obudziły mnie grzmoty burzy. Aż się wzdrygnęłam.
- Co się stało? - spytał Justin przecierając oczy.
- Och - westchnął mi mocno mnie do siebie przytulił.
- Justin, chce mi się pić - szepnęłam zagryzając dolną wargę.
Chłopak podniósł się i zaraz wstał z łóżka wystawiając do mnie rękę. Otworzyłam drzwi i zeszliśmy na dół cały czas kurczowo trzymała go za rękę.
- Hej, złamiesz mi rękę - zaśmiał się szatyn stając w kuchni.
Wyjęłam z lodówki wodę i zaczęłam szybko pić z butelki. Ale byłam spragniona. Nalałam sobie jeszcze do szklanki i mogliśmy iść. Spojrzałam na zegarek. Jest czwarta nad ranem. Cholera! Dzisiaj idę do szkoły. Nie chcę zostawiać Justina.
Cholerny budzik! Wzięłam telefon w dłoń i wyłączyłam alarm, następnie mocno wtuliłam się w szatyna, a ten mocniej mnie objął.
- Jessi! Wstawaj do szkoły - usłyszałam Mike'a
- Nigdzie nie idę - mruknęłam i cmoknęłam szatyna w szyję.
- Daj jej spokój kretynie - warknął Justin, nie otwierając nawet oczu.
Czyżby dał nam spokój? O nie, nie, nie! Zaraz coś mnie wciągnęło pod kołdrę i w mgnieniu oka znalazłam się na podłodze.
- Mike! - syknęłam. - Lepiej stąd uciekaj! .
Nim podniosłam wzrok, bruneta już dawno nie było.
- Co się dzieje? - mruknął zaspany Justin.
- Idę do szkoły - warknęłam i podniosłam się.
Szatyn niewzruszony poszedł dalej spać.
Weszłam pod prysznic i rozkoszowałam się ciepłą wodą, chociaż na chwilę mogłam zapomnieć o tym, że dzisiaj ostatni raz widzę się z Justinem, później nie wiem kiedy go zobaczę. Wyszłam chwiejnym krokiem z kabiny i owinęłam się ręcznikiem, który ledwo zakrywał mi uda, więc szybko włożyłam jeszcze majtki. Otworzyłam drzwi, ponieważ od panującego gorąca w łazience robiło mi się słabo. Rozczesałam włosy i zaczęłam szybko szczotkować zęby.
- Justin! Przynieś mi telefon! - krzyknęłam do chłopaka, który zapewne jeszcze spał.
Po chwili w drzwiach pojawił się zaspany chłopak z rozczochranymi włosami i telefonem w ręku.
Szybko wyplułam paste i wypłukałam zęby wodą.
- Tak?
- Spóźnimy się! Pospiesz się! To twój pierwszy dzień - zaczęła krzyczeć Cass.
- Okey! Już się ubieram - rzuciłam i rozłączyłam.
- Co się tak gapisz? - spojrzałam na szatyna, który opierał się o framugę drzwi i szelmowsko uśmiechał.
- Mam piękną dziewczynę - uśmiechnął się i podszedł do mnie obejmując mnie w pasie.
- A ja seksownego chłopaka - zaśmiałam się cicho.
- Pamiętaj, żeby z nikim o mnie nie rozmawiać - szepnął mi przy samym uchu patrząc w nasze odbicie.
- Wiem - mruknęłam.
Po chwili poczułam jak mój ręcznik się rozluźnia, a szatyn z całą koncentracją wgapia się w mój dekolt, który z czasem zaczyna się uwalniać spod ręcznika. Szybko złapałam się za czerwone okrycie i odeszłam od szatyna. Usłyszałam za sobą tylko głośne westchnięcie. Odwracając się tyłem do chłopaka szybko włożyłam stanik, teraz mogę się swobodnie poruszać po pokoju. Nie wstydzę się Justina. Zmierzałam właśnie do szafy kiedy do pokoju nieoczekiwanie wpadł Chaz.
- Jess...Mike...- nie dokończył lustrując mnie wzrokiem.
Szybko stanęłam za Justinem zakrywając się nim.
- Przeszkodziłem? - pyta chłopak dalej stojąc w drzwiach z rozchylonymi ustami.
- Nie no co ty! - zironizował Jus.
- A, no to Mike Cię woła, zaraz Cię zawiezie do szkoły - wszedł głębiej do pokoju.
- Serio? Chaz! Wypieprzaj! Nie widzisz, że ona jest w bieliźnie? - warknął szatyn napinając mięśnie.
- Ty jakoś możesz tu być - szepnął smutno.
Trzeba mu w końcu znaleźć dziewczynę.
- Kurwa! Bo jestem jej chłopakiem! - warknął.
- Ile mam czekać? - teraz do pokoju wpadł jeszcze Mike.
- Co wy...do jasnej... - nie dokończył, chyba brakowało mu słów.
- Mike, bo ja właśnie się szykowałam do szkoły i wpadł Chaz i ten...- lekko wyjrzałam zza chłopaka.
- Jesteś w bieliźnie? - warknął.
- Nie?
Widziałam jak zaciska dłonie w pięści.
- Wyjdź zza Justina - szepnął.
- Nie
- Bieber odsuń się od niej.
Szatyn przesunął się w bok, a ja za nim.
- Spieszę się do szkoły! - krzyknęłam.
- Jak się matka dowie, albo ojciec to mnie zabiją!
- A kto im powie?
- Zaraz! Zaraz! Wy chyba nie myślicie, że...
- Myślimy! - wtrącił się głupio Chaz.
- Chaz! Wyjdź - warknął szatyn.
Chłopak posłusznie wyszedł z pokoju.
- Jeny! Mike, byłeś tu niecałe dwadzieścia minut temu! Wyjdź z mojego pokoju! - wrzasnęłam.
- Justin też ma wyjść! - krzyknął.
- To mój chłopak! Wyjdź! - wrzasnęłam.
Chłopak stał uparcie w drzwiach. Wyszłam zza szatyna, złapałam za szklankę z wodą i rzuciłam nią w...drzwi, ponieważ brunet w porę je zamknął. Byłam na niego wściekła, że wszystko chce mieć pod kontrolą. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do szafy. Wyjęłam z niej szybko jakieś ubrania, po czym natychmiast je na siebie nałożyłam. Podsuszyłam włosy i wyszłam z pokoju lekko je czochrając by nadać im puszystości.
- Jesteś na mnie zła? - spytał niepewnie szatyn.
- No co ty - zaśmiałam się i podeszłam do chłopaka.
- Muszę iść. Będziesz tu jeszcze jak wrócę, prawda? - zagryzłam dolną wargę.
- Oczywiście! - cmoknął mnie w usta.
- Do zobaczenia - mruknęłam smutno i zbiegłam na dół.
- Nie odzywaj się do mnie! - warknęłam widząc, że Mike chce coś powiedzieć. Szybko złapałam torbę i wybiegłam z domu wprost do auta Cass.
- Cześć! Przepraszam, przepraszam, przepraszam! - mocno zacisnęłam powieki.
- Dobra już. Nie ma sensu iść na pierwszą lekcję odezwała się Shay.
- Co z Justinem? - szepnęła Ash kiedy odjeżdżałyśmy już.
- Nie chcę o tym rozmawiać.
- Okey. - jęknęła.
A więc...przyjechałyśmy na drugą lekcję, mamy teraz biologię. Czekałyśmy pod klasą, czułam na sobie wzrok innych uczniów i to doprowadzało mnie do szału. Niektórzy mnie poznają, a niektórzy nie, bądź w ogóle mnie nie znają. Po szkole rozbrzmiał dzwonek na lekcje. Wszyscy weszliśmy do klasy, usiadłam razem z Ash w środkowej ławce, przed nami siedziała Cass i Shay.
- Dzień dobry! - odezwała się nauczycielka
- Dzień dobry - wszyscy mruknęli niechętnie.
- Podobno mamy nową uczennicę, proszę...może nam opowiesz coś o sobie? - spytała patrząc na mnie.
O nie! Tylko nie to! Nienawidzę publicznych wystąpień. Wszystkie oczy nagle skierowały się na mnie. Niechętnie wstałam z ławki i poszłam na środek. Głośno westchnęłam i lekko się uśmiechnęłam.
- Jedziesz Hastings! - krzyknęła Cass.
- Proszę o spokój! - warknęła nauczycielka.
- Nazywam się Jessica Hastings, no i ten...będę chodziła z wami do klasy - zaśmiałam się nerwowo.
- Może coś więcej? - spojrzała na mnie starsza kobieta siedząca za biurkiem.
- Myślę, że większość mnie tu zna. Mieszkałam tu niecałe trzy lata temu. - rzuciłam i usiadłam na swoim miejscu.
- Dobrze było - zaśmiała się Shay
W odpowiedział tylko parsknęłam śmiechem. Nauczycielka wydaje się być sympatyczna, zresztą każdy nauczyciel wydaje się dla mnie miły, który uczy biologii. Lubię ten przedmiot.
Na każdej następnej lekcji nauczyciele kazali mi się przedstawić, ponieważ nie każdą lekcję miałam z tymi samymi uczniami, ale na każdej byłam z którąś z moich dziewczyn. Moim zbawieniem okazuje się ostatnia lekcja. Mam już dość.
Wszyscy czegoś ode mnie chcą.
- Och, Ian! - uśmiechnęłam się do przyjaciela i cmoknęłam w policzek kiedy wychodziliśmy ze szkoły. Usiedliśmy na murku i czekaliśmy na resztę przyjaciół.
- Cześć Kochani - usłyszałam za sobą Shay. Szybko uściskała chłopaka i zaraz mnie.
- Idziemy? - spytałam.
- Mhm. Idziemy się napić - uśmiechnął się Lucas obejmując Cass.
Alkohol? Serio? Nie lubię alkoholu. Niechętnie wsiadłam z nimi do samochodu i pojechaliśmy do jakiegoś baru. Nie będę pić, nie będę pić! Powtarzałam sobie ciągle w głowie.
Jeden drink, drugi drink, trzeci drink. Zawsze miałam mocną głowę. Po chwili podszedł do nas jakiś mężczyzna w dopasowanym garniturze, ale z niego przystojniak.
- Myślałaś kiedyś, żeby zostać modelką? - mrugnął okiem do mnie.
Widziałam jak dziewczyny wstrzymują powietrze. Ledwo mogłam wydusić z siebie słowo. Mężczyzna widząc moją reakcję wręczył mi wizytówkę i odszedł. Wow! Zawsze marzyłam, żeby zostać modelką!
- Pokaż! - pisnęła Ash
- To pewnie jakiś zbok - warknął Luc.
- Zamknij się - powiedziała oburzona Cas.
Dziewczyny bacznie przyglądały się wizytówce.
- Zadzwonisz? - spytała
O cholera! Justin! Przecież on dzisiaj w nocy wyjeżdża! Wyjęłam telefon z kieszeni. 3 nieodebrane połączenia od Mike'a. CHolercia!
- Muszę już wracać - powiedziałam szybko.
- Co? Dlaczego? - spytała Shay
- Muszę - jęknęłam.
Szybko wybrałam numer do brata i odeszłam od stolika. Teraz poczułam, że kręci mi się w głowie i omal się nie przewróciłam.
- Mike! - zaśmiałam się do telefonu.
- Jess, gdzie jesteś? - usłyszałam jego troskliwy głos.
- Przyjedź po mnie z moim chłopakiem - zaśmiałam się.
- Jesteś pijana?
- Nieee! - parsknęłam śmiechem.
- Przyjedźcie po mnie. Ko-Kocham Cię - jeszcze raz wybuchłam śmiechem i rozłączyłam się, wcześniej podając adres baru. Znowu usiadłam ze znajomymi i wypiłam kolejnego drinka.
- Jessi już wystarczy - Ian wyrwał mi z ręki kieliszek.
Głośno westchnęłam i położyłam głowę na stole. Było mi strasznie ciężko. Słyszałam tylko ściszone głosy. Po chwili ktoś mnie podniósł i prowadził w stronę drzwi. Widziałam jak przez mgłę. Kiedy ja się ostatnio tak upiłam?
- Coś ty ze sobą zrobiła? - usłyszałam głos Justina.
Jest tu ze mną? Gdzie? Zaraz poczułam czyjeś ręce na swoich dłoniach.
- Justin - szepnęłam i z oczu zaczęły mi spływać łzy, ale dlaczego? Czułam się smutna? Ach tak! Zawsze upijam się na smutno i ryczę później póki nie wytrzeźwieję.
- Shhh... - uciszał mnie.
Oparłam głowę o jego ramię i zasnęłam.
***

Taki sobie! -,- Jenyyy! Jeszcze muszę wstawić rozdział na LOL ;< Wypełniajcie ankiety na moim drugim blogu.
Tagi: rozdział 22
09.01.2013 o godz. 16:30
Rano obudziłam się i owinięta cienką kołdrą podeszłam do okna i potrzyłam na miasto budzące się do życia nie wiem która jest ale na bank wcześnie... po czym to poznałąm ummm może po słońcu który pojawia się na widnokręgu ??? wpatrywałam się w otoczenie za oknem aż poczułam ciepłe,kojące ręce które objeły mój brzuch.Nie miałam ochoty się odwrócić ,ponieważ było mi tak wspaniale. On+Ja+Piekny horyzont = Na pewno się znim przespałaś !!! Nie żartuje ... ale tak serio On+Ja+Piękny Horyzont= Moment który mógłby trwać wiecznie ,ale nie może. Boje się że jak zamkne oczy obudze się w swoim pokoju w domu na przedmieściach Atlanty a obok mnie już go nie będzie...

-O czym tak moja myszka rozmyśla ?-zapytał sunąc nosem po mojej szyji.
-O życiu kotku -odpowiedział nie spuszczając wzroku z widoku.
-Aaaa.... tęsknie-powiedział a ja mogłam wyczuć w jego głosie smutek.
-A za kim tak tęsknisz ?-zapytałam ciekawa bo Helo !!! jestem tutaj...
-A za taka małą księzniczka[/-
zaśmiałam się ii]- rzekł i położył swoją głowe na moim ramieniu.
-Awwww... też za nią tęsknie ale jest w dobrych rękach pocałowałam chłopaka w czoło.
-Jasne w rękach Chris'a który kiedyś nosił majtki na głowie i udawał "Super Men'a " jeżeli to mają byc dobre ręce to ja dziękuje za takie -powiedział i wybuchł śmiechem, długo nie musiał czekać abym usłyszeć mój chichot.
-Dobra skarbie zawsze Demi jest prawda? A ja teraz pogąże do łazienki wziąść prysznic-odwróciłam się i pocałowałam chłopaka w czubek nosa.Oddalając się usłyszałąm jeszcze niezadowolenie bruneta.Weszłam do pomieszczenia i kiedy tylko zobaczyłąm wielką wanne o_O od razu zrezygnowałam z wejścia do szklanej kabiny.Puściłam prześcieradło które od razu znalazło się u moich stóp.Wlałam wody do polceranowego "naczynia" i dodałam płatki róż a także jakiś płyn firmowy.Otulona pieknym zapachem i ciepłem siędziałam i się odprężałam.Po chwili drzwi się uchyliły i do łazienki wszedł nie kto inny jak Justin z jakimiś ciuchami w ręku.Kiedy zauwazył ,że jestem w wannie w jego oczach można było zobaczyć miliony latających iskierek szczęścia,miłości i przede wszyskim pożądania... zboczuch.
-Witam piękna panią można się przyjączyć?-zapytał licząc na odpowiedź pozytywną.
-NIE-powiedział stanowczo a jego wyraz twarzy był bezcenny.
-Jak to "nie" coś zrobiłem?-ponownie zapytał z miną zbitego pieska która na mnie nie działała tylko ja mam ten urok.
-Kotek wyżyłeś się wystarczająco w nocy-zaśmiałam się a chłopak zrobił naburmuszoną mine jak 7-latek.Ja sie krótko zaśmiałąm i podążyłam wzrokiem na drzwi.Bieber po chwili namierzył obiekt na który patrze i chyba zrozumiał o co mi chodziło i po chwili nie było go w pomieszczeniu.Wyszłam z wanny i wytarta ręcznikiem założyłam ubiór który mi chłopak przygotował szczerze nie wiem skąd to wziął ale nie wnikam.kiedy wyszłam z pomieszczenia w oczy rzucił mi sie Chłopak ył jakis przygnębiony... zamyślony.
-Co się stało?-zapytałam kiedy znalazłam się obok osobnika płci męskiej.
-A nic po prostu boje się że to zniknie za chwile ,że cos zchrzanie i nie będzie tak kolorowo-powiedział szczerze patrząc mi w oczy..
-Ja się też tego boje ale jeśli będziemy rozsądni ,szczerzy i zaufamy sobie nic takiego się nie stanie-rzekłam i zmierzwiłam czupryne Justina.
-Jedziemy już ? pokój zapłacony a śniadanko zjemy z naszym aniołkiem-zaśmiał się chłopak,kiwnełam głową na tak a chłoapk pociągnął mnie za ręke w strone wyjścia.
W samochodzie bez przerwy rozmawialismy do czasu aż ręka bruneta nie wylądowała na moim kolanie i wzosiła się do góry.Spojrzałąm na twarz Biebssa na którym widniał zadzorny uśmieszek.Po chwili zepchnełam dłoń Justina z mojgo uda i od razu znikł mu ten uśmieszek.
-Nie wyżyty jesteś kochanie ? Jak tak to istnieje coś takiego jak dmuchana lalka ale to nie to samo-zaśmiałam się .Po kilku minutach juz byliśmy pod domem wchodząc do niego doznaliśmy szkou ponieważ .....
__________________________________________________________
Od Aut : Hejka Robaczki zjebałąm rozdział przepraszam jest do dupy... Za błędy sorki ,przepraszam też za to że zaczynam podwyższać poprzeczke :( Do następnego #Pozdro
7 Komenatrzy=32 rozdział
Tagi: 31
08.01.2013 o godz. 20:58

Kolacja minełą nam wspaniale nagle przez okno dostrzełam fajerwerki.Bez namysłu podeszłam do okna i zaczełam je oberwować były przepiękne.Poczułam rece które oplotły mój brzuch były delikatne i ciepłe mogła bym tak stać do końca świata tylko JA i ON.Jego pobródek spoczął na moim ramieniu,zaczął lekko kołysać naszymi ciałami.Zamknełam oczy aby rozkoszować sie tą chwilą która mogła by trawać wiecznie.
Chłopak odwrócił mnie przodem do siebie i czule pocałował co ja odwzajemniłam i dzięki temu czułem muśnięcie zamieniło się w namiętny zachłanny pocałunek.
-CZy ... ty ... to ...znaczy... wiesz -za bardzo nie wiedział co powiedziec ale ja go zrozumiałąm(mądra ja :D )
-Tak-szepnełam niesłyszalnie i jeszcze raz zatopiłam usta w jego soczystych ,malinowych ,miekkich och... po prostu niebo.
Po krótkim czasie już byliśmy w drodze do samochodu.Szczerze wreście mogłąm poczuć się jak prawdziwa 19-latka.Nie mówie tu nic że Jazmyn jest problemem i nie potrzebna po prostu wicie poczułąm sie wolna .... sama nie wiem inaczej czuje się teraz wspaniale wiedząc co mnie czeka.Kiedy dojechaliśmy do 5 gwiazdkowego Hotelu (bo jagże inaczej).
-W czym moge słyżyć?-zapytała kobieta po 30.
-Chciałem wynając pokoju na jedną dobe-uśmiechnął się mój towarzysz.
-Oczywiście obecnie pokój numer 206 na 8 piętrze jest wolny więc proszę-podała karte a my z uśmiechcem podązyliśmy w strone windy.
-Justin nie teraz-powiedziałam kiedy chłopak przyparł mnie do ściany wiszącej klatki.
-No ale uhhhh-chłoapk dał spokój ale nadal ukradkiem dawał mi całusy co mnie rozśmieszało.
-Z czego moja księżniczka tak smieje?-zapytał z wielkim bananem na twarzy.
-Z mojego księcia-uśmiechnełam sie i namiętnie pocałowałam.
-Och to nie wiem czy mam byś wyróżniony czy jak ? Ale stwierdzam że twój urok jest silniejszy od mojego-zaśmiał się i nosem przejechał po mojej szyji.Przyjemny dreszczyk przeszedł przez moje ciało.Po chwili drzwi windy się otworzyły a chłopak ciągnąć mnie za ręke pobiegł do pokoju.Kartą przejechał obok czytnika i weszliśmy do pomieszczenia.Brunet od razu mnie przyparł do ściany i zaczął całować po szyji,dekoldzie i ustach.Jego ręce znalazły się na pośladkach a moje nogi na jedo biodrach już po chwili chłoapk dzięki mnie nie miał już koszulki.Jego tors sprzed 2 laty nie przypominał tego co teraz był o wiele bardziej umięśniony i miał nowy tatuaż.Serio?! co on ma ztymi tatuażami chociaż sowa mi sie podoba.Kiedy się "przebudziła" zauważyłam że nie mam już żakiety i biżuteri.Szliśmy własnie w kierunku łóżka.Chłopak bez jakiejkolwiek pomocy ściągnął moją sukienke i lekko ugniatał moje piersi.Rozkoszowałam sie tym uczuciem gdy poczułam że znajdujemy sie już na łóżku.Rękami przejechałam po torsie chłopaka aż doszłam do paska od jego wiszących rurek.Porządanie miedzy nami rosło z minuty na minute.Wkońcu chłopak pozbył się mojego cyckonosza (xD) i zaczął pieścić moje atuty.Gniutł je,całował i robił co chce.Powrócił go moich ust i namiętnie je zaczął całować.Swoje ręce trzymał na moich pośladkach a moje były oparte o jego tors.Zaczeliśmy po woli sapać,nasze podniecenia było już chyba maksymalne najlepiej bym go zrzuciła z siebie i przeszła do rzeczy ale niech sie wykarze przecież nie uraże jego męskiej dumy.
- Pragne cię Hope Bieadles-powiedział słoim jakże seksownym głosem-powiedz że też mnie pragniesz
-Och pragne sie Justinie Bieberze i to nie wiesz nawet jak-delikatnie przygryzłam dolną warge.
Poczułam jak powoli zsuwałą sie moje figi a to za sprawką Justina.Chłopak gdy pozbył sie mojej dolnej parti bielizny przejechał delikatnie po wcięciu w tali.Moja ręka spoczeła na jego bokserkach i delikatnie ugniatałam *Jerre'go* .Brunet pieścił całą mnie.Postanowiłam przejąc inicjatywe i okrakiem znalazał się na nim zaczełam poruszać okrężnymi ruchami swoje biodra co postawił kolege n równe nogi delikatnie ściągnełam bokserki chłopaka.Brunet szybko przeją ponownie pozycje górującą i nałożyszwy kondoma na Jerrego wszedł we mnie delikatnie keidy wyczuł że jest mi dobrze dobrze przyspieszył.Zmieniealiśmy pozycje często było nam dobrze.Ja czułam już jak do chodze i po chwili wygiełam się w łuk z rozkoszy.Brunet doszedł po mnie,wyciągnął go ze mnie i przykrył nas satynową pościelą.
-Kocham cię najmocniej na świecie ciebie i naszą córeczke-powiedział i ucałował mnie w czoło.
-Ja ciebie też-szepnełam i położyłam głowe na rozgrzanym torsie Biebssa.
-Co powiesz na synka?-zapytł po chwili chłoapk
-Oj na razie nie dziękuje wystarczy am jedno dziecko no ale kiedyś-zaśmiałąm się i po chwili poczułam jak usypiam a za mną chłopak.
Rano obudziłam się i ....
_____________________________________________________________
Od Aut: No hejka postanowiłąm zrobić rozdział +18 nie wiem czy wam sie podoba.... Dziekuje za wszystkie komentarze i wgl jeszcze dzisiaj dodam rozdział na ola9917 i to na bank bo własnie zaczynam <3 Chciałabym coś sprawdzić :
6 komenatrzy=31rozdział
Tagi: 30
07.01.2013 o godz. 17:20
Obudził mnie jakiś donośny stukot, chwilę zajęło mi pozbieranie myśli, co gorsza przeszkadzał mi w tym okropny ból głowy. Nie wiele pamiętam z poprzedniego dnia, jedynie strzępy wydarzeń, których nie umiałam połączyć w logiczny ciąg. Nie mam pojęcia ile wczoraj wypiłam, lecz teraz sadzę iż przesadzałam.
Podniosłam się lekko na łokciu i rozejrzałam dookoła, za żadną cholerę nie mogłam sobie przypomnieć jakim cudem znalazłam się w pociągu, nie mam też zielonego pojęcia jak za niego zapłaciłam, bo przedział był pusty i wyglądał na pierwszą klasę. Wstałam z łóżka przybitego do ściany, w oczach pojawiły się tak zwane „mroczki”, zachwiałam się i upadłam na łóżko. Przymknęłam oczy by uczucie skołowania znikło.
- Jednego nie rozumiem, jak taka dziewczyna jak ty mogła chodzić z takim „człowiekiem dno” jakim jest Max- wystraszona otworzyłam oczy, a obok wejścia do przedziału opierał się chłopak, jego opalenizna, dobrze w spół grała z brązowymi oczami i włosami. Na sobie miał dżinsy i białą koszulkę, która eksponowała jego umięśnione ciało. Na twarzy pojawił się mu zawadiacki uśmiech.
- Nie bardzo rozumiem, co chcesz powiedzieć mówiąc „mogła chodzić”- moje wspomnienia z wczorajszej nocy był jedną wielką czarną dziurą. Czyżbym zerwała z Maxem, a co gorsza on zerwał ze mną ? Nie rozumiem ! Skoro już nie jesteśmy razem to jak ja się tu znalazłam. Z rozmyślań wyrwał mnie kpiarski śmiech brązowo okiego.
- Widzę, że nic nie pamiętasz, wiesz kochana w sumie się nie dziwie, bo twój wczorajszy stań wszystko tłumaczy- kiedy tak stał strasznie mi kogoś przypominał. Coś, tu było nie tak, nie podobało mi się to, że jestem w pociągu jadącego nie wiadomo gdzie ani to, że jest tu ze mną obcy chłopak.
- Tak, nic nie pamiętam ! Może z łaski swojej byś mnie oświecił, co się stało !
- Byłaś na imprezie, zjawiła się jakiś chłoptaś, zdradziłaś Maxa. Ot cała historia- chłopak wzruszył ramionami i dalej z ciekawością mi się przyglądał.
- Ale jak…jak to zdradziłam ? Nie mogę uwierzyć, że jesteś takim sukinsynem, żeby kłamać w takiej sytuacji !
- Nazwałaś mnie sukinsynem i kłamcą ?- chłopak podszedł do mnie, lecz ty razem się nie uśmiechał.
- Tak ! To nie możliwe, że zdradziłam Maxa !! – chłopak nachylił się nad mną tak, że nasze twarze były naprzeciwko siebie.
- Dziewczyno zdajesz sobie sprawę jaki błąd popełniasz mówiąc co mnie w ten sposób? Skoro jesteś na tyle głupia, żeby upić się jak świnia, i taczać się po rowach, to najwyraźniej jesteś taka szmatą, aby zdradzić chłopaka- uderzyłam typa w twarz nie wiem co we mnie wstąpiło, po prostu zagotowało się we mnie, a może to, dlatego, że wcale nie chciałam słyszeć prawdy, bo jeśli on mówi prawdę, to jestem zdradziecką szmatą. Popatrzyłam na chłopaka, ze łuzami w oczach, lecz nie miał on zbyt wesołej miny, czułam rosnące napięcie, jakby ciszę przed burzą, bo w sumie było cicho, słyszałam swój łamiący się oddech oraz jego szybki płytki oddech, jakby próbował się przed czymś powstrzymać.
- Nigdy więcej tego nie rób- powiedział jadowitym tonem, jakby chciał mnie zabić.
- Będę robić co mi się podoba, a twoja durnowata osoba mi w tym nie przeszkodzi !- chłopak spojrzał mi w oczy, a mnie przeszedł jakby prąd, nie zapowiadało się dobrze między nami.
- Wiesz coś mi się nie wydaje skarbie, tu i teraz jesteś tak jakby moja, więc będziesz robić co ci karze, a po za tym masz być dobrą dziewczynką- popatrzyłam na niego jak na idiotę, chłopak odwrócił się i zaczął wychodzić- ahh… i jeszcze jedno, możesz zacząć się czuć porwana- puścił mi paryskie oko i wyszedł. Dopadło mnie kilka uczuć naraz, impulsowanie wypadłam za chłopakiem
- Hejj… ty, zaczekaj !!- krzyczałam za nim, lecz usłyszałam jego śmiech, jakby nic sobie nie robił z moich nawoływań i szedł dalej, zaczęłam biec, lecz on skręcił i gdzieś znikną.
- Kurwa !!- krzyknęłam i walnęłam ręką w jakieś drzwi. Totalnie rozwścieczona wróciłam do swojego przedziału i zaczęłam bić w łóżko, by wyładować złość, lecz w pewnym momencie dotarło do mnie wszystko co powiedział chłopak, a wtedy poczułam gorycz, straszne nie przeniknione poczucie winy, którego nie mogłam się pozbyć, nie mogłam wyrzucić tych wszystkim słów, które echem odbijały się w mojej głowie. Nie mogłam uwierzyć, że zrobiłam coś tak okropnego, nie chciałam w to wierzyć. Pierwsze łzy pociekły po moich policzkach, a za nimi potok następnych. Moje jedyne pytanie na teraz to kim był chłopak z którym zdradziłam Maxa, bo jeśli to był pierwszy lepszy to nie zasługiwałam na jego miłość, szczerze to nie zasługiwałam na niczyją miłość. Dobijała mnie myśl, że ten chłopak którego imienia nie znam, wie, wszystko co robiłam poprzedniej nocy, a ja głupia upiłam się i nic nie pamiętam ! Ostatecznie miałam dosyć siebie. Po pewnym czasie, znęcania się nad sobą, zapłakana zasnęłam.

Obudziłam się, nie wiem ile spałam, ale przez okno widziałam jak słońce chowa się za horyzontem. Nie mam pojęcia która była godzina, szczerze w tej sytuacji to wydawało się zbędne. Westchnęłam i przewróciłam się na drugi bok i właśnie wtedy zauważyłam tego samego chłopaka co wcześniej, poczułam skrępowanie, kiedy zauważyłam, że się mi przyglądał.
- Co ty tu robisz ?- szczerze kiedy na niego patrzyłam, chciało mi się wyć, czułam pewną odrazę do tego faceta.
- Siedzę, nie widać, niedługo dotrzemy do celu, więc mogłabyś się pójść ogarnąć do łazienki. Szczerze to wyglądasz okropnie, płakałaś co ?- kiedy do mnie mówił zrobiłam naburmuszoną minę.
- Wiesz, jakoś nie bardzo chce się mi chce ogarniać, nie mam dla kogo.- powiedziałam i przewróciłam się na drugi bok.
- Równie dobrze mogę cię zaciągnąć siła do łazienki, dla mnie nie liczy się twoje zdanie Evo- cała zesztywniałam kiedy wypowiedział moje imię, bardzo powoli odwróciłam się w jego stronę i prawie szeptem zapytałam
- Skąd znasz moje imię ?- patrzyłam w jego oczy próbują znaleźć odpowiedź
- Wiem o tobie wszystko, kim są twoi rodzice, w którym szpitalu leczyłaś się po ataku jakiegoś starucha, ilu miałaś chłopaków, nawet wiem kiedy wypada ci miesiączka.- wstałam, miała dosyć słuchania tego, bez patrzenia na chłopak wyszłam. Moje zdenerwowanie rosło z minuty na minutę, nie rozumiałam o co mu chodzi, dlaczego ja w tym uczestniczę, nie rozumiałam co do cholery dzieje się wokół mnie ! Kiedy ktoś złapał mnie za rankę i gwałtownie odwrócił, wystraszyłam się.
- Kim ty do cholery jesteś, kim ??
- O jak miło już myślałem, że nie zapytasz jak mam na imię, jestem Michael, chyba mnie nie poznałaś kiedyś rozmawiałem z Maxem, o jego długach.- dopiero teraz przypomniał mi się „on”, na samo wspomnienie, jego głosu i wkurwionej miny kiedy tamtego dnia rozmawiał z Maxem, chciałam uciekać. Wyrwałam rękę z jego uścisku.
- Nie rozumiem ! Przecież mówił, że spłacił długi, dostał kasę od mnie- już kompletnie nic nie rozumiałam, przecież Max mówił, że oddał pieniądze, więc o co jeszcze chodzi ??
- Przykro mi ale nie oddał ani grosza- ta chora sytuacja chyba nie będzie mieć końca !
- To całe głupie porwanie tylko, przez to że Max nie oddał ośmiu stów ?? Przecież równie dobrze ja mogłam to spłacić za niego !
- Ooo… widzę, ze Maxiu zaniżył cenę, tak aby starczyło mu na 2 działki i widzę, że nie znasz prawdy. Max jest nam winny około 30tys.-złapałam się za głowę i zamknęłam oczy, teraz rozumiałam, dlaczego mnie porwali.
- Przecież Max mnie nie nawiedzi, nie spłaci wam długu !- wyglądało na to, że utknęłam tu na zawsze.
- Max może nie, ale ten chłopak z którym się całowałaś na tej nędznej libacji idiotów, wydawał się jakby mógł zrobić dla ciebie wszystko. – chłopak uniósł jeden kącik ust w krzywym uśmiechu i odgarnął mi włosy z ramienia, wstrząsnął mną dreszcz obrzydzenia.
- Tak więc, gdzie jest łazienka ?- chciałam choć przez chwile pobyć sama, może akurat w łazience mi się to uda
- Prosto i na lewo, śpiesz się bo nie mamy dużo, lada chwila pociąg się zatrzyma.
Kiedy weszłam do łazienki w pociągu byłam zdziwiona, wyglądała na przytulną, mimo, że nie było prysznica ani wanny. Kiedy zobaczyłam swoje odbicie w lustrze, zdziwiłam się, ze Michael nie uciekł ze strachu. Po skończonych czynnościach, postanowiłam jeszcze chwilę posiedzieć w łazience, na reszcie była cisza i spokój, może nie całkowity bo było słychać stukot pociągu. Zaczęłam snuć plany o ucieczce, kiedy tylko pociąg się zatrzyma zacznę krzyczeć, że Michael mnie porwał, bądź w jedynej możliwej sytuacji zacznę uciekać. Miejmy nadzieję, ze mój plan wypali. Modliłam się, aby wszystko poszło tak jak sobie ułożyłam w głowie.
Chwilę, potem szarpnęło mną do przodu, a czyny zaczęły piszczeć, to znak, że już pora próby wszystkiego co może zrobić człowiek w chwili desperacji.

<><><><><><><><><><><><><><><>
No to tak kochane, widzę, ze nie bardzo komentujecie, no sorry wiem, opowiadanie beznadziejne, ale nawet najgorsze komenty jestem stanie przetrwać, więc proszę was o komentarze, wyrażanie własnej opinii, bo bez niej ani rusz ! Nie wiem, co ma zmienić w notkach, czy dobrze pisze itp.
Mam nadzieję, ze rozdział przypadnie wam do gustu, bo się nad nim zamęczyłam, myślę, że długość rozdziału jest ok. Nie wiem wydaje mi się, że również inaczej zaczęłam pisać, ale to może być tylko moje złudzenie, więc wiecie.
Dzięki za 10 tys wejść, serio w życiu bym nie pomyślała, ze tyle bd mieć i jestem mega wam wdzięczna !! :*
Kocham Was ! :D

A o to nowy bohater Michael. Ci co oglądali "3 Metry Nad Niebem" na pewno go znają

mario-casas.jpg
mario-casas-pelicula.jpg
Tagi: Rozdział 21
06.01.2013 o godz. 09:43
-JA jestem...-zaczął Justin ale przerwała mu Jazmyn
-moim tatusiem ?-zapytała malutka a my spojrzelismy na siebie ja tylko kiwnełam głowa w strone Justina
-No więc takk-powiedział ale to bardzo niepewnie chłopak
-oh tio gdzi ty byleś-powiedziałą malutka i małą pomocna Justian weszła na jego kolana i mocno przytuliła coś jeszcze szepneła mu na ucho i pocałowałą w policzek.Patrzyłam na nich z wielką radością w oczach.
-To co może sie przejdziemy?-zapytałam a oni entuzjastycznie pokiwali głową na tak.Justin wziął małą na rączki i poszlismy po chodzić po parku.Jazmyn była cały czas wtulona w bruneta i mocno go ściskałą jakby sie bała że zaraz zniknie.Szczerze ja też się tego obawiam ale strach to ludzka rzecz.Pochodziiśmy z kilka minut i wrócilismy do domu.Mała usneła na ekach justina co dziwne bo jest dopiero po 12 ale może się nie wyspała.
-Gdzie ją zaniec?-zapytał Justin.
-na góre drugi pokój po prawo-odpowiedziałąm i poszłam zrobić kawe tak na przebudzenie.
Oczami Justina
Własnie położyłem małą w jej pokoiku ciągle w głowie miałem jej słowa
"czekałam na ciebie"
Było one jak ... jak.... lód na obolałe rany,jak.... no nie iem ale były one wspaniałe poczułem się najszczęsliwszy ale tagże uderzyło we mne ze zdwojoną siło informacja jakim ja jestem głupkiem.Wyszedłem z pokoju i postanowiłęm się troche rozejrzeć.Na ścianachw przedpokoju wisiało mnóstwo zdjęć a to Hope z Chris,Demi,Jasmine i Ethan'em albo zdjęcia z Jazmyn ale znalazło się też zdjęcie ze mna.yło tego multum.Naliczyłem 3 zdjęcia z samymi nami i 2 zdjęcia jak jestesmy jeszcze z kimś była też jedna pusta ramka obok zdjęcia samej Jaz.Zastanawiałem sie przez chwile co tu bedzie.Poszedłem dalej otworzyłęm drzwi obok i tak znalazłem coś "ala" gabinet.Na koncu korytarza była łazienka doc spora.Obok niej po lewo była sypialnia gościnna razy dwa bo obok też się owa mieściła .Za następnymi drzwiami miejsce miała sypialnia Hope.Byłą cudna na biurku leżał laptop a obok łózka na szafce nocej było zdjęcie małej ,zdjecie naszych przyjaciół i moje z Hope. Na sam jego widok uśmiech zagościł na mojej twarzy.Po chwili poczułem jej słodkie malinowe usta no moim policzku.
-A co ty tu robisz?-zapytała smiejąc się uroczo
-A nicccc-przeciągnąłem i pocałowałem ją w kacik ust.
-Zrobiłąm kawe choć na dół-powiedziała usmiechnieta no co ja ją jeszcze raz pocałowałem i za eke zeszliśmy na dół.
Na dole wzieliśmy napój do eki i usiedliśmy na kanapie dziewczyna byłą oparta o mnie co mi w najmniejszym stopniu nie przezkadzało.Zaczelismy oglądać jakąś komedie a nasza kawa zamieniła się w sok pomarańczowy.Było juz po 14.Nagle uszłyszelismy tupot małych stupek i juz po chwili mała brunetka stała przed nami i robiła oczy małego szczneiacka trzeba przyznac wychodzi jej to niesamowicie.
-No choć juz-zaśmiała sie mieszkanka mojego serca swojej małej współlokatorki.Mała odrazu znalazła się pomiędzy nami.Oboje uśmiecheliśmy sie do siebie i złożyliśmy na swych ustach słodki ocałunek a nasza córeczk ...
-Fuuuu-krzykneła a my wybuchliśmy nie pochamowanym śmiechem małą dziewczynka patrzyłą na nas jak na nienoralnych
-itioci-szepneła malutka ale ja i tak to słyszałem.W końcu po jakkimś czasie się ogarneliśmy z Hope i koleny raz pocałowaliśmy sie i kolejny raz usłyszelismy "Fuuuu"
Na co spojrzeliśmy na siebe z brunetką i w tym samym momencie pocałowaliśmy małą i policzki.Nasz aniołek nie powiediał już Fuuu tylko nas mocno przytulił.
-Kofam was-powiedziała słodziutko i wtuliła się w nas.Było to takie mgiczne po prostu melodia dla moich uszów.
-Co robisz wieczorem?-zapytałem dziewczyne.
-Nic-odopwiedziała przyglądając się mi się uważnie.
-No to zapaszam na kolacje kochana o 20-zaśmiałem się lekko
-Dobrze kochany musze tylko sprowadzić opiekunke dla małej-odpowiedziałą i poszła zadzwonić gdzieś po chwili wrócił.
-No wieć skarbie zajmie sie dzisiaj tobą wujek Chris z ciocia Demi-powiedziałą brunetka i przytuliła szkraba na co małą zaklaskała w rączki i wróciła do całowania misia.
-Całuśnia jest-zasmiałem sie kiedy brunetka znowu była w moich objęciach-nie boisz sie zostawiac Chris z dzieckiem
-Kotek Chris wydoroslała a po zatym jest jeszcze Demi-zasmiaął sie melodyjnie i pocałowała końcik moich ust.
-Ahaaaa to ja spadam bede o 20-pocałowałem ją w kącik ust i ruszyłem do swojego domu.
Oczmi Hope
O jezu jest 19:30 a ja nie wiem co załozyć poszłam do garderoby i postanowiłąm założyć sukienke którą podarował mi kiedyś Justin jestem ciekawa czy ją pamięta.Poszłam zrobić lekki makijaż który skłądął sie z białeo cieniu do powiek,maskary i błyszczyku.Poszłam się przebrać,wybrałąm dodatki i już byłam gotowa .Zeszłam na dół i omówiłam wszystko z Chrisem i Demi choć nie pierwszy raz wychodziłą ale byłąm lekko podenerwowana czułąm ze cos sie dzisiaj stanie.Po jakimś czasie usłyszłąm dzwonek więc podeszłąm do drzwi a za nimi stał jak zawsze nienaganny Bieber.
-gotowa?-zapytał i czule mnie pocałował ja skinełąm głową i już po chwili byliśmy w drodze na najdroższej resteruacji w mieście no wkącu to JUSTIN BIEBER.Kolacja minełą nam wspaniale nagle...
Od Aut: Sorki za błedy jakieś ten wziełam dłuższy.Mam nadzieje że skomentujecie i przy okazji wpadniecie na drugi blog który pisze z Werą powinien jeszcze dziisja pojawić sie następny rozdział <3
6 Komenatrzy=30 rozdział
#pozdrowienia dla moich ROBACZKÓW ( a i to mój tekst więc sorki ale nie zabierajcie mi go bo już znalazłąm blog na którym dziewczyna tak napisała :( )
Tagi: 29
05.01.2013 o godz. 18:38
Po śniadanku wyszliśmy na spacer kiedy bylisy przed parkiem zobaczyłam Chrisa całującego się z Demi.
-Fuuu-stwierdziła moja kochana córeczka
-Co fu jak będziesz starsza już nie powiesz fu-powiedziałą i poprawiłam jej sweterek i ruszyłyśmy w głąb parku.Kiedy doszłyśmy na plac zabaw mała pocałowała mój policzek i poleciała na zjeżdzalnie.Byłam w nią zapatrzona jak w obrazek musze przyznac że jest strasznie podobna dom Justina nawet w zakochawaniu.Myślałąm tak i stwierdziłąm,że dam mu szanse kocham go jak głupia i co z tym zrobie no nic.... nagle poczułąm jak ktoś zasłania mi oczy szybko ten osobnik usiadł koło mnie i promiennie się usmiechnął.
-Co taka zamyślona?-zapytał chłopak .
-a nic takiego troche tego i tamtego po mojej główce chodzi-zasmiaąłm się obserwując Jaz.
-A może w tych myślach znalazłas odpowiedz na zadane wcześniej pytanie-powiedział ale w jego głosie można było usłyszć niepewnośc.
-Justin oczywiście że tak-lekko się zaśmiałam.
-Oczywiście że tak że się zgadzasz czy oczywiście tak że się zastanowiłas?-zapytałam zdezorientowany.
Ja się zaśmiałąm i musnełam jego pełne i jak zawsze malinowe usta.
-Czyli tak czy nie?-zapytał po raz kolejny a ja wpiłam się w jego usta jakbym ich nie skosztować do końca zycia.Chłopak odwzajemniał z tą samą zachłannością co ja.Tą jakże namiętna chwile przerwała nasza córeczka.
-Fuuu-skrzywiłą się a my oderwaliśmy sie od siebie natychmiastowo i wybuchliśmy śmiechcem.
-s cego sie smiejece?-zapytałą malutka
- z niczego skarbie-zasmiaąłm się i ją przytuliłąm.
-a ktio to ?-zapytała malutka pokazując palce na Justina.
-Now więc...-zaczełam ale nie dane mi było skończyć
-JA jestem...
Od Aut: Przepraszamże tak dugo czekaliście i że taki krótki ale nie mam teraz zbytni weny i nie wiem co dalej ... żart
4 komenatzre= 29 rozdział
Tagi: 28
05.01.2013 o godz. 16:10
- Samanta... – miała minę, jakby zobaczyła ducha.
- Tak. To ja. Mogę wejść? – starałam się mówić beznamiętnie.
- Tak. Wejdź. – otworzyła drzwi szerzej (...)


- Ależ mam piękną wnuczkę – zachwycała się moja rodzicielka przyglądając się Belli bawiącej się z Kate w salonie.
- Tak. Ale przypominam ci, że chciałaś ją zabić – fuknęłam
- Sam... ja...
- Ok. Mniejsza o to. Przyszłam bo mam do ciebie sprawę.
- Ach tak! Wiedziałam że nie przyszłaś tak bez powodu odwiedzić starej matki.
- Przepraszam, ale matka też mnie nie odwiedzi! – powiedziałam ze zdenerwowaniem.
- Dobrze. O co chodzi?
- Mam do ciebie pytanie. Tylko odpowiedz szczerze.
- Dobrze.
- Czy widziałaś się ostatnio z Justinem?
- Jeśli ostatnio to jakieś pięć lat to tak.
- Mamo!
- Nie. Nie widziałam się z nim.
- Dziękuję. Tylko tyle chciałam wiedzieć – uśmiechnęłam się sztucznie – Bella! Kochanie! Idziemy!
- Tak. Cała Sam liczą się tylko twoje interesy. Dowiedziałaś się tego, czego chciałaś i odchodzisz – skomentowała moja rodzicielka.
- Tak mamo. Ale pamiętaj że to ty jesteś w pełni odpowiedzialna za nasze relacje – fuknęłam wychodząc. (...)


Następnego dnia

09.12.2010r.

„Drogi pamiętniczku!
Odwiedziłam wczoraj moją rodzicielkę – bo matka jej nazwać nie mogę – i okazało się że to nie ona powiedziała Justinowi. W takim razie kto? OMG! Nie wiem. Mam mętlik w głowie!
Idą święta. W sklepach coraz częściej można spotkać świąteczne dekoracje. Święta to czas miłości i radości, ale jak mam się cieszyć, bo niby z czego?
Wczoraj byłam na tym bankiecie z Jamesem. Oczywiście udawaliśmy „zakochaną” parę. Udało nam się, wszyscy uwierzyli. Nikt nie wie co się naprawdę dzieje w naszym związku. I może lepiej.
Samanta”


- Mamusiu! Zrobisz mi warkoczyki? – usłyszałam słodki głosik Belli.
- Tak kochanie – powiedziałam głosem podszywanym smutkiem. Schowałam mój notatnik do szuflady i przysiadłam na łóżku. Wskazałam na miejsce obok, aby mała usiadła. Szybko tak zrobiła. Po chwili czesałam jej warkoczyki.
- Mamusiu?
- Tak słoneczko?
- Dlaczego nie widujemy się już z wujkiem Justinem? – zapytała mała patrząc na mnie swoimi ślicznymi, czekoladowymi oczkami.
- Siedź prosto. – skarciłam ją chcąc zmienić temat.
- Mamusiu?
- Tak?
- Wiesz... ja bardzo lubię wujka Justina – powiedziała Bella – Kocham go.
W moich oczach pojawiły się łzy. Próbowałam je powstrzymać, ale nie udało mi się. Szybko zaczęłam obcierać łzy wierzchem dłoni.
- Ja też – szepnęłam.
Mała odwróciła się w moją stronę i mocno mnie przytuliła.
- Dlaczego płaczesz? – zapytała
- Widzisz kochanie... czasami już tak jest, że człowiek musi sobie popłakać – westchnęłam głaskając ją po włosach i całując w czoło. (...)

- Samanta! – usłyszałam wściekły krzyk Jamesa.
Szybko oderwałam się od rysowania obrazka, o który prosiła mnie Bella i zerwałam się na równe nogi.
- Zajmij się Bellą – poleciałam Francesce wychodząc z pokoju.
- Dobrze proszę pani.
- Samanta! – James nadal był wściekły.
- Dlaczego tak krzyczysz, wystraszysz Bellę – powiedziałam zamykając drzwi od pokoju małej.
- Dobrze – mówił już trochę ciszej, ale wciąż był wściekły – musimy porozmawiać! Natychmiast!
- Już idę – odpowiedziałam ruszając do gabinetu na drugim końcu domu. (...)

- Powiedz mi prawdę! Zdradzasz mnie? – wrzasnął James nachylając się nade mną i tym samym opierając rękoma na biurku.
- Nie. Skąd ci to przyszło do głowy? – odpowiedziałam spokojnie poprawiając się na fotelu.
- A choćby stąd! – rzucił na biurko białą, średniej wielkości kopertę.
Ze środka wypadły jakieś zdjęcia. Ostrożnie sięgnęłam po nie. O Boże! To były moje zdjęcia, Belli i ... Justina. (zdjęcia pod notką)
- I co nadal podtrzymujesz swoją wersję? – zapytał wściekły
- James... to nie tak. Po prostu spotkaliśmy się kilka razy... – zaczęłam się tłumaczyć nerwowo kręcąc się na krześle.
- Milcz! – nawet się nie zorientowałam kiedy jego ręka z ogromną siłą wylądowała na moim policzku. Skuliłam się na fotelu, a po moich policzkach popłynęły kryształowe łzy.
- Jak w ogóle śmiałaś? Jesteś niewdzięczną dziwką!
- Nie mów tak... – szepnęłam łkając.
- A jak mam mówić? – nachylił się nade mną.
Spuściłam wzrok i dalej łkałam.
- Patrz na mnie jak do ciebie mówię! – złapał mnie za szczękę i zmusił, żebym na niego spojrzała. Próbowałam się wyszarpnąć, ale na nic. Był silniejszy.
- Co masz na swoje wytłumaczenie? – zapytał – może znowu jakąś idiotyczną historyjkę?
Nie odpowiedziałam. Z moich oczu wciąż płynęły łzy.
- Tak myślałem – prychnął – Jesteś idiotką Samanta. Inne dziewczyny byłyby w niebo wzięte mając przy sobie takiego mężczyznę jak ja. A ty? Ty nie potrafisz tego uszanować!
Puścił mnie i zaczął nerwowo krążyć po pokoju. Wyją papierosa i zapalił go zaciągając się dymem.
- Jeśli jeszcze raz... – zaczął – jeszcze raz spotkasz się z tym gnojem... zabiję cię – powiedział na pozór spokojnie. Spojrzał na mnie ze złością – Zabiję cię. Nie żartuję Sam.
Moje serce waliło tak szybko, jak jeszcze nigdy. Bałam się go. James był zdolny do wszystkiego.
- A teraz wyjdź! – rozkazał.
Szybko zerwałam się z fotela i szlochają wybiegłam z gabinetu. Pobiegłam do spiżarni i zamykając ją na klucz zaczęłam szlochać. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Bałam się. Tak strasznie się bałam. Wiedziałam jedno. Nie mogę tego tak zostawić. Muszę coś zrobić!...

_______________________________________________
I co myślicie? Co zrobi Sam?
Dziękuję za piękne komentarze ♥

Kocham ♥ i do nn ;*
05.01.2013 o godz. 12:59
I-Miss-You-Justin
California king bed ♂+♀=❤
O mnie: Pokaż mi którędy mam iść, by więcej Cię nie ranić. Jak nie ulec zatraceniu, w tak trudniej egzystencji. Rozświetl mi drogę, przynieś nadzieję, kiedy ja Ci jej przynieść nie mogę
statystyki
sekcja użytkownika