California king bed ♂+♀=❤

I Miss You Justin ♥

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Wpisy obserwowanych

Zwycięstwo, osiągnięte poprzez morderstwo - 13 ♥




(...) Uśmiechnęłam się promiennie, kiedy wziął mnie na ręce, niosąc do jego biura. Wiele kosztował mnie ten absurdalny plan, musiałam przezwyciężyć strach, nienawiść, wstręt i obrzydzenie. Oby było warto.


Przenieśliśmy się na łóżko, zatracając w pocałunkach. Przełykając głośno ślinę, zdjęłam z siebie koszulkę, pozostając w samym staniku. Chłopak siedział, przyglądając się mi z zaciekawieniem, połączonym z niedowierzaniem. Wysiliłam się na uśmiech, sztuczny uśmiech, który przyozdobił moją zdenerwowaną twarz. Ręce trzęsły mi się niewiarygodnie. Pchnęłam chłopaka, tak, że się położył. Usiadłam na nim okrakiem, nachylając się nad jego szyją, którą po chwili muskałam. Chwytając za skrawek jego koszulki, chciałam go z niej pozbawić. Szatyn, widząc, że sobie nie radzę, pomógł mi ją z siebie zdjąć, uśmiechając się przy tym. Nie wiedział jeszcze co go czeka...
- Kocie, co w ciebie wstąpiło? - zaśmiał się pogardliwie, odgarniając jednym ruchem grzywkę z czoła.
- Chcę się z tobą pieprzyć, rozumiesz? - starałam się wyzbyć na jak najbardziej seksowny głos, przygryzając płatek jego lewego ucha, który nie był przyozdobiony w żaden z tuneli.
Dłonią, zjeżdżając do jego krocza, usiłowałam się uwiarygodnić. Odpiąwszy pierwszy guzik jego spodni, po chwili kolejny, coraz bardziej wierzyłam, że mój plan się powiedzie, a ja zdołam uratować Justina z tej męki, którą przeżywa.


Stąpając po drewnianej podłodze, kierując się wraz z Ianem do ostatnich, obskurnie podrapanych, równie drewnianych drzwi - spodziewałam się wszystkiego, ale nie tego, co za nimi ujrzałam, kiedy tylko przekroczyliśmy ich próg.
Siedział, przywiązany do krzesła, brutalnie pobity z zakrwawioną twarzą i resztą ciała. Obok niego stał mężczyzna, w reku trzymający kij do bejsbola, który ze swojej matowej, zółtej barwy zmienił kolor na krwistą czerwień.
- Justin! - krzyknęłam rozpaczliwie, chcąc podbiec do niego.
Wykonawszy dwa pierwsze kroki, poczułam silne ramiona, oplatające moje ciało. Nie mogłam się ruszyć. Krzyczałam strasznie, płakałam przeraźliwie głośno, nie odrywając wzroku od blondyna. Tak bardzo cierpiał, a ja nie mogłam nic zrobić. Byłam całkowicie bezradna w zaistniałej sytuacji. Próby wyrwania się z objęć Adamsa kończyły się niepowodzeniem.
Jus słysząc mój głos, z ledwością podniósł głowę, spoglądając na mnie. Na jego twarzy wymalował się uśmiech, przepiękny uśmiech, który po chwili znikł, kiedy owy mężczyzna zanurzył dłoń w szklanym pojemniku zatytułowanym "SÓL". Nabrał całą garść białego proszku. Zszokowana wpatrywałam się w wysokiego bruneta po trzydziestce na pewno. Podszedł bliżej brązowookiego, przenosząc wzrok na Iana. Odwróciłam głowę, spoglądając na to, co zrobi szatyn. Skinął głową. W tym czasie facet otworzył dłoń, z której na otwarte rany Justina opadł biały proszek. W ułamku sekundy udało usłyszeć się histeryczny krzyk, wydobywający się z ust blondyna. Zacisnął zęby z bólu, próbując się uspokoić.
Krzyczałam razem z nim, płakałam razem z nim. Siedziałam pod ścianą, patrząc jak opuszczają go wszelkie siły, powoli zamykał oczy, otwierając je dopiero po kilku, kilkunastu minutach - mdlał. Dokładnie wtedy, patrząc na półnagiego osiemnastolatka, do głowy wpadła mi myśl, z której przerodził się plan.


- Hej! - szturchnął mnie Ian, a ja otrząsnęłam się z rozmyśleń - od prawdy.
Od środka rozpierała mnie nienawiść, żądza zemsty. Wiedziałam, że albo teraz albo nigdy. Sięgnęłam z biurka grube sznurki, które kilka dni temu sobie przyszykowałam. Z wymuszonym uśmiechem złapałam za nadgarstki szatyna, przyciągając je do metalowej ramy łóżka. Nie opierał się, myślał, że chcę poeksperymentować? Ostro się zabawić? Jeszcze nie wiedział jak bardzo się myli.
Dokładnie i precyzyjnie przywiązałam jego ręce do metalowych prętów. Z nogami uczyniłam dokładnie to samo. Z powrotem usiadłam na nim okrakiem, sięgając po niewinnie wyglądającą poduszkę.
- Ostatnie życzenie? - zaśmiałam się, przymrużając oczy.
Czułam się tak doskonale, jak jeszcze nigdy w życiu. Widząc jak Ian próbuje się uwolnić, śmiałam się najgłośniej jak potrafiłam. Zrozumiał co się dzieje. - Chciałabym, żebyś chociaż po części czuł to, co czułam ja i inne dziewczyny, kiedy nas gwałciłeś. Chciałabym, żebyś męczył się, tak, jak męczył się Justin. Jednak jakoś nad tym uboleję, wiedząc, że spotkało cię coś o wiele gorszego. Śmierć Ian, śmierć - mój głos był pełen nienawiści, goryczy i rozbawienia.
- Nie zrobisz tego - powiedział chociaż z pewnością sam w to nie wierzył. Moją odpowiedzią był śmiech. Śmiałam się, tak, jak robił to on, kiedy zmuszał mnie do seksu, śmiałam się, tak, jak on, patrzący na wykrwawiającego się Justina.
Nie czekając dłużej, przycisnęłam poduszkę do jego twarzy.
- To koniec - szepnęłam, dociskając niewielką poduszkę do jego twarzy, uniemożliwiając mu tym nabranie powietrza.
Wyrywał się, rzucał. Po chwili wszystkie ruchy zaczęły ustawać, aż kompletnie zanikły lecz ja dalej trzymałam poduszkę, dociśniętą do jego twarzy. Minęło kilka minut, ewentualnie kilkanaście, kiedy z niego zeszłam. Stawał się coraz zimniejszy, był blady, a jego usta coraz bardziej siniały. Nie żył. Odgarnęłam włosy z twarzy, upuszczając poduszkę na podłogę. Odgarnęłam niesforne włosy z twarzy. Dopiero wtedy poczułam, jak bardzo mam mokre od łez policzki. Stałam, tępo przyglądając się klatce piersiowej Iana. Nie unosiła się. Byłam w stu procentach pewna zwycięstwa, osiągniętego poprzez morderstwo. Zabiłam człowieka - myśl, która nie chciała opuścić mojej głowy. Nie zasługiwał na życie, na szczęście - pocieszałam się.

W poszukiwaniu telefonu komórkowego, z którego dałoby się zadzwonić na policję i pogotowie, zaczęłam przeszukiwać wszystkie szafki, kartony i inne pudła. Załamana otwierałam wszystko po kolei, wyrzucając całą zawartość ze środka. W końcu znalazłam iPhona, zapewne Justina. Ach... tak! Justin! Jak mogłam o nim zapomnieć?- skarciłam się w myślach. Założyłam na siebie bluzę i czym prędzej wybiegłam z pomieszczenia, kierując się do ostatnich drzwi długiego holu, za którymi przebywał Justin. Wpadłam roztrzęsiona do środka, podbiegając do Biebsa. Był przytomny, uklękłam obok niego, zaczynając uwalniać go z lin jakie przytrzymywały go do drewnianego stołka. Prawie nic nie widziałam, cały obraz zamazywały mi łzy, nieustannie wypływające z moich oczu.
- Zabiłam go - schowałam twarz w dłoniach, zanosząc się szlochem.
Nie musiałam długo czekać na wsparcie ze strony Justina, któremu z ledwością udało się mnie przytulić. Wtuliłam się w jego poharatane ciało. W jego ramionach czułam się bezpieczna, choć ogromne zagrożenie zbliżało się wraz z godziną 16:00, o której miał pojawić się pomocnik Iana. Na wielkim, ściennym zegarze udało mi się dostrzec godzinę 15:40. Wzięłam głęboki oddech, przenosząc wzrok na swoje dłonie. W jednej z nich mieścił się telefon. Wybrałam numer pogotowia. Po zaledwie kilku sekundach usłyszałam przemiły głos jakieś kobiety, która przekierowała mnie na szpital. Opowiedziałam wszystko w skrócie, podając ulicę, na której przebywaliśmy. Dobrze, że zwróciłam na to uwagę, kiedy kilka dni temu Adams przywiózł mnie tutaj z motelu. Słysząc, że zaraz będą - rozłączyłam się.
Pomiędzy nami panowała cisza, kojąca cisza. Wtulona w jego tors, wsłuchiwałam się w przyspieszone bicie jego serca. Bałam się o niego. O nas, o to, że nas rozdzielą, że pójdziemy siedzieć.
- Księżniczko - usłyszałam znad głowy jego zachrypnięty, osłabiony głos. Spojrzałam na jego wymęczoną twarz, a łzy mimowolnie stanęły mi w oczach.
- Tak, Justin? - zapytałam, pociągając nosem.
- Dziewczyny - odszepnął, a ja nie rozumiałam o co może mu chodzić.
Zaczął przymykać oczy, a ja zaczęłam panikować. Ułożyłam jego głowę na swoich kolanach, wpatrując się zmartwiona w jego okaleczoną twarz.
- Nic mi nie będzie, idź do nich - udało mu się jedynie to powiedzieć przed utratą przytomności.
Zdjęłam z siebie bluzę, zwinęłam ją i ułożyłam na niej jego głowę. Pocałowałam w czoło i wybiegłam z pomieszczenia. Otwierałam wszystkie drzwi po kolei. Tylko jedne były zamknięte na klucz, którego nie maiłam. Szarpałam za klamkę, słysząc za drzwiami głosy. Rozejrzałam się wokół siebie. Widząc na ziemi kawałek metalu, przypominającego łom, nie zastanawiając się dłużej, wzięłam go do rąk, uderzając w drzwi. Na marne. Spróbowałam inaczej, podważając je z boku. Ustąpiły, a ja odetchnęłam z ulgą.
Zdziwione spojrzenia mierzyły mnie z góry do dołu. Stałam tak, z łomem w ręku. Bały się do mnie podejść. Po chwili z płaczem upadłam na kolana. Dopiero teraz odważyły się do mnie zbliżyć. Pierwsza zrobiła to Bella. Otuliła mnie swoimi ramionami, gładząc moje włosy. Zapewniała, że będzie dobrze. Nie słuchałam jej, ciągle powtarzałam imię Biebera, zanosząc się szlochem. Słysząc syreny nadjeżdżającego pogotowia, oderwałam się od dziewczyny, szybko wstając, co nie było dobrym pomysłem. Przed oczami pojawiły się mroczki. Zakręciło mi się w głowie, upadłam.


__________


No więc tak... Natchnęło mnie i uwinęłam się z tym rozdziałem w przeszło godzinę. Palce nie odrywały się od klawiszy klawiatury ; )


Jestem bardzo zadowolona, a wręcz wniebowzięta ilością komentarzy pod ostatnimi rozdziałami. Nawet nie wiecie jaką przyjemność sprawia mi ich czytanie. W dodatku 57 obserwujących... Mogę jedynie napisać szczere DZIĘKUJĘ.


Chciałabym, żeby każdy kto przeczytał rozdział go skomentował. Mam nadzieję, że i tym razem mnie nie zawiedziecie ♥


Tagi: *.*
22.01.2013 o godz. 20:27
-Cio jest tatuśowi?-zapytałą malutka kiedy zauważyłam moje łzy.
-Kochanie tatuś usnął ja jakiś czas-odpowiedziałam.
-Ale dlacegio?-znowu zadała pytanie.
-Usnął bo musi wypocząć i nabrać sił,jak się obudzi to będzie tak jak wcześniej-wyjaśniłam wysilając się na lekki uśmiech.
Od razu w mojej głowie pojawił się obraz jak Justin bawi się z małą w ogrodzie a ja uśmiechnięta siedze na huśtawce i podziwiam moje dwa sensy życia.
Zaczynam się śmiać z ich wspólnych wygłupów,a brunet poważnieje podchodzi do mnie i zaczyna namiętnie całować aż przerywa nam słynne "Fuuuu" naszego owocu miłości.
Nagle szara rzeczywistość wróciła,spojrzałam na chłopaka który nieprzytomny leżał na szpitalnym łóżku.
Mocniej ścisnełąm jego dłoń którą trzymałam i po raz kolejny musnęłam jego usta....
Kilka dni póżniej


Minęło już kilka dni ,od tamtego czasu prawie nie wychodzę z jego sali.Jedynie co to do toalety a jedzenie mi donoszą.
Jazmyn też chce być cały czas przy Justin'ie ale nie pozwalam jej więc zbliża się wieczór,Chris ją zabiera do siebie.Wszyscy już wiedzą co się stało,paparazzi cały czas stoją pod szpitalem tak jak Beliebers . Lekarze mówią,że powinien się niebawem obudzić,żebra się juz prawie całkowicie zrosły a głowa już zaszyta i nie ma śladu po jakim kolwiek obrażeniu więc nie powinna mu sprawiać problemów.
-Może idz do domu połóż się-zaproponowała po raz kolejny od dwóch tygodni Pattie. Pokrenciłam głową na "nie" i wróciłam do patrzenia na Justina.
-Hope tak nie można ,abyś cały czas siedziała pośród czterech ścian... przynajmniej jesz ,ale pomyśl o Jaz która siedzi bez rodziców.Bez mamy a o takcie to już nie powiem.
-Pattie ... proszę cię wiesz,że nie wyjdę więc po co
mi to proponujesz-odrzekłam nie spuszczając wzroku z twarzy chłopaka.
-Dobrze-szepnęła i wyszła.Kobieta ma racje ale ja go nie zostawię nawet jak do kibla idę to tęsknie... kocham go z całego serca i nic tego nie zmieni.Boje się ... lekarze powiedzieli że po 2 tygodniach powinien się obudzić a jak nie to po kilku miesiącach.Mam już wszystkiego dość ale liczę ,że włąsnie za chwile zobaczę jego piękne oczy.Pocałowałam go namiętnie w usta co mnie zdziwiło lekko odwzajemnił.


Po kilku sekundach poczułam jak ściska mnie za reke,jego usta delikatnie się rozchyliły i otworzył powieki pod którymi byłe te piękne tęczówki.
-Kocham się wiesz ??-szepnął a ja rzuciłam mu się na szyje i nachalnie a zarazem namiętnie pocałowałam co on oczywiście odwzajemnił.Byłam w siódmym niebie normalnie..... EJ STOP !!!!!!!!!!!!!!!!!
JA JESTEM WIEDŹMĄ CZY CO ???!!!
A gówno teraz liczy się tylko on i oczywiście Jaz.
-Wiem ,tęskniłam i to strasznie... a wgl jak się czujesz?
-Dobrze kochanie a wiesz dlaczego bo jesteś przy mnie i...-chciał skończyć al przerwała mu osoba wbiegająca do sali którą okazała się mała,słodka dzieczynkę.
-Tatuś-krzyknęła i rzucił się na Justina który pomógł jej sie wdrapać na łóżko.-tenskilam
-Ja też myszko za wami tęskniłem-powiedział i pocałował ją w czubek głowy.Tą jakże cudowna chwile przerwałą nam osoba wchodzą do sali....
Od Aut: no dziewczyny nie myślałąm że uda wam się uzbierać aż 10 komentarzy w ciągu 4 dni :D Jestem z was dumna po prostu <3 Kocham was <3 Obecnie jestem chora i nie mam co robić .Mam pytanie czy mam opisywać scenę +18 czy już sobie darować bo to tylko wasza decyzja. Mam nadzieję że dacie rade :
13 Komentarzy=38 Rozdział
Tagi: 37
21.01.2013 o godz. 14:16
Czułam jak mnie niesie do domu. Coś szeptali między sobą, ale nie bardzo wiedziałam co. Po chwili poczułam pod sobą coś miękkiego, chyba kanapa.
- Chodź - mruknęłam do chłopaka i pociągnęłam go na siebie.
- Jessi, śpij - szepnął.
- Nie chcę spać sama - jęknęłam. - Proszę - szepnęłam.
Usłyszałam głośne westchnięcie chłopaka i zaraz położył się przy mnie mocno mnie obejmując.
Justin

- Justin! Musimy się zaraz zbierać - krzyknął szeptem Mike
- Jeszcze chwileczkę - szepnąłem kiedy chłopak wyrwał mnie ze snu.
- Jessi - szepnąłem jej nad uchem
- Hm? - mruknęła.
- Zaraz jadę.
- Mhm...Kup mi coś do jedzenia - mruknęła, mocno wtulając się w poduszkę.
- Jessi...wyjeżdżam
- Co? - nagle się poderwała.
- Już czas się pożegnać. - dalej leżałem na kanapie.
- Boże! Teraz tragiczne rozstanie - zaśmiał się ironicznie Mike
- Wal się! - warknęła brunetka.
- Nie Justin, nie zostawiaj mnie - z jej oczu zaczęły płynąć łzy.
- Nie zostawiam Cię, wrócę - szepnąłem i mocno przytuliłem dziewczynę. Sam nie wierzyłem w swoje słowa.
- Proszę. Na pewno jest inne wyjście - wyszlochała.
- To jest jedyne wyjście - zacząłem gładzić dłonią jej włosy.
- Wy! Zakochani! Trzeba się zbierać. - przed nami stanął Fredo.
- Daj mi chwilę! - syknąłem.
Chłopak odszedł unosząc dłonie w geście obrony.
- Justin...proszę - zaczęła, ale nie dałem jej skończyć. Wiedziałem, co chciała powiedzieć, po prostu ją pocałowałem. Nie chcę się z nią rozstawać, ale...muszę. Zrobiłem kiedyś coś bardzo złego. Wierzchem dłoni starłem jej łzy z policzka.
- Mogę chociaż jechać z wami? - spytała zagryzając wargę.
- Nie! - warknął Mike.
Spojrzałem na niego, był wkurzony, że jeszcze nie ruszyliśmy.
- Możesz - uśmiechnąłem się i cmoknąłem jej usta.
Dziewczyna od razu się rozpogodziła. Szybko poszła po bluzę i zaraz do nas wróciła.
- No i na cholere nam ona jeszcze? - warknął Mike
- Zamknij się! - syknęła Jess.
Wziąłem swoje rzeczy i wyszliśmy na zewnątrz. Było już trochę po trzeciej nad ranem. Zaraz dołączył do nas Mike, bawiący się kluczykami od samochodu, aczkolwiek...nie zawiezie mnie on tylko na stację kolejową. Wsiedliśmy do samochodu na tylne siedzenia, a Mike zajął miejsce kierowcy.
- Chłopaki nie jadą? - spytała Jess siadając obok mnie.
- Nie. - fuknął Mike. Chyba dalej nie może się pogodzić, że jestem z jego siostrą.
- Kocham Cię maleńka - szepnąłem do dziewczyny mocno ją obejmując. Myśl, że mogę jej już więcej nie zobaczyć, mocniej mnie dobijała. Nawet nie zauważyłem jak znaleźliśmy się na miejscu.
- To siema! - rzucił Mike.
- Jessi, muszę iść - szepnąłem.
Jej wargi zadrżały.
- Proszę Cię, wróć do mnie. - Obiecaj mi to
Chwilę się zastanowiłem, po czym spojrzałem najpierw w lusterko, na Mike'a, a później na Jess.
- Obiecuję - szepnąłem.
- Kocham Cię - uśmiechnęła się. To był uśmiech, który tak cholernie uwielbiałem. Dla którego codziennie rano się budziłem. Szkoda, że ta rzadko go widywałem.
- Ja Ciebie też maleńka - pocałowałem namiętnie dziewczynę i wyszedłem z samochodu, a za mną Mike.
- Stary! Co ty odpierdalasz? - warknął, kiedy Jessi nie mogła nas już usłyszeć.
- O co Ci chodzi?
- Po cholere jej obiecasz, że wrócisz?
- Bo wrócę! - syknąłem przez zaciśnięte zęby. - Dla niej!
- Lepiej żebyś się wywiązał.
- Czy tak będzie już zawsze? - spytałem.
- Jak? - spojrzał na mnie zdziwiony.
- Będziemy sobie skakać do gardeł o Jessi? Ja też ją Kocham. - krzyknąłem szeptem, mocno zaciskając dłonie na torbie podręcznej.
- Kochasz ją tak samo jak Caitlin? - zakpił.
- Dobrze wiesz, że nie! Kocham ją, i niech to wreszcie do Ciebie dotrze. Nie tylko ty ją możesz kochać - warknąłem.
- Zaraz Ci pociąg ucieknie - rzucił obojętnie brunet.
- Do zobaczenia - zaśmiałem się i uściskałem chłopaka, klepiąc go mocno w plecy.
- Mam nadzieję, bo inaczej sam Cię tu sprowadzę - parsknął Mike.
Spojrzałem jeszcze raz na auto, i nagle wyskoczyła z niego Jessi, po czym rzuciła mi się w ramiona.
- Jess, wracaj do auta. - powiedział Mike
- Kocham Cię - wydukała brunetka.
- Do zobaczenia - uśmiechnąłem się i ucałowałem czubek głowy dziewczyny.
Spojrzałem na Mike'a, dając mu do zrozumienia, że musi zabrać Jessicę.
- Chodź mała - szepnął brunet i wziął siostrę w ramiona.
- Nie, proszę - wybuchła płaczem.
- On musi już jechać - szepnął i mocno przytulił siostrę.
- Do zobaczenia - powiedziałem beznamiętnie i ruszyłem w stronę pociągu, który za kilka minut ma odjechać. Muszę wrócić, muszę wrócić dla niej. Walczyłem ze sobą, żeby się nie odwrócić więcej, bo pewnie nigdzie bym nie pojechał. W końcu wsiadłem w pociąg. Zająłem miejsce w pustym przedziale, przy oknie. Widziałem jak Mike próbuje pocieszać Jess. Spuściłem głowę w dół, cholernie bolało widząc ją w takim stanie. Nie wiem nawet kiedy znowu ją zobaczę, kiedy znowu ją pocałuję, przytulę, kiedy zobaczę jej uśmiech. Pokręciłem głową, starając się odgonić te myśli, które atakowały we mnie jak karabin maszynowy. Muszę się teraz skupić na sobie, muszę do niej wrócić, a żeby to zrobić, muszę się dobrze ukryć. Na razie wyjadę z Kanady, pojadę do Christiana do Atlanty. Razem załatwimy tę sprawę raz a dobrze. Źle zrobiliśmy zostawiając ją wtedy. Pewnie zastanawiacie się o co chodzi? Dwa lata temu, Nick uprowadził siostrę Christiana. Miała wtedy szesnaście lat. Posunął się za daleko, zgwałcił ją. W odzewie zabiliśmy jego brata i przyjaciela. Jego też powinniśmy byli zabić, ale tego nie zrobiliśmy. I teraz poluje na mnie i Christiana. Nie może się dowiedzieć o Jess! To jest pewne!

*Jessica*

Pojechaliśmy razem do domu.
Bez słowa weszłam do swojego pokoju, kierując się od razu do łazienki. Justin zostawił swoje dresy, w których śpi.
Uśmiechnęłam się sama do siebie. Wykąpałam się, po czym włożyłam bluzkę szatyna i jego dresy. Położyłam się do łóżka i leżałam w pozycji embrionalnej. Ledwo wróciłam, a już musiałam się z nim rozstawać. Po moich policzkach spłynęły słone łzy, które natychmiast starłam pościelą. Mocno zacisnęłam powieki i próbowałam zasnąć. Jutro też jest dzień na płakanie.
Obudziłam się cała obolała i zmęczona. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Niechętnie zwlokłam się z łóżka, od razu sprawdziłam telefon, ale żadnej wiadomości. Rzuciłam komórką z powrotem na stolik i poszłam do łazienki.
Owinięta w ręcznik wyszłam do pokoju, po czym ubrałam bieliznę, a następnie zaczęłam szukać czegoś w co mogę się ubrać. W końcu wybrałam czarne getry, białą bokserkę i szary sweter, który 'zapięłam' paskiem. Wzięłam telefon i torbę, po czym zeszłam na dół, gdzie wszyscy jeszcze spali. Wzięłam butelkę wody z lodówki i banana. Na zewnątrz czekała na mnie już Cass z resztą dziewczyn.
- Cześć - uśmiechnęłam się blado.
- Och Jess...- uściskała mnie blondynka.
- Zobaczysz, znajdzie się - uśmiechnęła się Ash.
Teraz zdecydowanie łatwiej jest mi udawać, że Justin zaginął.
Weszłyśmy w końcu do szkoły. Co jakiś czas odpowiadałam tylko 'cześć' ludziom, których nie pamiętam.
- Damy radę - pocieszała mnie Shay
Posłałam tylko blady uśmiech przyjaciółce i szłyśmy ramię w ramię pod klasę od matematyki. Nie ma to jak zacząć dzień od matematyki.
W końcu przyszła pora Lunchu. Jeden banan mi nie wystarczył. Wzięłam sałatkę z kurczakiem, frytki, pudding i cole.
- Zjesz to wszystko? - zaśmiał się Ian
- Mhm - uśmiechnęłam się i zabrałam za jedzenie.
- Co robisz po szkole? - spytała Ash.
- Miałam zamiar iść zobaczyć tę agencję modelek - uśmiechnęłam się lekko.
- Ach tak! Pamiętam! Możemy iść z tobą? - pisnęła Cass.
- Jasne
- Coś wiadomo z Justinem? - zagadnął Lucas.
- Lucas! - upomniała chłopaka, blondynka.
- Spoko - uśmiechnęłam się. - Nie, nic nie wiadomo.
- Sorry, nie chciałem - chłopak posłał mi spojrzenie pełne współczucia.
- Nie ma za co - odpowiedziałam i wróciłam do swojej sałatki.
Po szkole tak jak planowałam, udałam się wraz z dziewczynami do agencji modelek. Weszłyśmy przez szklane drzwi ogromnego wieżowca. Na mapie dostrzegłyśmy, że agencja modelek jest na piętnastym piętrze. Weszłyśmy do windy i pojechałyśmy na wskazane piętro, po chwili drzwi się rozsunęły. Wszystkie zaniemówiłyśmy kiedy zobaczyłyśmy tę całą agencję.
- W czym mogę służyć? - zza lady wyłoniła się zgrabna blondynka.
- Um... - podeszłyśmy do kobiety.
- Jesteście umówione? - spytała.
- Dostałam wizytówkę, ale wolałam przyjść sama.
- Och, skarbie. Każdy może odstać wizytówkę - zakpiła. - Najpierw trzeba się umówić.
- O! To ty! - usłyszałam za sobą.
Odwróciłam się i spojrzałam na mężczyznę, który dał mi tę wizytówkę.
- Dominic jestem - teraz mogłam dokładniej przyjrzeć się mężczyźnie. Brunet, niebieskooki, przed trzydziestką, nienagannie ubrany.
- Jessica - uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Nie jest umówiona. - fuknęła blondynka, siedząca za biurkiem.
- Nie musi - warknął mężczyzna do dziewczyny.
- Zapraszam. - gestem dłoni zaprosił mnie do swojego gabinetu, oddzielonego od całego pomieszczenia, szkłem.
Zaraz będę - Poruszyłam ustami w stronę dziewczyn, na co mocno zacisnęły kciuki.

~*~

Spóźniłam się 40 minut :( Sorka, ale nie miałam czasu pisać. W końcu dodaje. Jeśli chcecie być informowane o nowych rozdziałach, zostawcie w komentarzu swojego TT. Do nn :*

DZIEWCZYNY DOPIERO ZACZYNAJĄ, WCHODŹCIE NA rainbow415011
Tagi: rozdział 23
21.01.2013 o godz. 00:38

To ja nauczyłam go jak oddychać, jak żyć - 12 ♥

(...) Nie opierałam się. Nie próbowałam go kopać, bić, gryźć czy jeszcze coś innego. Stałam nieruchomo z rękoma opuszczonymi wzdłuż ciała. Już wolałabym, żeby mnie zabił niżeli miałabym przechodzić przez to piekło po raz drugi.


Słysząc syreny policyjne, uśmiech zagościł na mojej twarzy. Mina Iana była nad wyraz spokojna.
- Masz im powiedzieć, że to nie ty zadzwoniłaś. Inaczej sama wiesz, co się stanie - uśmiechnął się, kładąc na łóżku, poklepał miejsce obok siebie. Posłusznie położyłam się obok chłopaka. Okrył nas kołdrą, wkładając dłoń pod koszulkę Justina, którą miałam na sobie.
- Nienawidzę cię - szepnęłam mu w usta, odsuwając jak najdalej się dało.
- Udawaj, że śpisz - przyciągnął mnie z powrotem do siebie. Uderzyły mnie jego mocne, aż przesadnie perfum.
Przymknęłam oczy, wsłuchując w odgłosy policjantów, przechadzających się po korytarzu. Wywnioskowałam, że wchodzą do każdego wynajętego pokoju. W końcu i za klamkę od naszych drzwi któryś z nich pociągnął, a te bez oporów otworzyły się. Udając zaskoczenie, podparłam się na łokciach, odgarniając z twarzy włosy.
- Tak? - zapytałam, głos mi drżał przez co nie brzmiałam wiarygodnie.
- Przepraszam za najście, ale otrzymaliśmy dość dziwne zgłoszenie i postanowiliśmy to sprawdzić - w ciemności dało zauważyć się łagodny uśmiech policjanta.
- Nic o tym nie wiemy - wtrącił Ian, kiedy ja przez dłuższy czas nie odpowiadałam.
- Na pewno wszystko w porządku? - zwrócił się do mnie. Nie mogłam się skupić. Przez głowę przechodziły mi tysiące myśli. Zastanawiałam się co odpowiedzieć. Czując jak szatyn zaciska dłoń na moim udzie, odetchnęłam głęboko, przytakując.
- Wszystko jest dobrze - odparłam, wysilając się na uśmiech.
- Skoro tak to ja już pójdę. Proszę zamknąć drzwi na klucz. Nie wiadomo kto się tu może kręcić. Motel będzie obstawiony do rana. Także bez obaw - w drzwiach jeszcze odwrócił się w naszą stronę. Ian w tym czasie objął mnie ramieniem, a ja żeby uwierzytelnić nasz rzekomy związek, położyłam głowę na jego ramieniu. - Spokojnej nocy - szepnął, znikając za drzwiami, zamykając za sobą.
- Spisałaś się - zaśmiał się cicho, muskając moje czoło. Odburknęłam coś pod nosem, kładąc się na łóżko. Adams wyjął z kieszeni telefon. Do kogoś dzwonił.
- Przyjadę jutro z rana, bo policja obstawiła hotel... Taa, zadzwoniła... Jest okej... Jak tam Bieber?...
Słysząc jego nazwisko, wyłączyłam się, serce straciło swój rytm. Miałam wrażenie, że moje głośno bijące serce zaraz obudzi całe miasto.
- Dajcie mi Justina do telefonu! - wrzasnęłam, rzucając się na szatyna, chcąc wyrwać mu telefon z ręki.
- Oszalałaś do cholery? Masz być cicho - odepchnął mnie od siebie z całych sił.
- Błagam, chcę porozmawiać z Justinem. Proszę, Ian. Tylko na chwilę. Zrobię co zechcesz tylko karz mu dać Justina do telefonu - mówiłam na skraju histerii. Niczego w tej chwili nie pragnęłam bardziej od usłyszenia jego lekko zachrypniętego, kojącego głosu.
Nie posłuchał. Nie dał mi z nim porozmawiać. Rozłączył się, odkładając telefon na półkę obok łóżka.
- Jesteś cholernym skurwielem! - krzyczałam, dławiąc się łzami.
- Zamknij się! - zasłonił mi usta ręką. Uspokoiłam się, odsuwając jego rękę z mojej twarzy. - Jeśli ja jestem skurwielem to Bieber też nim jest. Nie mówił ci, prawda? - wysyczał rozwścieczony przez zaciśnięte zęby.
- Nie mów tak o nim. On nie jest takim potworem jakim jesteś ty - odpowiedziałam pewna siebie. Jednak zastanawiałam się nad pytaniem, które zadał. Spytałam o nie, wcześniej przenosząc wzrok na rozbawionego Iana. - O czym miałby mi powiedzieć? - zapytałam, oczekując wymyślonej przez niego historyjki. Nie miałam zamiaru uwierzyć mu w ani jedno słowo. Jednak byłam ciekawa co wymyśli.
- On jest taki sam jak ja. Zanim do nas trafiłaś traktował dziewczyny, tak samo jak ja potraktowałem ciebie, a fakt, że wcześniej cię coś z nim łączyło wzbudził w nim litość? Łagodność? Wyrzuty sumienia? Dlatego nic ci nie zrobił. Oto cały Justin Bieber - wygłosił, przeczesując palcami swoje czarne jak smoła włosy.
- Łżesz! Bezczelnie łżesz! - schowałam twarz w dłoniach. Oczy wypełnione były po brzegi łzami, które zaczęły powoli spływać po zaczerwienionych policzkach.
Z jednej strony wszystko wskazywało na to, że w tym co mówił chłopak jest chociażby cząstka prawdy. Pragnęłam dowiedzieć się kim jest... a raczej był Justin lecz nie wiedziałam czy aby na pewno to zniosę. Z drugiej zaś strony Ianowi niemożna było ufać. Od dawna miał to wszystko zaplanowane.


Całą noc nie przespałam. Ciągle myślałam o troskliwym Justinie i o tym, co mówił Adams. Przecież to niemożliwe, żeby Biebs był kimś takim, jak Ian. Głowa wypełniona była myślami o brązowookim - o tym jak się czuje, czy wszystko z nim w porządku, jak go traktują. Chciałam być już blisko niego, wtulić się w jego ciało, usłyszeć jak zapewnia, iż wszystko będzie dobrze, że to już koniec cierpienia.
- Wstawaj. Właśnie odjechali - szatyn odszedł od okna, zakładając na nagi tors jego czarną koszulkę, którą jeszcze wczoraj zdjął. Leniwie podniosłam się z łóżka, z szafki wyjęłam cieplejsze ciuchy, które Justin przywiózł ze swojego domu. Zdziwiłam się, kiedy owe ubrania były tymi, które przymierzałam przez lato w Londynie. Miałam je tylko namierzyć, żeby Justin miał pewność, że będą dobrze leżeć na jego byłej. Jak on to wtedy powiedział "Jesteście tej samej postury". Okazało się, że Caitlin była tylko przykrywką. Tak naprawdę wymyślił ten podstępek abym tylko przymierzyła te ubrania, aby mógł je kupić, ale dla mnie. Miał mi je dać, wtedy w Londynie, ale wyszło jak wyszło.


***


Szliśmy długim korytarzem, zmierzając do ostatnich drzwi, których nie dało się nie zauważyć. Były największe, najpotężniejsze. Z każdym kolejnym, stawianym krokiem obawiałam się coraz bardziej co mogę za nimi zastać. Bałam się jak nigdy przedtem. Żyłam ostatkami nadziei, na to, że kiedykolwiek będzie lepiej. Chciałam ze sobą skończyć. Czułam, że to już czas na mnie. Ilekroć chciałam prosić Iana o wymierzenie w moje serce kulki, jego czarnego pistoletu, dopadał mnie strach. Nie o samą siebie, lecz o Justina. Nie mogłam go zostawić. Załamałby się. Mówił, że to ja nauczyłam go jak oddychać, jak żyć.


***


- Ian... - mówiłam z zadziornym uśmiechem, podchodząc do niego. Oparłam dłonie na jego klacie, po chwili zaciskając je w pięść, na jego białym podkoszulku, przyciągając szatyna bardziej ku sobie. Dłońmi objął moją szyję, ja za to wspięłam się na palce, wpijając zachłannie w jego pełne usta.
Wszystkiemu przyglądał się Justin, przywiązany do krzesła. Wiedziałam dobrze, co czuje, widząc nas razem. Na pewno wszyscy domyślają się, że blefuję, udaję miłość do Iana... i tak też jest. Mam plan, który kilka dni temu wcieliłam w życie. Mianowicie, starając się ze wszystkich sił o względy szatyna. Miałam dosyć tej chorej historii. Pora było już ją zakończyć, a dzisiaj miałam ku temu okazję. Słyszałam nad ranem rozmowę Adamsa z jakimś facetem, który na co dzień pilnował Biebsa. Dzisiaj miał jechać do Nowego Yorku, miało go nie być, co oznaczało, że miałam zostać sam na sam z Ianem.
Nadal całując się z chłopakiem, włożyłam mu dłonie pod koszulkę, jeżdżąc nimi po jego torsie. Specjalnie ocierałam się o jego ciało, chcąc wzbudzić w nim pożądanie. Uśmiechnęłam się promiennie, kiedy wziął mnie na ręce, niosąc do jego biura. Wiele kosztował mnie ten absurdalny plan, musiałam przezwyciężyć strach, nienawiść, wstręt i obrzydzenie. Oby było warto.


__________


Przepraszam za dłuższą nieobecność. Jakoś nie miałam za wiele ostatnio wolnego czasu, który mogłabym poświęcić na bloga. Wybaczycie? ; > Starałam się, pisząc ten rozdział. Mam nadzieję, że Was zadowolił.


Dziekujędziękujędziękujędziękujędziękujędziękuję za AŻ 20 komentarzy pod ostatnim rozdziałem. Oby i pod tym tyle się znalazło. KOCHAM! ♥

Tagi: *.*
19.01.2013 o godz. 15:07

...

Tagi: ....
19.01.2013 o godz. 13:54
Isabel


Leniwie otworzyłam oczy i przeciągnęłam się. Jak ja nie cierpię wstawać. To okropne. Powoli przyzwyczajając się do światła spojrzałam na zegarek. Elektryczny wyświetlacz wskazywał 7:34. Powolnie wstałam z łóżka i udałam się do łazienki. Tam wykonałam wszystkie czynności i gotowa zeszłam na dół. Dobrze że dziś mam do szkoły na drugą lekcję. W kuchni krzątała się mama. Tata i Agnes pewnie już wyszli.
- O wstała nasza królewna – uśmiechnęła się kobieta. Była średniego wzrostu szatynką o zaokrąglonej talii.
- Dzień dobry – przywitałam się i siadając na krześle nasypałam sobie do miski czekoladowych płatków, po czym zalałam je mlekiem. Zjadłam je i żegnając się wyszłam. Diego - nasz szofer zaoferował, że mnie podwiezie, ale grzecznie podziękowałam i ruszyłam na pieszo. Miałam w tym swój interes. Kiedy zostawiłam swój dom daleko za sobą przyśpieszyłam kroku i w momencie znalazłam się koło domu Jane. Zapukałam w drzwi. Moja przyjaciółka natychmiast je otworzyła.
- Hej! – przywitałam się cmoknięciem w policzek
- No Hej! Już myślałam że dziś nie przyjdziesz – uśmiechnęła się
- No co ty! Wiem, trochę się rano grzebałam, ale przecież nie pójdę tak do ludzi!
- Yhym. A teraz ruchy! Bo nie zdążymy.
Szybko przeszłyśmy do pokoju Jane, gdzie zrobiłam sobie delikatny makijaż i przebrałam się w inne ciuchy, bardziej... na czasie. Pewnie się zastanawiacie dlaczego to robię? Gdybym wyszła tak z domu, tata dostałby zawału, a jakbym się odważyła pomalować odrobinę oczy... nawet nie chcę myśleć. Zresztą jakoś trzeba wyglądać nie?

Justin


Leniwie zgrzebałem się z łóżka. O kurwa! Ale mnie głowa napierdala! Chwilę potrwało, zanim przypomniałem sobie gdzie jestem i co ja tu robię. A tak! Wczoraj trochę zabalowałem... no dobra, ostro zabalowałem. Ale jak ja się znalazłem w swoim pokoju? Ostatnie co z wczoraj pamiętam to jak całowałem się z jakąś blondynką, później poszliśmy na górę... i dalej ciemno. Oj Justin... Justin... musisz skończyć z tymi imprezami. Kogo ja oszukuję? Przecież to nie możliwe. Spojrzałem na zegarek, który miałem na nadgarstku. Wskazywał 12:31. O kurwa! Na 11:00 miała przyjść nauczycielka od polaka. Ojciec mnie zabije! Szybko przebrałem się w jakieś ciuchy i zbiegłem na dół. Niestety nikogo tam nie zastałem. Pewnie znudziło jej się czekać. Pięknie! Jak powiedziała ojcu to znów będzie miał do mnie pretensje. Trudno, jakoś sobie z tym poradzę. Wzruszyłem ramionami i wyszedłem z domu wsiadając do swojego auta. Z piskiem opon ruszyłem z podjazdu. Chwilę później byłem pod klubem, gdzie wczoraj się bawiłem. Wysiadłem z samochodu i zamykając go ruszyłem do środka. W pomieszczeniu panowała pustka i okropny bałagan. Chodziło tylko kilku gości z mopami i sprzątali ten bajzel. Podszedłem do baru, gdzie stał barman i mył kieliszki.
- Zamknięte – oświadczył ponuro, zanim zdążyłem się odezwać.
- Tak wiem. Szukam Bila – Bil to znajomy barman, może on będzie wiedział co się wczoraj ze mną działo.
- Bil! Jakiś gościu do ciebie! – krzyknął tamten w stronę zaplecza.
Momentalnie w drzwiach pojawił się wysoki, szczupły blondyn.
- O Justin! Już wytrzeźwiałeś? – zaśmiał się
- Ta... powiedz nie wiesz jak się wczoraj znalazłem w domu?
- Nie wiem. Wczoraj nieźle balowałeś. Nad ranem wyszedłeś stąd z jakąś blondi.
- Dzięki stary – uścisnąłem jego dłoń i wróciłem do domu. (...)

Zamykając drzwi wejściowe usłyszałem jakiś hałas w kuchni. Kto to może być? Na pewno nie ojciec, bo on wraca dopiero jutro. Cichutko poszedłem w stronę kuchni. Powoli i ostrożnie zajrzałem do pomieszczenia. To co tam zobaczyłem przebiło moje oczekiwania. Spodziewałem się że to złodziej, albo ojciec wrócił wcześniej, a zobaczyłem zupełnie coś innego. W kuchni krzątała się drobna blondynka, była ubrana w moją koszulkę, która przysłaniała jej pół tyłka. Nie miała na sobie bielizny. Przez chwilę zapatrzyłem się na zgrabne nogi dziewczyny, ale szybko się otrząsnąłem. Kto to wgl jest? Wszedłem do pomieszczenia i odchrząknąłem zakładając ręce na klatce piersiowej. Dziewczyna automatycznie się odwróciła, a na jej twarzy zagościł uśmiech.
- Cześć kochanie. Zjesz coś? – zapytała
Kochanie?! Zjesz coś?! Co to ma do cholery znaczyć?!
- Kim jesteś i co ty tu robisz? – zapytałem beznamiętnie, co było dość ciężko wykonać, bo dziewczyna była naprawdę niezła. Miała dość pokaźny bufet ;) Przygryzłem wargę i przybrałem kamienny wyraz twarzy.
- Już nie pamiętasz wczorajszej nocy? – zrobiła minę zbitego szczeniaczka – Nie pamiętasz, jak mówiłeś że mnie kochasz?
- Kocham? – pachnąłem śmiechem.
- Tak. Już nie pamiętasz? – podeszła do mnie z cwaniackim uśmieszkiem. Ustała na palcach i kładąc dłoń na moim ramieniu przygryzła płatek mojego ucha.
Szybko ją od siebie odepchnąłem. Miałem zasadę. Dziewczyna z imprezy to dziewczyna na jedną noc. Na JEDNĄ! A nie na dwie.
- Wynoś się stąd. – powiedziałem.
- Ale Justin...
- Wynoś się! Nie pomyślałaś co mogłoby się stać, gdyby ktoś cię tu zobaczył?! - wrzasnąłem
- Kochanie... – dziewczyna nie dawała za wygraną i zaczęła się zbliżać.
Ok. Trzeba przyznać, że jest dobra. Normalnie laski po tych słowach uciekają z płaczem, a ona...
- Wynoś się! Już! – wskazałem ręką drzwi
- Palant! – wrzasnęła i skierowała rękę, żeby mnie uderzyć. Szybko złapałem jej dłoń i trzymając ją za nadgarstki doprowadziłem do drzwi. Po czym, nie zbyt grzecznie wywaliłem za drzwi.
- Koszulkę możesz zatrzymać na pamiątkę – zaśmiałem się zwycięsko i zatrzasnąłem drzwi.

Isabel


- Idziemy dziś do klubu. Idziesz z nami? – zapytał Zayn.
- No nie wiem...
- No weź Iss! Będzie fajnie! – przekonywała Jane. Za nią poszła reszta paczki.
- Ja bym poszła, ale jak to niby wytłumaczę ojcu?
Wokół rozległy się głosy niezadowolenia moich przyjaciół.
- Chyba że... – zaczęła Suz – powiesz że robimy sobie we trzy babski wieczorek u nas, no wiesz, taki z nocowaniem. Jutro sobota. Na pewno cię puści.
- No... mogę spróbować, ale nie wiem czy coś z tego wyjdzie.
- Uda się. Na pewno. – powiedział Louis.
Uśmiechnęłam się, choć wcale nie byłam tego taka pewna. Wiem! Poproszę małą, ona na pewno przekona ojca. (...)


Agnes


- Agnes, proszę... ostatni raz – wyła moja siostra.
- Ok. Ale wisisz mi przysługę – powiedziałam stanowczo.
- Dobra. – uśmiechnęła się Iss.
Zostawiłam siostrę i ruszyłam do gabinetu ojca. Zawsze to samo. Dlaczego Iss nie poprosi go sama? Zatrzymałam się i delikatnie zapukałam w drzwi.
- Proszę. – usłyszałam donośny głos taty.
- Mogę? – uchyliłam delikatnie drzwi.
- Oczywiście – uśmiechnął się mężczyzna – dla mojej księżniczki zawsze mam czas – rozłożył ramiona.
Podeszłam do niego i wtuliłam się w jego ciało. Po czym usiadłam na jego kolanach.
- O co chodzi słoneczko? – zapytał.
- Bo widzisz tatku... koleżanki siostry chcą zrobić sobie takie małe spotkanie z nocowaniem i Isabel bardzo chciałaby iść. Tylko nie wie czy ty jej pozwolisz – spojrzałam na niego oczami szczeniaczka. Ten wzrok zawsze działa.
- Jeśli nie będzie chłopców to może iść – uśmiechnął się
- Nie będzie. Dziękuję tatku! – cmoknęłam go w policzek i szczęśliwa wybiegłam z gabinetu.
- No i co? – od razu przy wejściu naskoczyła na mnie Iss.
- Możesz iść. – oświadczyłam z dumą
- Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję! – rzuciła się na mnie...

_________________________________________
No i mamy pierwszy rozdział za sobą! Namęczyłam się nad nim. Pierwszy zawsze jest najtrudniejszy ;cc
A jak Wam się podoba?

PS: Obiecuję że to opowiadanie skończy się dobrze xD

Kocham ♥ i do nn ;*
19.01.2013 o godz. 12:48
Obudziło mnie denerwujące pikanie obok mojej głowy. Otworzyłam oczy, lecz natychmiastowo oślepiła mnie biel pomieszczenia, zanim cokolwiek mogłam zobaczyć, musiałam kilka razy mrugnąć. Czułam, że mam coś przyczepionego do palca, lecz byłam za słaba, aby podnieść rękę. Przekręcając głowę na bok zobaczyłam, że jestem podpięta do kroplówki. Chwilę zastanawiałam się co się stało, że znalazłam się w szpitalu, lecz moja pamięć nic mi nie mówiła. Czułam się strasznie, jakby ktoś mnie połamał mi kości, jednak najgorszy był ból głowy. Ktoś wszedł do sali, jednak nie widziałam kto to.
- Księżniczka raczyła się obudzić- powiedział brązowowłosy chłopak, nie bardzo rozumiałam sensu jego wypowiedzi, nie rozumiałam co tu się dzieje.
- Co ja tu robię i kim jesteś ?- chłopak zmarszczył brwi, a ja patrzyłam na niego niecierpliwiąc się bo długo się zastanawiał zanim odpowiedział.
- Jestem Michael, twój opiekun, twoi rodzice wyjechali i zostawili cię pod moją opieką- czułam się niekomfortowo , nie wiedziałam co powiedzieć, jak się zachować. Było mi przykro, że nie było ich przy mnie w szpitalu i zostawili mnie pod opieką jakiegoś obcego chłopaka.
- Jak to wyjechali ? Na jak długo ?
- Przykro mi, ale chyba wyjechali na zawsze- zdziwiłam się, przecież moi rodzice nie są tacy, jednak chłopak cały czas miał poważna minę. Z każdą chwilą nasiąkałam gorzkim żalem i poczuciem winy, że wyjechali przez mnie. Bałam się myśleć o tym co teraz mnie czeka bez nich. Kochałam ich, jak oni mogli mnie zostawić.
- Wyjdź ! Chcę zostać sama !!- chłopak jednak nie słuchał mnie tylko dalej siedział na swoim miejscu- Nie rozumiesz, ty cholerny idioto, zostaw mnie samą ! Chce być sama, Wyjdź !- rozpłakałam się na dobre, nie rozumiałam już niczego w swoim życiu, najpierw Justin mnie zostawia teraz rodzice. Moje życie było popieprzone od samego początku, lecz teraz całe się sypie. Boże, Boże czemu nie mogłeś mi załatwić innego życia, ? Lepszego życia, gdzie bym miała rodziców którzy by mnie kochali i chłopaka. Nawet nie wiem, ile spałam w tej durnej śpiączce, kiedy wyjechali, czemu się nie pożegnali, mogli chociaż zostawić kartkę. Dręczyły mną wyrzuty sumienia, lecz to oni są winni, zostawili mnie na pastwę losu.
Po pewnym czasie do sali, wszedł lekarz i zbadał mnie, powiedział, że wszystko już ze mną w porządku, lecz kiedy dopytywałam jak tu się znalazłam nie chciał odpowiadać na pytania. W sumie to zachowywał się dziwnie. Kiedy lekarz wyszedł, wszedł chłopak o imieniu Michael.
- Pakuj się mała, jedziesz ze mną do mojego domu. – nie bardzo wiedziałam co się dzieje, myślałam, że pacjentów po przebudzeniu zostawia się na obserwacje, a nie od razu wypisuje.
- Mam tu znajomości- dopiero teraz zauważyłam, że chłopak mi się przygląda. Próbowałam wstać z łóżka, lecz mi to nie wychodziło, byłam zbyt słaba.
- Pomogę ci- chłopak wziął mnie na ręce i zaniósł do łazienki. Tam się trochę ogarnęłam, Michael dostarczył mi świeży zestaw ciuchów i wyszłam ze szpitala oparta na ramieniu Michaela, prawie zwijając się z bólu, ale nie chciałam, aby mnie niósł przez cały szpital.
-Poznaj to jest Chris mój kolega, mam nadzieję, że się dogadacie.- uśmiechnęłam się wysokiego napakowanego chłopaka i powoli z pomocą Michaela wsiadałam do auta. Kiedy jechaliśmy czułam strasznie zawroty głowy i mdłości. Ból głowy znów dawał o sobie znać, czułam się okropnie.
- Hej… dziewczyno wszystko z tobą w porządku ? Wyglądasz jak duch- odezwał się Chris.
- Nie….. nie bardzo- odpowiedziałam szeptem, moje ciało przechodziły dreszcze, a plecy oblał zimny pot. Czułam jakbym miała gorączkę .
- Za szybko zabrałeś ją z tego szpitala ! Nie jest tobą ! C o ty myślałeś, że za kilka dni się wykuruje z spotkania z Zackem. – nie bardzo rozumiałam ich słowa, skupiałam się na tym zbyt nie zwymiotować, zawroty stawały się nie do zniesienia.
- Przestań wygląda, całkiem dobrze… o matko ! Zatrzymaj się ! zatrzymaj !- auto zatrzymało się na pisaka, a Michael wyskoczył z auta i po chwili wyciągał mnie na zewnątrz- Przewietrz się, może ci coś to pomorze, może chcesz się napić ?- zachłannie wdychałam powietrze, zawroty powoli ustępowały, jednak głowa bolała mnie niemiłosiernie.
- Nie, dziękuję… wszystko w porządku- czułam jakby moja głowa nie była na swoim miejscu, tylko jakby gdzieś szybowała ponad mną.
- Dobrze choć, musimy ruszać dalej- z powrotem wsiedliśmy do auta, tym razem Michael usiadł z tyłu ze mną. Oparłam się o ramię chłopaka i usnęłam
Obudziłam się w jakimś nieznanym mi pokoju, dopiero po chwili przypomniałam sobie, że musi to być dom Michaela. Podniosłam się do pozycji siedzącej i rozglądnełam po pomieszczeniu, był to przestronny przytulny pokój z balkonem. Wygramoliłam się z miękkiego dwuosobowego łóżka i podeszłam do okna. Rozsunęłam rolety i zobaczyłam piękny widok, dokładnie to zachodzące słońce nad jakimś jeziorem. Patrzyłam na ten obraz jak zahipnotyzowana, gdy nagle usłyszałam głośną muzykę. Podążając za dźwiękiem, zeszłam po schodach na dół i przeszłam, przez kilka innych pomieszczeń aż dotarłam do ohydnego obrazu, a mianowicie Chrisa, Michaela i kilku innych chłopaków siedzących, a przed nimi tańczyły striptizerki w bardzo skromnych strojach.
Pierwszy zobaczył mnie Chris
- O nasze słoneczko się obudziło, jak tam samo poczucie ??- nie bardzo wiedziałam co odpowiedzieć, czułam się strasznie skrępowana.
- Już dużo lepiej, ale widzę, że przyszłam nie w porę- powiedziałam i zaczęłam się cofać, lecz w coś zahaczyłam nogą i usłyszałam tylko trzask szkła, kiedy się odwróciłam zauważałam, ze stukałam jakąś wazę.
- Przepraszam nie chciałam, przepraszam !
- Widzisz co zrobiłaś głupia suko, zbiłaś wazę, o którą Michael tak cenił!
- Przerwałaś nam pracę suko.
- To ta dziwka o której wam mówiłam- zaczęłam zbierać szkło, moje oczy napełniły się łzami od słuchanych epitetów lecących w moją stronę z ust tych dziewczyn, po chwili podszedł do mnie Michael i oderwał się mnie od czynności którą wykonywałam.
- Zostaw ja to posprzątam, stukałam to posprzątam- chciałam wyrwać mu swoją rękę, lecz na próżno.
- Evo, spójrz mi w oczy- nie mogłam spojrzeć mu w oczy, nie chciałam pokazywać swojej słabości- spójrz mi w oczy !
- To jest przykład nie po radnej głupiej dziewczynki
- Zamknij się Lena, nic cię do kurwy nędzy nie pytał o zdanie- Michael się odwrócił, a mnie nagle dopadł silny ból głowy, zgięłam się w pół, ból przeszywał całe moje ciało, aż trudno było mi oddychać.
- Eva co ci jest ?- zalał mnie zimny pot, lecz ból powoli ustępował, jednak wciąż moje ciało było sparaliżowane, nie mogłam się wyprostować. – Masz napij się wody, to powinno pomóc, a i jeszcze tabletki przeciw bólowe- Michael podał mi butelkę wody i jakieś białe tabletki, szybko je połknęłam i popiłam wodą.
- Ja wrócę do siebie-kiedy odwracałam się napotkałam na nienawistne spojrzenie, jednej z dziewczyn, to chyba ona miała na imię Lena, nie ma pojęcia, ale kojarzę to imię.

<><><><><><><><><><><><><>
Wiem, wiem rozdział krótki i nudny.
Mam kilka rozdziałów w przód, a to jest wstęp do pewnej akcji, tak więc proszę nie narzekać :P
Teraz przez pewien czas Justin się nie pojawi, wybaczycie ??
A jeśli miałybyście jakiekolwiek pytania to link to mojego ask.fm ;)

Tagi: Rozdział 23
19.01.2013 o godz. 00:47
Isabel (Iss) Carter (17l.)






Dziewczyna o dwóch obliczach. Dla rodziców jest idealną córką, natomiast wśród znajomych potrafi pokazać rogi. Jest jedną z najpopularniejszych dziewczyn w szkole. Pochodzi z bogatej, ale dość zaborczej rodziny. Uwielbia rządzić, choć w domu się nie wychyla. Szanuje swoich rodziców, choć może trochę dlatego, że boi się ojca. Nie to żeby ją bił czy krzyczał, po prostu. Bywa uparta i nie ufa nowym ludziom. Nie znosi, gdy ktoś ma raje, a ona nie.
Nienawidzi Tess, choć kiedyś były przyjaciółkami. Jej pasją jest taniec.
Przyjaźni się z Suz, Jane i 1D


Justin Bieber (18l.)






Rozpuszczony, bogaty chłopak. Mieszka z ojcem, jego matka nie żyje. Uwielbia imprezować i rozkochiwać w sobie dziewczyny. Jest chamski, uparty i uwielbia żartować sobie z innych. Ojciec wystawia go na pewną próbę. Czy da radę?


Suzanne Barnes (17l.)




Najlepsza przyjaciółka Iss. Przyjaźnią się od dziecka. Uwielbiają przebywać w swoim towarzystwie. Publicznie jest raczej nieśmiała, ale kiedy ktoś ją wkurzy potrafi dokopać.


Jane Williams (17l.)




Przyjaciółka Iss i Suz. Miła, miła, uwielbia spędzać czas z przyjaciółmi. Jej chłopakiem jest Louis.


Tess Walker (17l.)




Diwa szkolna. Uczestniczy we wszystkich imprezach i chodziła już z większością chłopaków w liceum. Jej celem jest być najpopularniejszą dziewczyną w szkole. Niestety uniemożliwia jej to Iss, która jest na pierwszym miejscu. Nienawidzi Iss i jej paczki, z wzajemnością.


One Direction

Liam Payne (17l.)
Harry Styles (18l.)
Louis Tomlinson (18.)
Zayn Malik (18l.)
Niall Horan (17l.)




Przyjaźnią się od lat i uwielbiają spędzać ze sobą czas. Mają mały zespół, ale jak na razie mało sławny. Uwielbiają dowcipy i prowadzą raczej szalony tryb życia. Przyjaźnią się z Iss, Jane i Suz.

Pozostali:


Raul Carter (47l.) – ojciec Iss. Jest dość zaborczy. Pochodzi z Indii, wychował się w LA, a mimo to nadal wyznaje resztki zaborczej kultury hinduskiej.

Rachel Carter (43l.) – matka Iss. Miła, koleżeńska. Pochodzi z LA, nie pochwala kultury męża, ale również się nie sprzeciwia. Pragnie szczęścia swoich córek. Zdanie męża jest dla niej święte.

Agnes Carter (12l.) – młodsza siostra Iss. Jest najukochańszą córeczką tatusia. Umie go poprosić o wszystko i zawsze to dostaje.

Rupert Bieber (46l.) – ojciec Justina. Ma raczej luzackie podejście do życia. Bardzo kocha swojego syna i pozwala mu na wszystko. Ale w końcu zauważy swoje błędy wychowawcze i postanowi coś z tym zrobić...
_______________________________________
No i mamy bohaterów. Mówcie co myślicie?
Pierwszy rozdział powinien się pojawić jeszcze w tym tygodniu.
PS: Dzięki za komentarze, pomimo tego że większość z was chce mnie udusić to nadal Was uwielbiam ;D

Do nn ;*
Tagi: bohaterowie
18.01.2013 o godz. 18:41
Justin przez tydzień nic nie mógł wymyślić na Angele wszystkiego już próbował a ona i tak odpłacała mu tym samym tyle że gorzej. Angela tego dnia nie miała szczęścia od rana nie dosyć że zaspała to miała tylko pięć minut na ubranie się i zjedzenia śniadania i spakowania lekcji . Ubrała się byle jak żeby było wzięła deskę i ,zjechała ze schodów co było złym pomysłem bo się wywaliła ale nic jej się nie stało szybko złapała jakieś jabłko i wybiegła z domu jak torpeda w połowie drogi musiała się wrócić torby zapomniała . Kiedy przybiegła do klasy było już 20 minut po dzwonku dobrze że ma dobrą kondycję
-Panna Angela spóźniona i uwaga za spóźnienie
-A wie pani gdzie ja mam pani uwagę tam gdzie słońce nie dociera
-Do..- nie dokończyła
-Do Dyrektora tak znam drogę dziękuję za wskazówki - powiedziała dziewczyna ze sarkazmem i wyszła z klasy , nie lubiła tej baby i to z wzajemnością więc były kwita . Poszła do dyrka zapukała weszła usiadła i zaczęła się gadanina
-Co tam Angela zrobiłaś ? - spytał się dyrektor
-Powiedziałam to co myślałam :D - uśmiechnęła się
-Czyli jak zazwyczaj no i co ja mam z tobą zrobić drogie dziecko zawiesić cię nie mogę bo angażujesz się w życie szkoły i jesteś sportowcem i oceny masz bardzo dobre
-To ja mam pomysł niech mi pan nic nie zrobi - powiedziała
-No dobrze odpuszczę ci tym razem wracaj na lekcje - powiedział
-Ok. - Wstała i wyszła z gabinetu i skierowała się do klasy weszła nie pukając
-A ty co tu robisz miałaś być u dyrektora ?! - wydarła się dyrektorka
-Wie pani co pani nic mi nie może zrobić jedynie to pocałować tam gdzie słońce nie dociera- uśmiechnęła się i poszła do ławki. Po lekcji wyszła na korytarz ale zobaczyła że przy jej szafce Ten Debil Bieber coś majstruje postanowiła się zakraść
-No panie Bieber jak miło że pana przyłapałam- odezwała się stojąc za nim - Albo odejdziesz stąd w tej chwili albo dostaniesz tak że własna matka cię nie pozna ! - powiedziała z groźną miną a on , odwrócił się do niej
-Ty mi nic nie możesz zrobić nawet mnie nie pokonasz - odezwał się
-A chcesz się przekonać że cię pokonam we wszystkim - syknęła i wykręciła mu rękę - miałeś czas na odejście od mojej szafki a tak twoja rączka trochę pocierpi
-Jesteś Pojebana - powiedział Justin
-Jestem Pojebana lala- zaczęła śpiewać , chłopak mimo wszystko że miał rękę wykręconą wsłuchał się jej niby to piosenkę i uświadomił sobie że ona na serio ma super głos chociaż śpiewała o sobie że jest pojebana ale to przez niego to robiła . Stwierdzenie jest takie że jego zemsta znowu się nie powiodła i ona jeszcze sobie nic nie robi z tego że ktoś nazwał ją pojebaną
-
ubranie1.jpeg
18.01.2013 o godz. 15:36
Moja słodka córeczka siedziała na moich kolanach i płakała.Nie mogłam jej uspokoić więc zaparzydłam jej herbatke na uspokojenie dla dzieci i mocno trzymała w swoich ramionach.Zastanawiałam się gdzie Justin może być i czy nic mu nie jest,dzieczynka jedynie szepneła Tatuś i nie powiedziałą nic więcej.
-Kochanie co się stało ??-zapytałam i lekko wypuściłam ja z ramion - Gdzie jest tatuś ?
-...-milczała,cisze jedynie przeszywał jej szloch i mój nierówny oddech.
-A niołku powiedz coś
-... tatuś on...-malutka wadłą w jeszcze większy płacz.
-Jaz uspokój się i powiedz mi wszytsko-powiedziałam i pocałowałąm ją w czółko.
Mała zaczeła mi wszytsko opowiadać ,łzy zaczeły spływać mi po policzkach...
-(...) i wtidy ucekłam-wyjśniła
-Zaprowadz mnie tam-odrzekłąm a małą złapała mnie za raczke i poszłysmy w strone parku.
(...)
-Przepraszam co się tu stało?zapytałam męszczyzny który był 1 z niewilu którzy stali obok zakrwawionego chodnika.
-Niecałe 5 minut temu odjechała karetka z chłopakiem,pobili go i uciekli-wyznał- co się dzieje z tym światem
-A nie wie pan przypadkiem kim on był lub gdzie go zaprali-dopytywałąm
-Kim jest nie wiem a zabrali go do szpitala na Grady Memorial Hospital (nazwa prawdziwa).
-Dziękuje panu-powiedziałam i razem z córeczką ruszyłysmy na postój taksówek.
-Proszę do szpitala Grady Memorial Hospital- rozkazałąm i już o chwili jechaliśmy w wyznaczone miejsce.Gdy podróż się zakończyła,zapąciłąm należna sume i ruszyłyśmy do srodka.
-Przepraszam gdzie leży osoba przewieziona z parku?
-A kim pani jest ??
-Dziewczyna potem narzeczoną i jeszcze potem żoną a to k*** jego córka!-powoli zaczełam się denerwować.
-Spokojnie piętro 3 sala 130.
-Dziękuje
Poszłyśmy w wyznaczony cel akurat traf chciał że trofiłąm na lekarza wychodzącego z jego sali.
-Przepraszam co z nim ??-No więc ma złamane 2 żebra,cały jest poobijany i ma rozcięty kawełek głowy z tyłu-oznajmił lekarz\
-To dobrze-czaczełam ale zostało mi to [rzerwane.
-Jest też zła wiadomość....
-Czyli???-zapytałam trzymając dzieczynke mocnej za dłoń.
-Chłopak jest nieprzytomny i możliwe ,że wpadł w śpiączke.
-Ale...jak ? ile to będzie trwac??-pytałąm zszokowanaze łzami w oczach.
Nie wiadomomoże trwać od 2 do 14 dni ale tagże kilka miesięcy-odparł siwy facet.
-Dziekuje a można do niego wejśc ?
-Tak proszę-odpowiedział i odszedł notując cos w papierach.
Po woli przekroczyłam próg sali zmała na ramionach.Ta notomiast szybko zeszłaz moich rąk i pobiegła do chłopaka (1 zdjecie) Powolnym ruchem podeszłam go łózka.Pogłaakałm go po policzku i pocałowałam delikatnie jego usta ,które nie były już takie malinowe można powiedzieć,że wyblakły a jego czekoladowe oczy,schowane pod powiekami.Spojrzałam na malutką kóra trzymał dłoń Justina,przynajmniej próbowała ją złapać całą w swoje malutkie rączkido tego je spojrzenie cały czas skierowane było na jego twarz jakby miała taka samą nadzije że zaraz otworzy swoje oczy.
Czy Bóh robi sobie z nas żarty,tyle przeszliśmy,ale czy keidyś będziemy szczęsliwi...a może coś nas jeszcze spotka....

Od Aut : I Co podoba się bo według mnie do dupy ale pisze :D Ciesze sie że ktoś to wogóle czyta :D Pytajcie mnie o co chcecie :D <3 Skoro tacy chętni jesteście to może tak

10Komentarzy=37 Rozdział

# Osia
Tagi: 36.
18.01.2013 o godz. 15:25

http://ask.fm/justinhope - jest moc znalazłam hasło :D
Rozdział będzie jutro a tym czasem PYTAJCIE
Tagi: haslo
17.01.2013 o godz. 20:51
[...] to był Harry Styles za nim z auto wyszła jakaś dzieczyna .Niestety nigdzie nie dostrzegłem tego szkraba.
-Co się tak rozglądasz?-zapytał z obrzydliwym uśmiechem.
-No wiesz co szukam swojej córeczki-odpowiedziałem z ironią.
-Aaa no tak małą,słodka Jazmyn muszę przyznać że jest strasznie podobna do was z wyglądu do ciebie i minimalnie do dziewczyny a z charakteru do Hope-zasmiał się wrednie.Dzieczyna obok niego tylko uśmiechałą się "zalotnie" do mnie.
-Och widzisz,dziękuje... a teraz oddawaj mi ją-zacząłem się powoli denerować.
-No weż nie tak nerwowo kochanie-zapiła dzieczyna.
-Zamknij się-podniosłem głos,powoli moje myśli kierowały się w strone ,że może być to pułapka.
-Przypominam ci że mamy waszą córeczke..
-... CZego chcesz ?-zapytałem po chwili milczenia.
-mmm pomyślmy...-powiedział i spojzał na swoją towarzyszke-a własnie przedstawiam ci moją przyjaciółke Victorie.
-Spoko ale czego odemni a tym bardziej od nas chcecie?
-Szczerze żebyście cierpieli tak samo jak ja kiedy Hope mnie wyśmiała gdy wyznałem jej miłość,żebyście męczyli się do końca życia z myślą,że wasza córeczka nigdy nie pokarze się w waszym domu-oznajmił z taką nienawiścią.
-Najwyraźniej MOJA DZIEWCZYNA ma dobry gust -specjalnie podkeśliłem moja dzieczyna przy okazji podziwiałem jak robi się czerwony.Harry wskazał gestem dłoni na auto z którego po chwili wyszedł mój kwiatuszek a zaraz przy nim pojawiła się ta cała Victoria i złapałą Jazmyn żeby nie uciekła
-Ziositaw-powiedziała mała kiedy tamta za mocna złapała za jej ręke i zaczeła ciągnąć w naszą strone.Kiesy ujżała mnie na jej słodkiej buźce pojawił się wielki uśmiech-Tatuś.
Próbowałą do mnie podbiec ale uniemożliwiła jej to blondynka,ja sam naewt nie próbowałem podejść.
-Cześć Córeczko-powiedziałem z uśmiechem i wysłałem jej buziaka który ona rozpromieniona przyjeła.Kątem oka dostrzegłem wsciekłe spojrzenie Styles'a.
-Dość,BRAĆ GO !!!-krzynął a kołomnie pojawiło się około 5 GORYLI ubranych na czarno.Dwaj z nich mieli metalowe pręty albo rury.Byli bardzo mustkralni,długo nie musiałem czekac ąż poczułem pierwsze uderzenie a za nim mase kolejnych.Widziałem przerażoną a zarazem zalaną łzami dzieczynke.Po kiku minutach nie miałem już siły sie bronić i zadawać ciosów.Więc powoli upadłem i zacząłem mdleć ostatnie co widziałem to uciekającą Jazmyn a potem zamknąłem oczy możiwe że na zawsze.
Oczami Hope
Nie wiem która jest godzina ale za oknem panują egipskie ciemności.Proszki działąją idealnie nie odczuwam bólu,cierpienia jakbym uzywała żyletki..Nie pokoiło mnie że miejsce obok mnie jest puste.Zeszłam na dół aby napić się wody przy okazji upewnić się ,że Justin'a nie ma w domu.Kiedy miałam już wchodzić na góre usłysząłam dzwonek do drzwi.Najpierw sprawdziłąm kto to może byc prez Judasza le nikogo nie było więc wróciłam ponownie ruszyłąm do sypialni.Kolejny raz zabrzamiał dzwonek.Lekko zirytowana otworzyłam je i dostrzegłam całą zapłakaną i przerażoną córeczke.Szybko chwyciłam ją w swoje objęcia,tak strasznie byłam szczęśliwa.
-Kochanie co się stało?-zapytałąm małą.
-Tatuś-szepnełą i zaniosła się jeszcze większym płączem....

Od Aut: Now ięc jak się podoba rozdział ??? Od razu dziękuje za pomoc piosenka Make you Belive jest już w moim folderze "Love Music".
No to tak chciałąbym polecić ten blog : http://pysiabelieve.bloblo.pl/ http://justinowaconda.bloblo.pl/
http://promises-scry.bloblo.pl/
.....
<3 Chce was trochę przymobilizować więc :

8 Komenatrzy=36 Rozdział
Tagi: 35
17.01.2013 o godz. 18:10
Hejka kochani nie wiecie skąd można ściągnąć piosenke Justin'a Make you Belive ??? Próbowałam już z YT ale nie znalazałam takiej wersji którą można ściągnac (wiecie o co chodzi ) Od razu mówie kolejny rozdział napisany ale czekam na te upragnione 4 komentarze :D Z góry dzięki za pomoc ....
Tagi: help
16.01.2013 o godz. 19:26
6 miesięcy później

Dziś mieszkam wraz z Justinem i Bellą w San Francisco. Mamy mały domek na obrzeżach miasta. Nie przelewa nam się, ale jesteśmy szczęśliwi, a to się liczy.
- Kochanie, ja idę do pracy. Odbierz małą z przedszkola o 15:30 – powiedziałam całując Justina w policzek.
Pracuję w firmie marketingowej. Jestem asystentką szefowej. Nie zarabiam dużo, ale to zawsze coś. Dziś był naprawdę piękny, słoneczny dzień. Po chwili byłam już na miejscu.
Dzień minął przyjemnie i szybko. Zawsze jest tyle pracy, że nie ma się kiedy nudzić.
- Samanta, zamkniesz dzisiaj dobrze? Ja muszę wyjść wcześniej. – powiedziała Merry – moja szefowa.
- Dobrze. – przytaknęłam.
Spojrzałam na zegarek. Wskazywał 19:00. Wzięłam do ręki telefon i wykręciłam numer na domowy telefon.
- Halo? – usłyszałam głos Justina
- Cześ skarbie. Dzwonie powiedzieć, że będę za jakieś pół godziny. Możecie robić kolację.
- Ok. Wracaj bo tęsknię – marudził jak małe dziecko
- Będę za pół godziny. Tyle to chyba wytrzymasz?
- No nie wiem.
- Musisz. Ucałuj małą. – rozłączyłam się.
Chwyciłam klucze z biurka, po czym zeszłam na dół budynku. Upewniając się że wszyscy wyszli zamknęłam drzwi i ruszyłam przed siebie. Zaczynało się już robić ciemno i było chłodno. Rozejrzałam się dokładnie upewniając, że nie widać żadnego samochodu, po czym weszłam na jezdnię. Po chwili jednak oślepiły mnie światła. Poczułam ogromny ból, a później nastała ciemność. Usłyszałam jeszcze tylko paskudny śmiech i słowa:
- Mówiłem że jeszcze tego pożałujesz!


Co się stało dalej? Samanta nigdy już nie dotarła do swojego ukochanego i córeczki. Odeszła. Trafiła gdzieś, skąd będzie ich obserwować i dbać o ich szczęście.
James – morderca Sam został schwytany. Policja miała świadka, który widział go na miejscu wypadku. W końcu sam James przyznał się do zaplanowanej zbrodni. Nie mógł przeżyć upokorzenia jakiego doznał ze strony Samanty. Popełnił samobójstwo.
Co z Justinem i Bellą? Oboje bardzo przeżyli śmierć najdroższej im osoby, ale dają sobie radę. Mieszkają gdzieś w świecie. Być może spotkasz ich kiedyś na ulicy i nie rozpoznasz w nich Justina i Belli, ale zwykłych, szarych ludzi.
Dlaczego tak się to skończyło? Być może musiało. Nie każda miłość kończy się szczęśliwie. Ale pomimo straty trzeba żyć dalej. Trzeba przetrwać. Być może tak musiało być.

_____________________________________________________
Wiem! Wiem! Zabijecie mnie! Ale pomyślałam że jak tak się wszystko kończy happy endem to jest nudno. Ogólnie nie podoba mi się ten ostatni rozdział, ale nie miałam pomysłu na nic lepszego. Być może ta historia miała się tak skończyć od początku...
W każdym razie to koniec tego opowiadania, ale nie mojego bloga! Bohaterów nowego opowiadania dodam, jak będzie minimum 6 komentarzy pod tym rozdziałem.

Chciałam serdecznie podziękować tym, którzy czytali i komentowali to opowiadanie ♥ Kocham Was ;*
Najbardziej chcę podziękować briliant smile ♥, która jest ze mną od początku. Ubóstwiam Cię x♥x

Dziękuję również tym Wspaniałym Dziewczynom:
justin-drew-bieber-hope ♥
beautiful-chick ♥
CarmenBlue ♥
ola9917 ♥
Jelenaa ♥
You-Are-My-Destiny ♥
jelena6 ♥
believe-inyourself ♥
my-drema-by-JB ♥
JusBieber ♥
Choise ♥
oraz wszystkim, którzy czytali moje opowiadanie ♥♥♥

Uwielbiam was wszystkie x♥x



Ps: Przepraszam justin-drew-bieber-hope ♥ Wybacz ;cc

Do nn ;
16.01.2013 o godz. 17:40
WRACAM Z NOWĄ WENĄ TWÓRCZĄ HEHE...

Plan Justina jednak nie za bardzo wypalił żeby wkręcić Angele do jego nowego teledysku dlatego że jak się o tym dowiedziała od razu powiedziała nie chociaż jej ojciec ją przekonywał żeby się ona jednak zgodziła ale była nieugięta. W szkole jak w szkole dziewczyna kilka razy była na dywaniku u dyrektorka ale to norma a Justin cały czas jej dokuczał czyli dzienna norma obije próbowali zachowywać się normalnie tak jak zazwyczaj ale po tym wydarzeniu z tym teledyskiem Angela stała się jeszcze gorsza dla Biebera zresztą on odpłacał jej tym samym więc , byli kwita. Kiedy dziewczyna siedziała z Chrisem przed budynkiem szkoły i obmyślali jak tu wkurzyć matematyczkę sławny Bieber wyszedł ze szkoły z Plastikami Chelsea i z Paulą. Jednak nastolatkowie próbowali się tym nie przejmować i nadal wymyślali żeby jakoś wkurzyć nauczycielkę ale tamci jak na złość byli na tyle głośno że Angela i Chris wszystko słyszeli w dziewczynie aż się , gotowało oczywiście nie z zazdrości tylko ze złości bo nie mogła się skupić na ich konkretnym zadaniu. Justin cały czas kątem oka przeglądał się Angeli widział że się strasznie wkurzyła bo zakłócają jej ciszę i spokój ,ale nie przewidział co go czeka za chwilę.
-Bieber uspokój swoje towarzyszki bo jak ja to zrobię to będzie źle z nimi- krzyknęła Angela
-Bo co mi zrobisz jak ich nie uspokoję ty mi możesz tyle zrobić co nic rozumiesz dziewczynko ! - odpowiedział
-Przegiąłeś - powiedziała i podeszła do niego z telefonem i pokazała mu ciekawe nagranie jak spada z drzewa a raczej z gałęzi drzewa ubaw po pachy
-To jak uspokoisz je czy wolisz żeby te nagranie poszło do neta a wtedy , każdy uzna że Bieber to ciota - syknęła
-Nie zrobisz tego! - krzyknął
-Przekonasz się jestem zdolna do wszystkiego jak je uspokoisz to nagranie nie spotka światła dziennego a jak nie..- nie dokończyła bo jej przerwał
-Dobra uspokoję
-Grzeczny chłopczyk ale i tak jesteś ciotą - rzekła i wróciła do Chrisa. Po południu do Justina przyszedł Chris
-No siemka stary - powiedział Chris
-Siema zabije kiedyś tą całą Angele zobaczysz kiedyś zobaczysz ją na cmentarzu.
-Usunęła to nagranie bo ją o to wyprosiłem - powiedział chłopak z uśmiechem
-Dziękuje stary ona na serio jest zdolna do wszystkiego
-Tak pięć razy wylądować u dyrka na dywaniku w jeden dzień pokonała swój własny rekord - powiedział Chris ale Justin i tak postanowił się zemścić na dziewczynie miał jej już dosyć a najdziwniejsze jest to że , on cały czas o niej myśli KOSZMAR
16.01.2013 o godz. 10:58

34

-I co jak tam Hope-powiedział głos po drugiej stronie słuchawki a imie dziewczyny wypowiedział z taką nienawiścią.
-A co cię to interesuje?-zapytałem zdezorientowany.
-Mnie nie ale córeczka się stęskniła-zaśmiał się wrednie i w tym momencie usłyszałem płącz Jazmyn.Byłem juz na prawde strasznie wściekły a za razem bezsilny jak z resztą zawsze.
-Gdzie ona jest?!-wrzasnąłem na prawde wkurzony.
-Oj tak się proszę nie denerwować-zakpił głos
-Zamknij się,jak coś jej się stanie zamorduje cię-powiedziałem już trochę spokojniej choć we mnie nadal się gotowało.
-Radze nie grozić mi,ja mam twojego aniołka a ty nic-kolejny raz w czasie rozmowy zaśmiał się wrednie.Zaczął mnie po woli przerażać.
-Dobrze co mam zrobić?-zapytałem cicho ze łzami w oczach.
-Na razie nic czekaj na instrukcje-odezwał się i po chwili mogłem już wsłuchiwać się melodi w słuchawce która świadczyłą że się rozłoczył najgorsze było że dzwonił z zastrzeżonego.
Poszedłem do kuchni i opadłem bezwładnie na krzesło.Nie mam pojęcia ile tak siedziałem ale kiedy się ocknąłem an dworzu robiło sie ciemniej,powoi wstałem i zrobiłem dwie ciepłe herbaty.Poszedłem do sypialni małej ,ale brunetki w niej nie było.Zdziwiłem się i zacząłem jej szukać.Po kilku minutach poszukiwań znalazłem ją na huśtawce w ogrodzie.Normalny człowiek by odszedł aby pobyła słaba ale po 1.Nie jestem normalny a po 2.Chyba nikt na moim miejscu by miłości swojegożycia nie zostawił w takim stanie.
-Trzymaj-delikatnie podałem jej kubek a ona bezsłowa chwyciła w soje dłonie i umoczyła wargi ciepłej cieczy.
-Dobrze się czujesz?Coś czy podać,przyniesć ?
-A dasz rade znaleść i zproadzić Jaz jak tak to chetnie-powiedziała cicho ale i tak usłyszałem nutke sarkazmu i zpojrzał mi w oczy.Patrzydła które świeciły iskierkami radości i miłości wyblakły.
Serce mi się łamało kiedy na nią patzryłem.I co mam zrobić poszukiwnia na własną ręke nic ie przyniosły a poicja nic nie ma ,jedyna nadzieją na odnalezienie jej jest ten telefon.Właśnie telefon spojrzałem na wyświetlacz swojego IPhona i dostrzegłem jedną nieodebraną wiadomość poczułęm nadzieje.
-Choć do srodka bo zmarzniesz-położyłem swoją ręke na jej ramieniu.
-Okey-szepneła i weszliśmy do domu.Zaprowadziłęm dzieczyne do sypialni i podałem leki na uspokojenie.Kiedy usnełą zeszłem ponownie na dół,usiadłem na sofie i zamierzałem otworzyć sms kiedy podbiegł do mnie Moose.
-Co tam piesku?-pogłaskałem go po łebku.Niestety kiedy ponownie próbowałem otworzyć wiadomość rozległ sie dzwięk mojej komórki nie patrząc odebrałęm a osoba po rugiej osobie okazał sie być ....
-Jak tam Hope?-zapytał Chris na początku rozmowy.
-A jak ma być,nadal się prawie nie odzywa,proszki działają więc jest spokojna i cały czas prawie spi jednym słowe nic od wczoraj się nie zmieniło-odpowiedziałem głosem który mówił sam za siebie.
-Może podjechac do was? Pomóc jakoś?
-Nie lepiej nie-powiedziałem i spojrzałem na zegarek na którym widniałą godzina 22:30.
-Ale na pewno?-dopytywał się co mnie lekko wyrowadziło z równowagi.Dziękuje mu za to,że nas wspiera ale..sam nie wiem.
-Tak Chris na pewno nie przyjeżdzaj,słuchaj muszę kończyć Pa.
-Pa-chłopak wypowiedział swoje a ja się rozłączyłem.Położyłem się na meblu.
-Moose chcesz jesć?-zapytałem pieska który na wzmianke o jedzeniu zaczął szczęśliwy merdać ogonem.pOdszełem do miski i wlałem mu mleko zaś w drugą wsypałem karme suchą dla szczeniąt.Po wykonaniu czynnościsprawdziłem wiadomość ,niestety była to tylko oferta nowego pakietu na telefon.
Tydzień Póżniej

-Zrozum to ja jestem winna,nasz aniołek zniknął przezemnie-dzieczyna zaczeła po raz kolejny obarczać siebie winą
-Hope kochanie zrozum to nie jest niczyja winna ,nikt nie mógł tego przewidzieć-zacząłem jej tłumaczć na nowo.
-Nie !!! To moja winna mogłam ją wziąść do nas-krzykneła a ja próbując ją uspokoić przytuliłęm ją mocno do siebie.
-Kochanie udpokój się-zaczałem delikatnie ale dziewczyna miała gdzieś co chce jej przekazać i zaczeła się szarpać
-Nie odtykaj mnie!!-wrzasneła i zaczeła sie mocniej szarpać.Poczułem straszny ból który rzeszywał moje ciało,ból który próbowałem ukryć ale miłośc mojego zycia
wyrywa się odemnie i patzry na mnie z nienawiścią i obrzydzeniem.Kiedy wreście się odemnie uwolniła pobiegłem po strzykawe z lekiem na uspokojenie.
-Hope!!-krzyknąłem i zaczałem jej szukac wreście usłyszałem wysypywanie się proszków więc wpadłem so naszej sypialni i wyrwałem proszki z jej rąk za nim je jeszcze połkneła i szybko ale delikatnie żeby jej nie zabolało wstrzyknałem jej lek.Dzieczyna jż spokojna spojrzała na mnie ze zami w oczach.Wziałem ją na ręce i połozyłem na łózku.Długo nie czekałem aż zapadła w głęboki sen a ja zasnąłem rzem znią.
Rano

Obudziłem się i zszedłem na doł.Przygotowałem śniadanie a kiedy chciałem wyjść na gonek przeszkodził mi w tym list leżacy na wycieraczce w którym znajdowały się instrukcje o którym mówił ten głos kilka dni temu.
Wynikało z nich że o 1 w nocy mam stawić się w oddalonej części parku
Noc

Dzień przebiegł spokojnie włśnie siedze w samochodzie i jade we wskazane miejsce ,miałem nikomu nic nie mówić i tak też zrobiłem.Gdy wysiadłem z pojazdu poczekałem chwile aż pojawił się samochód a gdy zobazyłem twarz tej osoby oniemiałem ponieważ był to ....

Od Aut: Sorki że tak zjebałam rozdział ale czasu nie miałąm przepraszam


6 kom=35 rozdział
Tagi: 34
15.01.2013 o godz. 17:04

Sad

Wiecie co siedze teraz i becze :'( i wyglądam pewnie strasznie a to wszystko przez jedno opowiadnie http://thatbeeasy.bloblo.pl/ zaczełam je czytać ponownie ale zapomniałam jak się kończy :( Dlatego ja nigdy nie zakończe opowiadanie bez Happy End'u dla mnie wszytsko musi mieć szczęśliwy koniec ... wiem uważacie że nic nie wiem bo nic nie ma Happy End'u ale sorki jak ja nawet płacze kiedy widze zwiastun Titanica albo kiedy czytam że kogoś zabili .... I teraz k**** będe beczeć za kazdym razem kiedy sobie przypomne jak się zakończyłą ta historia.... No bo hallo jak można nie płąkać przy tym :


* * * Oczami Justina * * *


- Tracimy go ! – usłyszałem krzyk lekarza i poczułem się tam nieziemsko dobrze. Unosiłem się w powietrzu, nie czułem bólu, żalu ani niczego innego. Jedyne uczucie, które mnie przepełniało to tęsknota za dziewczyną, której już nigdy nie przytulę. Odszedłem od niej, tak bardzo szybko. Zostawiłem ją samą sobie i nie mogę nic z tym zrobić. Nagle znalazłem się w ciemnym korytarzu. Miał dwa wyjścia – jasne światło ,które raziło i ciemnie. Chciałem wracać tam gdzie ciemno, wrócić na Ziemię, ale jakaś nieznana mi moc ciągnęła mnie w przeciwną stronę – do jasności.
Poszedłem w tamtą stronę i zobaczyłem sylwetkę dziewczyny. Była to Megan. Wyglądała całkiem inaczej. Miała zaróżowiałe policzki i uśmiechała się lekko.
- Megan ?- zapytałem niedowierzając.
- Jednak to ona przeżyła … - zaczęła smutno dziewczyna. - A więc trafiłeś do nieba Justinie ... Muszę Ci coś pokazać, chodź ze mną. – powiedziała miłym tonem głosu i wyciągnęła swoją chudą rączkę w moim kierunku. Dotknąłem jej i nagle zobaczyłem siebie łażącego na szpitalnym łóżku. Do mojego ciała było podłączonych mnóstwo urządzeń. Lekarze próbowali mnie ratować. A więc umarłem. Pozostawiłem ją na pastwę losu, małą bezbronną. Obróciłem się w stronę drzwi i ujrzałem za szybą moich rodziców.
- Czy oni ? – zapytałem Megan.
- Nie, nie widzą Cię. – odpowiedział. Wyszedłem na korytarz. Widziałem po raz pierwszy jak mój tata tuli mamę do siebie. Obje płakali. Ja także utuliłem ich ciała po raz ostatni. Za nimi stał Scooter z Kennym oni również płakali. Przytuliłem ich.
- Żegnajcie. – powiedziałem wychodząc ze Sali.
Wyszedłem z pomieszczenia ostatni raz na nich zerkając. Widziałem jak patrzą na moje martwe ciało i płaczą, wiedząc, że nie wrócę.
Znalazłem się na długim korytarzu. Po prawej stronie na plastikowych krzesłach siedziała ciocia Eleny a także chłopacy z One Direction. Podszedłem do nich i każdego z nim przytuliłem do siebie. Stojąc naprzeciwko chłopaków z oczu zleciała mi łza. Obiła się o podłogę, a za nią kolejna.
- Proszę, dbajcie o nią. – powiedziałem z żalem i smutkiem, że właśnie ja ją zostawiam. Mnie potrzebowała najbardziej. Poszedłem dalej. Napotkałem salę, w której leżała Elena. Była blada, obok mnie przemknął lekarz ,a za nim jej tata.
- Pewnie zastanawiasz się jakie masz obrażenia. Parę szwów na głowie, złamane żebro i już nigdy nie staniesz na nogi. – powiedział mężczyzna przeglądając wyniki badań. Serce biło mi jak oszalałe. Moja mała Elena już nigdy nie stanie na nogi, już nigdy nie pobiega. Poczułem jak znów po moich policzkach spływają łzy, choć byłem tylko duszą Justina.
- Ale z dzieckiem wszystko dobrze. – dodał po chwili lekarz a ja wystawiłem oczy.
- Jakim dzieckiem ? – zapytała mama Eleny.
- Pani córka jest w ciąży, to trzeci miesiąc. Dziecko jest zdrowe. – odpowiedział lekarz. Ukryłem swoją twarz w dłoniach. Nie mogłem jej teraz spojrzeć w oczy nawet jeżeli mnie nie widziała. Zostawiłem ją samą, z dzieckiem. Moim dzieckiem … Nagle usłyszałem jej osłabiony głos.
- A co z Justinem Bieberem ? – zapytała. Lekarz nic nie odpowiedział, zrobiło się strasznie cicho. Wyjął z białego fartucha kartkę, rozwinął ją i podał dziewczynie. Widziałem jak analizuje jej tekst a w jej oczach zbierają się łzy. Zacząłem podchodzić bliżej jej łóżka. W końcu stałem po jego drugiej stronie, naprzeciw jej rodziców.
- Tak bardzo Cię przepraszam Kochanie. Przepraszam, że zostawiam Cię w momencie kiedy najbardziej mnie potrzebujesz. Wiem, że to nie tak miało być. Mieliśmy być szczęśliwi do końca życia, ale zobacz. Nasze życie od początku było zwariowane i niepewne, a my snuliśmy się w przeszłość i wierzyliśmy, że będzie lepsza, ale nie wiedzieliśmy, że są siły wyższe, po prostu w to nie wierzyliśmy. A teraz ? Teraz leżysz tu sama, beze mnie. Przepraszam Cię za każdą krzywdę jaką Ci wyrządziłem, a było ich wiele. Sądziłem, że pożegnamy się, ale nie jest to możliwe. Kocham Cię i zawsze będę kochał. Mam nadzieję, że będziesz pamiętać o Justinie, który kochał Cię jak nikogo innego. Może znajdziesz kogoś, kto będzie Cię kochał tak samo jak ja, życzę Ci tego z całego serca. Nie zapomnij o mnie. – mówiłem wszystko z bólem patrząc na nią jak jest rozczarowana i zawiedziona moim odejściem. Dotknąłem jej dłoni i lekko ją ścisnąłem. Nachyliłem się nad nią i ucałowałem po raz ostatni jej usta po czym delikatnie dotknąłem jej brzucha i jego także pocałowałem. – Kocham Was. – dodałem przed wyjściem z Sali gdzie czekała na mnie Megan. Ostatni raz spojrzałem na Elene, oczy mi się zaszkliły. Nie mogłem z nimi zostać. Podążyłem za Megan i odeszłam na zawsze od mojego nienarodzonego dziecka i wspaniałej kobiety.



Albo tym bardziej przy tym :

Kilka lat później


- Drew, proszę załóż kurteczkę. - powiedziałam do mojego synka z drugiego pokoju. Następnie złapałam za koła mojego wózka i delikatnie zaczęłam je pchać. Znalazłam się w zielonym pokoju. Na samym środku siedział Drew i próbował założyć swoje małe buciki. Podjechałam do niego, chwiciłam go razem z bucikami i posiadziłam na moich kolanach. Złapałam czarne trampki i wsunęłam je na jego małe nóżki. Następnie ucałowałam jego głowę i postawiłam na podłogę zwichrzając jego brązowe włosy - tak bardzo przypominał Justina, prawie w każym calu. Klepnęłam Drew'a lekko w ramię a on pognał po kurteczkę.

Minęły cztery lata od śmierci Justina. W dnia, w którym się dowiedziałam, że jego dusza opuściła ten świat coś we mnie pękło - sądzę, że na zawsze. W tym dniu, w którym dowiedziałam się, że nie będę już chodzić. Tego dnia narodziła się moja nienawiść do tego świata, przeklnęłam go, ale mała istota, którą chowałam pod sercem całe dziewięć miesicy nie pozwala mi go opuścić. Czuję się strasznie myśląc, że moje dziacko będzie doświadczać zła jakie dosięga każdego na tym niesprawiedliwym świecie.
Każdego dnia sięgam pamięcią do dni, w których byliśmy szczęśliwi, nieświadomi tego co niesie ze sobą przyszłość - młodzi, pełni energii i otwarci na zmiany, ale nie aż tak wielkie. Jego nieład na głowie, malinowe usta i brązowe oczy przyprawiające o zawroty głowy i nagłe wstrzymywanie oddechu.
Żadne z nas nie przypuszczało, że po prostu życie się skończy w tak młodym wieku. Snuliśmy plany i marzenia, zapominając, że jest ktoś wyższy od nas i, że przecież śmierć może przyjść w każdym momecie i odebrać nam to co najcenniejsze - drugą osobę

Nagle do pokoju wpadł Drew z niebieską kurteczką i rzucił sie na moje kolana. Oczywiście znów wzięłam go na kolana i wpatrywałam się w jego brązwe oczy pełne iskierek radości, uśmiechnięty, pełny życia, nieśiwiadomy jaki ten świat jest okrutny.
- Chodź, idziemy. - powiedziałam do chłopca ściągając go z moich kolan. Podjechałam do wieszaka i zabrałam z niego czarny płaszcz. Nałożyłam go na siebie i otworzyłam drzwi łapiąc Drew'a za rękę. Opuściliśmy nasz prytulny domek w Nowym Yorku i zjechaliśmy po zejściu dla inwalidów. Chłopic doświadczał przy tym zawsze wiele frajdy siedząc na moich kolanach podczas kiedy wózek zjeżdzał w dół. Widziałam jego rozpromienioną buzię, zaróżowiałe policzki, wiatr w jego włosach, szłyszam jego śmiech i lekkie krzyki.
Zupełnie jak na moich wakacjach z Justinem, kiedy wrzucał mnie do wody mimo moich protestów. Wtedy cieszyliśmy się z takich błahostek, teraz oddałabym za nie wszystko.

Nad Nowym Yorkiem gromadziły się ciemne chmury, przyśpieszyłam popychania kół wózka i mocniej chwyciłam małą ręczkę chłopczyka. Śpieszyliśmy się, aby zdąrzyć przed burzą, na którą się zbierało. Drew cieszył się każdego dnia, że odwiedzi przedszkole - wtedy i mnie było lepiej.

Choć minęły cztery lata to czuję się jakby nic się nie zmieniło - ból wciąż tylko rośnie, koszmary po nocach powracają. Czasami widzę Justina, który zapewnia mnie, że będzie dobrze i muszę być silna, nie dla siebie, czy jego tylko dla Drew'a.
Jest zastępcą Justina w moim życiu, zalewa większą część pustki jaka po nim powstała. Jest tak bardzo podobny do swojego taty, cieszę się, że jest ze mną.

Zaprowadziłam chłopca do przedszkola a sama wróciłam do pustego domu. Odwiesiłam płaszcz i zrobiłam sobie gorącą czekoladę. Podjechałam do okna trzymając w ręki kubek. Wpatrywałam się w odchłań za oknę, widziałam jak świat pożera deszcz, wszyscy mokną. Poczułam się jak kilka lat temu. Osiemnastoletnia Elena siedzi na parapecie i czeka na chłopaka, który ma wrócić do niej prosto z LA. Przesiaduje na parapecie noce i dnie czekając na niego, aż w końcu wraca. Uśmiech pojawia się na jej twarzy.
Dalszą część zostawiłam w spokoju. Nie chciałam powracać do tamtych dni myślą, chciałam zostawić ją za sobą.
Nagle w pokoju usłyszałam nierówny oddech. Obróciłam się i ujrzałam te idealne kształ twarzy, zwichrzone włosy , brązowe oczy i serdeczny uśmiech.
- Justin ? - zapytałam uradowana, ale niedowierzałam też, że stoi przede mną kilka lat po swojej śmierci.
- Jesteś dzielna. - odezwałam się do mnie, jego oczy błyszczały jak kiedyś. Patrzyłam na niego z otwartą buzią.
- Obiecałam. - odpowiedziałam po chwili. Nie byłam pewna czy to zwid czy on naprawdę tu był.
- Posłuchaj mnie, widzę, że sobie radzisz, ale to właśnie Ty dostałaś drugą szansę, aby Twoje życie było lepsze, abyś uszczęśliwiała innych po mimo swoich upadków w życiu. Ja nie mogę nic już zrobić. Zostawiam wszystko Tobie, zostawiłem cztery lata temu, ale poradziłaś sobie po mimo wszystkiego. Pamiętaj, że zawsze jestem obok Ciebie. Możesz do mnie mówić, ja usłyszę. Już nie jesteśmy razem ciałami, ale nie musimy się rozdzielać. Bądź silna. Kocham Cię. - dodał na koniec. Łza spływała mi po polczku, po raz kolejny żeganałam się z nim. Zaczęłam zbliżać się w jego kierunku, ale zamiast Justina została mgła, która wypełniła cały pokój.

Po raz kolejny w życiu zatanawiałam się czy mam czego żałować, ale nie miałam. Moje życie było udane aż do 24 sierpnia - data moich urodzin i śmierci Justina.
Mieliśmy człodny marzec. Wiedziałam, że rocznica jego śmierci zbliża się co raz bardziej. Drew wiele razy pytał o Justina, ale rozumiał, że tata nie wróci, cieszył się mną. Aja wiedziałam, że Justin się nami opiekuje i nie da nas skrzywdzić nikomu. Teraz był moim Aniołem Stróżem.
Sądzę, że te trzy miesiące jakie dane mi było spędzić z Justinem byłby najlepszym okresem mojego życia. Chciałabym, aby wróciły.

- Jesteśmy. - powiedziała moja przyjaciółka wchodząc do domu z małym Drew'em. Chłopiec od razu wbiegł do pokoju i stanął przde mną.
- Mamo, dlaćego płaczesz ? - zapytał swoim dziecięcym głosem.
- Wszystko dobrze. - powiedziałam do chłopca i przytuliłam go do siebie głaszcząc po włosach.
Widziałam jak u progu drzwi staje Carol (przyjaciółka, którą poznałam po przyjeździe do NY) Zaczęła się lekko uśmiechać.
Tuląc do siebie małe ciało chłopca wiedziałam, że muszę przejść resztę życia tak jak przez te cztery lata już mi się udało. Po chwili znów zobaczyłam Justina po środku pokoju. Ręce założył na klatce piersiowej i spoglądał na nas - wiedziałam, że cierpi, iż nie może z nami teraz być.
Spojrzałam na niego i lekko pokiwałam głową uśmiechając się, a on zniknął. W życiu ważne jest, aby się nie poddawać inaczej przegrasz wyśnig przed krzyknięciem 'Start'. Sądzę, że ja swój wyścig z życiem już wygrałam i nie zapomnę lekcji jakie udzieliło mi życie. Wszytko zachowam w sercu. Zupełnie tak jak jego - jego radość, smutki, żale i każdy gest. Jest moją przeszłością i snem teraźniejszości - "Przyszłość jest dla nas niewiadoma i odeległa."


No ja tego nie rozumiem jeszcze jak zżyjesz się z historią nie wiem czy znacie takie opowiadanie o Jasmine i Justin'inie które konczy się że zabijają ją i jeszcze że on się wiąze z jej przyjaciółką i do tego dochodzi jeszcze synek ich :( Po prostu jestem wrażliwia więc z tym samym idzie że nawet jeśli mnie nie hejtują a widze coś takigo mam ochote po prostu płakać :(

To tyle do Nastepnego *
Tagi: sad
14.01.2013 o godz. 21:54
Wstałam a obok mnie leżało moje kochanie pocałowałąm go w czubek nosa i podeszłam do szafy wybierając ciuchy,następnie poszłam wziąć prysznic i ubrana poszłąm do pokoju małej ale jej tam nie było zaczełąm jej nerwowo szukać aż dostrzegłam małą kartke leżacą na łózku.Szybko podbiegłam do mebla i chwyciłam nastęnie pochłaniając się w czytaniu.Przecztałam tekst z 10 razy alby wreście pokładac sobie to wszystko w głowie ... więc tak moja córeczka została porwana a sprawca tego napisał abym czekałą na telefon.Udałąm się do sypialni gdzie słodko spał.
-Justin!!! -krzyknełąm ale to nie podziałało więc zaczełam go potrząsać i szarpać.To też nie przyniosło efektu - Justin Porwali Jazmyn
Chłopak momentalnie postawił się do pionu z zszokiem w oczach.
-Ale jak to?-zapytał i szybko wybiegł z pokoju, moje oczy były już całkowicie załzawione .Nie czekał aż tak długo jak brunet był juz obok mnie a w jego oczach było brak jakich kolwiek uczuć aprócz łez i bólu.Wstałąm z łóżka chwyciłam telefon i zadzwoniłam do każde kto mógłby ją zabrać.Niestety nikt nie wiedział gdzie jest a tym bardziej mówił że jej nie zabierał nigdzie.Myślałam że to jakiś głupi żart.
-Kochanie małą na pewno sie za chwile znajdzie-powiedział nie wypuszczając mnie z uścisku w którym znajdowałam sie po wykonaniu telefonów.
-Skąd ta pewność co ?? Może lepiej jej poszukajmy ma dopiero 3 latka-rzekłąm i oderwałam się od bruneta zeszłam na dól i razem z Bieberem przeszukalismy dom ale nic to nie przyniosło tak samo poszukiwanie w ogrodzie.
(..)
-Nigdzie jej nie ma!!-krzyknełąm kiedy po raz kolejny przeszukiwalismy park a tym bardziej plac zabaw
-Kochanie odpocznij dobrze ja jeszcze raz się przejde i wrócimy do domu-oznjamił trzymając reke na moim policzku.
-Co ?! Chyba żartujesz idziemy na policje-po raz kolejny podniosłam głos z oczami całymi w łzach.
-Dobrze-odpowiedział pokornie i poszdł spełnić swój cel.



*
Dziewczyna siedziała załamana na ławce i zadawała sobie milion pytań na sekunde Gdzie jest? Co się znia dzieje? CZy jej jest dobrze ?? Czy ma poprawną opieke??
A kiedy wyobrażałą sobie jej słodka śmiejącą się buźkie którą jeszcze wczoraj widziała miała ochote rozpłąkac sie i rzucić na ziemie z pięściami waląc aż jej ręce zaczną ją piec i będzie cierpiała.Chłopak natomiast po raz kolejny przechodził obok dobrze już mu znanego ogrodzenia odzielającego plac zabaw od dróżek biegnących przez cały park.Chciał tak bardzą ją znaleść ale wzamian tego łzy powoli spływały po jego policzkach.Bał się że starci coś co kocha ponad zycie tak samo jak brunetke.Cały czas po jego głowie chodziły myśli co się stanie jak nie znajdą ich córeczki przecież Hope się załąmie i co w tedy straci dwie najważniejsze mu osoby.Do tego dochodzi kariera której teraz nie może skończyć nawet jakby bardzo tego pragnął.W głębi duszy dziekował bogu za to że paparazzi nie gonią za nimi i mało sie nim interesują.Niestety to tylko kwestia czasu albo i nie.Postanowił przeszukać jeszcze te dalsze zakamarki ale i tak to nie przyniosło brunetowi zamierzonego efektu.Kiedy dochodził juz do ławki usłyszał szloch miłości swojego życia.



Oczami Justina
Kiedy usłyszałem szloch dziewczyny bez większego namysłu przytuliłem ją trzymając bardzo mocno.Poszlismy na posterunek złozylismy zeznania i zgłosilismy zaginięcie normalnie by kazal czekać 48 godzin ale że to dziecko 3 letnie zaczeli poszukiwania od razu.

Kilka dni pózniej
Od zaginięcia małej mineły już 4 dni.Jestem podłamany le próbuje wspierać Hope która zamkneła się,całe dnie spędza w pokoju Jazmyn a w nocy nie pozwala sie dotknąć,nic nie je cud ze wogóle pije jedym słowe ne funkcjonyje normalnie.Mi samemu ciężko,wspierają nas wszyscy moja mama,Scotter,mama Hope i jej Ojciec,Jasmine,Ethan,Demi i Chris.Mimo że kazdy jest w naszym domu on jest nadal pusty bez tego słodkiego śmiechu,wygłupów,tupotu małych stópek a zapomniałem wspomnieć że Hope bierze duże dawki proszków na uspokojenie.Moje serce cierpi kiedy ja widze w takim stanie.Przmyślenia me przerwał telefon który po chwili odebrałem i byłem otępiony słysząc słowa wypływające z osoby po drugiej stronie słuchawki....

Od Aut: Co się z wami dzieje ??? Co prosze o 10 i nic a mineło już dobre 5 dni ??? A ja mam 4 no normalnie nie mam słów mimo wszytstko dodaje nowy rozdział....
6 Komenatrzy=34 Rozdział
Tagi: 32
14.01.2013 o godz. 15:19
Czułam ścisk w żołądku, serce biło na maksimum swoich możliwości, a ręce zalał pot . Peron był ogromny, a ludzie wsiadali i wysiadali z pociągów, był straszny tłok, nie miałam jak uciec, Michael trzymał mnie kurczowo za nadgarstek i z tego co wyglądało nie miał zamiaru rozluźnić uścisku. Obok nas szła jego obstawa, kilku wysokich, napakowanych kolesi z minami zabójców, szczerze nie chciałabym ich spotkać po zmroku. Byliśmy w Windsor. To jest jakieś 1000 km od domu.
- Chris postój tu z nią chwilę, ja pójdę do Leny, pilnuj jej jak oka w głowie- jeden z kolesi przytakną głową, a reszta poszła za Michaelem . Kiedy Michael puścił moją rękę, mój puls przyśpieszył, wiedziałam, że to jedyna okazja. Wszystko stało się jak w zwolnionym tępię, Michael odwrócił się, Chris podchodził bliżej, abym móc mnie zatrzymać w razie ucieczki, właśnie wtedy wykorzystałam moment i kopnęłam Chrisa w krocze, jedyne co usłyszałam to wycie z bólu przez faceta i łomot jego upadku na ziemie. Odwróciłam i najszybciej jak mogłam przeciskałam się przez ludzi do wyjścia, bałam się jak cholera, wolałam nie myśleć co by zrobili, gdyby mnie złapali. Kiedy wybiegałam na ulice, poczułam jakby kogoś oddech na swojej skórze, zaczęłam biec jeszcze szybciej, lecz mój płytki, przyśpieszony oddech nie pozwalał mi na za wiele. Wtedy mnie coś chwyciło, przewróciłam się i przekoziołkowałam, lecz czułam duży ciężar na swoim ciele.
- Ty mała suko !- Michael wstał i szarpnął mnie za rękę tak abym wstała, kiedy tylko u się to udało wlókł mnie za sobą na peron. Szamotałam się i krzyczałam, lecz ten nic sobie z tego nie robił. Kiedy mijaliśmy jakiegoś młodego chłopaka, który zwrócił mu uwagę, nagle Michael wpadł w szał i rzucił się na niego.
- Przestań ! Rozumiesz przestań zabijesz go !- krzyczałam, lecz to nic nie pomagało. Podeszłam do Michaela i złapałam go za rękę, Czułam jego puls, bałam się, że może zrobić krzywdę i mi. Nigdy chyba nie czułam tak strasznego strachu.
- Proszę przestań ! Nie warto zabijać człowieka przez kogoś takiego jak ja…- mój głos się łamał, a z oczu leciały łzy. Michael wstał i podszedł do mnie, jego wzrok mówił wszystko. Wiedziałam, że teraz nawet na chwilę, nie zostawi mnie samej, chyba, ze w klatce. Wróciliśmy na peron, wnerwiony Chris próbował zrobić mi krzywdę, lecz w ostatniej chwili Michael zasłonił mnie.
- Jeżeli za twoją sprawą spadnie jej choćby włos z głowy będziesz miał nie tylko ze mną do czynienia, lecz również z Campione. On sam zlecił mi porwanie jej.- mina Chrisa, była taka sama jakby zabrać dziecku lizaka. Szczerze nie żałowałam ucieczki, przynajmniej próbowałam, ale to tylko i wyłącznie moja wina, że jednak mi się nie udało. W pewnym momencie mi się przypomniało.
- A co z tym chłopakiem ? Przez ciebie może umrzeć na chłodnym chodniku w nocy !- nie mogłam do siebie dopuścić myśli, że ktoś przez mnie nie będzie żył. To tak jakbym ja mu odebrała życie, a nie Michael, czułam się winna, co powiedzą jego rodzice, dziewczyna, o ile ją ma. Co zezna na policji ?
- Kochana, mnie nie obchodzi jakiś szczyl, który wtrąca się w nie swoja sprawy.- wezbrały się we mnie uczucia, których jeszcze nie znałam, z jeden strony byłam zachwycona znieczulicą społeczną Michaela, a z drugiej strony było mi go żal. A z trzeciej czułam obrzydzenie do niego i całej tej sprawy.
- Jeśli on umrze, pójdziesz do więzienia, przecież byli świadkowie, oni wszystko powiedzą- nagle usłyszałam śmiechy całej 5 mężczyzn. Kolejny raz tego dnia nic nie rozumiałam i wyglądało na to że nie mam rozumieć
- Zabawna jesteś. Ten kolo jest chyba nowy w mieście, bo najwidoczniej nie zna zasad. Nikt nie zezna, wszyscy się tu nas słuchają, boją się nas, nikt nie odważy się zeznawać, na tym polega urok mafii. Witaj w moim świecie, kochana.
- Jesteś chory ! Brzydzę się tobą i tymi twoimi kurewskimi zasadami ! Żyjesz w tak zakłamanym i pojebanym świecie, widać, że od heroiny dokładnie maci się wam w łubach !- miałam dosyć tych ich śmiechów, byli podli i chamscy.
- Czy ktoś ci kiedykolwiek mówił, że prze słodko to brzmi jak przeklinasz ??- zagotowało się we mnie, powoli nie wytrzymywałam i chyba właśnie na tym im zależało, abym wpadła w szał.
- Nie- z naburmuszoną miną odwróciłam się od nich.
- No to idziemy do Leny, chciałem ci oszczędzić tego widoku, ale jeśli nie to nie!- Michael znów mnie ciągnął za sobą, kurczowa trzymając za rękę,.

Weszliśmy do jakiejś starego budynku obok peronu, wszystko wyglądało strasznie, jakby z jakiegoś horroru, przed budynkiem świeciła jedna latarnia, a wszystko ogarniała zbyt ciacha ciemność. Z budynku wyszło kilku mężczyzn z zapalonymi papierosami.
- Ooo… Michael przyprowadziłeś nam nowy towar, niezła ta dziunia- jeden z nich podszedł do nas, staną blisko mnie, aż za blisko
- Ciekawe czy lubisz na ostro, ja zamawiam ją pierwszy. Będziesz moja słodziutka- zaciągnął się znowu ,a dym papierosowy poleciał dokładnie na moją twarz. Nie podobało mi się to jak on na mnie patrzył, w końcu podeszli do niego koledzy. Poczułam się całkiem bezbronna, odruchowo złapałam drugą ręką dłoń Michaela, czułam się przy nim bezpieczniej, wiedząc że on jedyny nie chce mnie tu wykorzystać. Michael spojrzał mi w oczy.
- Zack, dziewczyna nie jest dla ciebie. Przykro mi, może kiedy indziej Campione załatwi wam nową dziunie, ta jest na razie dla was nie dostępna- kiedy wypowiedział słowa „na razie” wzdrygnęłam się , czy to oznaczało, że mogę tu zostać wysłana, że będą kazać zostać mi prostytutką. Wolałam nie myśleć, jakby mnie tu traktowali, co by ze mną robili.
- Gdzie Lena ?
- W środku ma klienta. Czekała na ciebie, ale trochę się wam przedłużyło.- chłopak patrzył na mnie jak na zwierzynę, bałam się tu przebywać, bez Michaela. Mimo, że nie powinnam ufać mojemu porywaczowi, to jednak w tej sytuacji byłam pewna, ze nie mam innego wyjścia. Weszliśmy do budynku, byłam przerażona widokiem, tego wszystkiego, wszędzie unoszący się dym, jęki otaczały mnie z każdej strony, pokoje nie miały drzwi, więc można było widzieć to wszystko. Brzydziłam się wszystkim napalonymi facetami w tym budynku, każdy z nich pocił się jak jakiś pedofil w przedszkolu. Szliśmy prosto wąskim korytarzem, a potem skręciliśmy w lewo, do wielkich drzwi. To pewnie tu, jest królestwo Leny. Michael zapukał, po chwili za drzwiami pojawiła się skąpo ubrana dziewczyna i wychodzący facet.
- Michael kochanie co cię tu sprowadza ? Widzę, że masz nową przyjaciółkę- dziewczyna pierwsze zdanie wypowiedziała bardzo wesoło, zaś drugie zdanie, brzmiało bardziej „co to za suka ?”. Patrząc na to jakim wzrokiem i uśmiechem obdarowywała Lena, Michaela, możne było wywnioskować , że jest w nim zakochana.
- Przysłał mnie Campione, a to jest Eva- jakby spojrzenie mogło zabijać pewnie byłabym już nie żywa.
- Hmm…. W takim razie podzielmy zyski.- Michael odwrócił się w moją stronę.
- Przepraszam będziesz musiała wyjść- moje serce przyśpieszyło sto krotnie.- nie bój się. Nikt ci nie zrobi krzywdy, każdy wie że jesteś tu ze mną.- jego słowa wcale nie zmniejszyły mojego strachu, lecz pokorne wyszłam z pokoju i zamknęłam za sobą drzwi. W myślach, ciągle powtarzałam, że nic mi nie grozi i, że Michael szybko wyjdzie.
- Wiesz, mnie nic nie obchodzi, że jesteś dziunią Michaela, będzie moja tu i teraz. – przed mną stał jeden z tych kolesi, chyba miał na imię Zack. Chciałam krzyczeć, aby Michael usłyszał, lecz Zack zatkał mi usta ręką. Zack trzymał mnie kurczowo i niósł do jakiegoś pomieszczenia. Szamotałam się, lecz nie przynosiło to, żadnych rezultatów. Zostałam rzucona na łóżko, a zarazem przygwożdżona do niego ciężarem Zacka. Adrenalina w moich żyłach buzowała, szarpałam się jeszcze bardziej, mocniej, nawet nie wiem skąd ta siła się brała. Ugryzłam rękę, którą zakrywał mi usta i zaczęłam krzyczeć.
- Ratunku !! Michael !!! Kto ktokolwiek. Pomocy !!- dostałam potężny cios w szczękę, przez chwilę, byłam sparaliżowana bólem.
- Zamknij się i tak cię nikt nie uratuje, myślisz, że Michaelowi zależy na tobie, dla niego jesteś nową zabawką Campione. Ciiii, uspokój się… oddychaj- patrzyłam załzawionymi oczami na Zacka, który znów zatykał mi usta ręką.- Nikt się nie dowie, to będzie nasza mała tajemnica.- wolną ręką Zack przejechał po moich piersiach aż do bioder.
- Jesteś taka rozkoszna, mmmm….- zaciągał się zapachem moich włosów. Znów położył mnie na łóżku. Narastała we mnie panika, czułam, że się duszę. Zack wyciągnął coś z szafki nocnej obok łóżka, poczułam, że coś się wbija w moją prawą rękę.
-To ci pomorze się rozkręcić- kiedy odkładał strzykawkę upadla mu na podłogę, zażenowany sięgnął po nią, ściągając rękę z moich ust. Kopnęłam go tak, że uderzył głową o podłogę i zaczęłam krzyczeć, chciałam biec, lecz Zack złapał mnie w pasie. Wyrywałam się i krzyczałam, tak bardzo chciałam, aby mnie ktoś usłyszał. Poczułam straszny ból, przeszywający całą moją czaszkę, upadłam… Na chwile straciłam świadomość, kiedy ją odzyskałam zobaczyłam Michaela pochylającego się nad mną. Krzyczał coś, lecz nie słyszałam ani słowa, szczerze to ledwo widziałam, jakby wszystko zasłaniała mi mgła. Tylko skąd mgła w pokoju, może ktoś pali papierosy ? Tak na pewno ktoś pali papierosy. Znów poczułam ból tylko w mojej ręce, moje ciało nagle zaczęło drgać, nie mogłam tego opanować, spadałam w ciemność.
Tagi: Rozdział 22
12.01.2013 o godz. 16:51
Siedziałam na zimnej podłodze i rozmyślałam nad swoim życiem. Nagle usłyszałam głos Jamesa.
- Francesca! Wrócę późno, a może nawet dopiero jutro, powiedz Samancie, żeby na mnie nie czekała.
Potem usłyszałam trzask drzwi wejściowych. Wzięłam głęboki wdech i przeczesując włosy dłonią wyszłam ze spiżarni. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić, ale wiedziałam jedno, że nie mogę tu dłużej zostać. Szybko pobiegłam do sypialni i nakluczyłam drzwi. Poprawiłam makijaż, przebrałam się i uczesałam. Wyjęłam spod łóżka małą walizkę podróżną i spakowałam do niej kilka moich ubrań, oraz kosmetyki. Następnie poszłam do pokoju Belli i przyniosłam jej rzeczy. Zamknęłam walizkę i rozejrzałam się dookoła upewniając czy wszystko wzięłam. Wyszłam z pokoju i powędrowałam do salonu, gdzie Bella bawiła się z Francescą.
- Proszę pani, mąż kazał przekazać pani, że... Boże! Co się pani stało? – zauważyła moje podbite oko.
- A to! Nic takiego, uderzyłam się o szafkę... jestem taka niezdarna – przykucnęłam i zaczęłam zbierać zabawki Belli.
- Niech pani to zostawi, ja się tym zajmę. Powinna pani iść do lekarza – poradziła
- Nie. Naprawdę... to nic takiego. – zapewniłam ją – Bella, kochanie! Chodź, pójdziemy na spacer.
Dziewczynka szybko pobiegła na górę po kurtkę.
- Przekaż Jamesowi, że nie wiem kiedy wrócę – powiedziałam do Francesci.
- Ale, pan kazał przekazać pani to samo. Powiedział, że możliwe, ze wróci dopiero jutro.
- Francesca... jesteś bystrą kobietą i wiesz, że w moim małżeństwie nie układa się dobrze, dlatego odchodzę. Ale pamiętaj, gdyby James chciał się czegoś dowiedzieć to wiesz tylko tyle, że wyszłam na spacer. Jasne?
- Oczywiście.
- Dziękuję – wymusiłam słaby uśmiech i ruszyłam do Belli.
Weszłam do jej pokoju. Mała siedziała na dywanie i bawiła się lalkami.
- Maiłaś przynieść kurtkę – przypomniałam jej z uśmiechem.
- Zapomniałam – zaśmiała się.
- Chodź tu – sięgnęłam jej płaszczyk.
Mała szybko do mnie podbiegła i zaczęłam ją ubierać.
- Słuchaj uważnie skarbie – zaczęłam – pójdziemy teraz do wujka Justina. Zamieszkamy u niego na jakiś czas, dlatego weź ze sobą swoją ulubioną lalkę.
- A co z tatą? – zapytała Bella
Westchnęłam głośno, nie wiedziałam co mam jej powiedzieć.
- Szybciutko, weź lalkę i idziemy – ponagliłam ją zmieniając temat (...)

Stałam przed drzwiami małego mieszkania Justina i kurczowo ściskałam Bellę za rękę. Wzięłam głęboki wdech i przyłożyłam rękę do dzwonka, ale coś powstrzymywało mnie przed jego naciśnięciem. Tylko co? Sama nie wiem. Może strach? Wstyd? Zażenowanie? Moje rozmyślania przerwał hałas otwieranego zamka. Momentalnie drzwi się otworzyły, a w nich stanął Justin.
- Samanta?
- Cześć – szepnęłam
- Hej! Co ty tuta robisz?
- Możemy pogadać? – zapytałam
- Pewnie. Wchodź. Akurat wychodziłem do sklepu, ale pójdę później. Wchodźcie! Wchodźcie! – ponaglał. (...)

- Więc? O co chodzi? – zapytał siadając na kanapie, obok mnie
- Mała zasnęła?
- Tak. Co się stało?
- Widzisz... nie wiem od czego zacząć...
- Najlepiej od początku.
- Ok. Pamiętasz jak mnie pytałeś czy Bella jest twoją córką? – chłopak skinął głową – No więc... jest twoim dzieckiem.
- Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś? Miałem prawo wiedzieć!
- Przepraszam – wyszeptałam schylając głowę.
- Samanta – Objął mnie swoim ramieniem – już dobrze... Sam! Popatrz na mnie! – ujął mój podbródek i zmusił, żebym na niego spojrzała – Dobrze że mi o tym powiedziałaś – westchnął. I wtedy zdjął z mojego nosa czarne okulary, pod którymi krył się wielki siniak.
- O Boże! Sam... Co ci się stało? Kto ci to zrobił? James?! Zabije go!
- Nie! Justin! Uspokój się! – rozkazałam
- Powiedz co ci się stało! – zażądał.
- Widzisz... w moim małżeństwie już od jakiegoś czasu nie układało się zbyt dobrze, a ostatnio James... nie wiem jakim cudem, ale zdobył nasze zdjęcia, pewnie kazał mnie śledzić. Nigdy nie miał do mnie zaufania. Kiedy zobaczył nasze zdjęcia wściekł się i...
- Zabije go! – brunet gwałtownie zerwał się z kanapy i zaczął nerwowo krążyć po pokoju.
- Justin... uspokój się! Nie możesz się z nim spotkać. Nie dziś, nie jutro, nigdy! Po prostu nie możesz!
- Dlaczego?
- On ma znajomości, zniszczy mnie, ciebie i naszych bliskich... zrozum.
- Dobrze – przytulił mnie i pocałował w czoło – prześpij się teraz, a później pomyślimy co dalej.
- Ale nie zrobisz niczego głupiego? – zapytałam
- Nie. Naprawdę – powiedział widząc moje nieufne spojżenie – Idź. Prześpij się. (...)

2 dni później


12.2010r.

„Drogi pamiętniczku!
Piszę w nowym zeszycie. Kiedy wyprowadzałam się z domu miałam wrażenie, że czegoś zapomniałam. Teraz już wiem czego. Mojego zeszytu. Moich najskrytszych sekretów i myśli. Chciałam wybrać się po niego jeszcze przedwczoraj, ale Justin wybił mi to z głowy. Twierdzi że James jest nieprzewidywalny i nie wiadomo co mogłoby się stać. Możliwe, że ma racje, ale i tak będę musiała się tam dostać. Boże! Mam nadzieję, że James nie znalazł mojego zeszytu! Nawet nie chce myśleć, że on mógłby teraz czytać moje myśli.
Co dalej z moim życiem? Nie wiem. Na razie mieszkamy wraz z Bellą u Justina i pewnie tak zostanie. Justin ma plan, żeby wyprowadzić się do innego miasta. Dziś ma poprosić Freda o pieniądze na dom. Planujemy stworzyć we troje szczęśliwą rodzinę. Tylko ja, Justin i Bella, na razie, a później może jeszcze dojedzie jakiś szkrab? Kto wie co los przyniesie?
Teraz muszę się dostać do domu Jamesa i odzyskać mój pamiętnik.

Samanta”


Odłożyłam mój pamiętnik na stolik i poszłam zaparzyć sobie więcej kawy. Rozmyślałam nad tym, jak dostać się do domu Jamesa tak, żeby zostać przez niego niezauważona. Wiem! Chwyciłam do ręki telefon i zastrzegając numer wykręciłam numer domowy. Jedyna nadzieja w tym, że odbierze Francesca. Pierwszy sygnał... drugi... trzeci...
- Halo? – usłyszałam delikatny głos Francesci.
- Francesca?
- Przy telefonie. Kto mówi?
- Samanta. Jest James?
- Nie. Wyszedł do pracy. Przekazać coś?
- Nie. Dobrze, że go nie ma. Posłuchaj, muszę zabrać coś z domu, ale tak, żeby James nie zauważył. – powiedziałam
- Dobrze. Może pani przyjść teraz. Nie ma go.
- Będę za pół godziny – powiedziałam rozłączając się (...)

Nacisnęłam dzwonek do drzwi rozglądając się bacznie dookoła. Po chwili otworzyła mi Francesca.
- Dzień dobry. Pana nie ma.
- Świetnie. Tylko wezmę jedną rzecz i już mnie nie ma. – powiedziałam wchodząc do środka.
Szybko pobiegłam do sypialni i odnalazłam zeszyt. Zbiegłam po schodach i zamarłam. W drzwiach wejściowych zobaczyłam Jamesa.
- O proszę... kogo moje oczy widzą – powiedział z przekąsem.
- Już mnie nie ma. Przyszłam tylko po jedną rzecz – powiedziałam dumnie ruszając przed siebie. Nie mogłam wyglądać na wystraszoną.
- Lepiej ci z tym pajacem? – zapytał nadal stojąc w miejscu i obserwując każdy mój ruch.
- Tak. On przynajmniej wie, jak zaspokoić kobietę – prychnęłam wymijając go.
Nagle James złapał mnie za nadgarstek. Zatrzymałam się i spojrzałam na niego. Na twarzy miał wymalowaną wściekłość.
- Jeszcze tego pożałujesz – warknął
- Zobaczymy – uśmiechnęłam się zwycięsko i wyrwałam dłoń z jego uścisku, po czym dumnym krokiem wyszłam z domu.

____________________________________________________
Hej! Hej! To w końcu ja! Sorki za długą nieobecność, ale nie chciało mi się zalogować bloblo. Ten mój komputer to prawdziwy złom! Ale w każdym razie udało mi się! ;)
Dziękuję za cudowne komentarze <333
Next pojawi się może jeszcze w tym tygodniu, o ile komputer zechce xD

Kocham ♥ i do nn ;*
11.01.2013 o godz. 17:03
I-Miss-You-Justin
California king bed ♂+♀=❤
O mnie: Pokaż mi którędy mam iść, by więcej Cię nie ranić. Jak nie ulec zatraceniu, w tak trudniej egzystencji. Rozświetl mi drogę, przynieś nadzieję, kiedy ja Ci jej przynieść nie mogę
statystyki
sekcja użytkownika